Ta kolejność nie dziwi. Mniej więcej tak samo początek listy najchętniej kupowanych marek wyglądał na początku roku.

Eksperci zastanawiają się już jednak, jakie będzie drugie półrocze.

– Nie najlepsze. Nadzieja w firmach – mówi Wojciech Drzewiecki, szef Instytutu Samar, który monitoruje krajowy rynek motoryzacyjny.

A to dlatego, że klienci indywidualni, na których w ostatnich tygodniach liczyli sprzedawcy, nieoczekiwanie zwolnili akcję zakupową. Rynkowi groziło załamanie, ale nagle wystrzeliły zakupy flotowe. Według Drzewieckiego prawdopodobnie ma to związek z konieczną wymianą floty kupionej w 2007 i 2008 r.

Andrzej Halarewicz, szef polskiego oddziału JATO Dynamics, który monitoruje z kolej światowy rynek motoryzacyjny, uważa, że trend spadkowy na podobnym poziomie co w pierwszym utrzyma się także w drugim półroczu.

– Niestety, nie widać na razie żadnych przesłanek wskazujących na możliwe ożywienie – mówi Halarewicz.

Uważa on, że za słabe zakupy firm i klientów indywidualnych odpowiada nie tylko niepewność ekonomiczna, lecz także kłopoty z dostępnością niektórych modeli. Problemy z długim oczekiwaniem na wybrane auta dotyczą nie tylko japońskich modeli, co należy wiązać z zatrzymaniem tam pracy fabryk po trzęsieniu ziemi i tsunami. Na nowy samochód trzeba też czekać 3 – 4 miesiące w Volkswagenie, Kii, a nawet Skodzie.

Zamknięty jest też kanał indywidualnego importu. Jak twierdzi sprzedawca Skycar, jednego z brokerów samochodów sprowadzających na zamówienie nowe auta z zagranicy, przy tym kursie euro lepiej poczekać, niż zamawiać samochód za granicą.