Amerykańska agencja ratingowa Standard & Poor’s ostrzegła wczoraj, że w razie wprowadzenia w życie II bailoutu dla Grecji uzna kraj za bankruta. To efekt próby wymuszenia przez Francję i Niemcy dobrowolnego udziału w planie pomocowym banków komercyjnych. To nie koniec złych wiadomości. Wczoraj Komisja Europejska zrewidowała w dół prognozy wzrostu gospodarczego dla Grecji. Zdaniem Brukseli w tym roku jej gospodarka znów się skurczy, i to aż o 3,75 proc. Atenom nie uda się nawet przełamać recesji w roku przyszłym, choć wówczas tempo spadku (0,5 proc.) będzie już o wiele mniejsze. Tak pesymistyczne prognozy stawiają pod znakiem zapytania plany ograniczenia deficytu budżetowego kraju. Dochody podatkowe będą o wiele niższe od oczekiwanych przez rząd Georgiosa Papandreu.

Dziś Grecja ma przedostatni najniższy rating wiarygodności kredytowej (CCC). Jego obniżenie o jeden szczebel (D od default) miałoby dla kraju katastrofalne skutki. Status Europejskiego Banku Centralnego (EBC) nie pozwala mu przyjmować pod zastaw udzielanych nowych kredytów obligacji kraju bankruta. Inaczej mówiąc, greckie banki komercyjne nie otrzymywałyby już dłużej gotówki od EBC i nie mogłyby udzielać kredytów. Ledwo zipiąca gospodarka stanęłaby po prostu w miejscu.

Przy udziale banków komercyjnych w nowym planie pomocowym dla Grecji upiera się Angela Merkel. To warunek, jaki stawia CDU i FDP poparcia w Bundestagu II pakietu pomocowego dla Grecji. Niemieccy podatnicy mają dość płacenia rachunków za Greków i chcą, by przynajmniej częściowo straty ponieśli ci, którzy przez lata korzystali z udzielania Grecji ryzykownych kredytów: banki komercyjne.

Zgodnie z planem opracowanym tydzień temu przez Francuską Federację Bankową banki miałyby sfinansować 30 mld euro z wartego łącznie 120 mld euro nowego pakietu pomocy. Prywatne instytucje finansowe miałyby się zgodzić na przeznaczenie połowy środków uzyskanych od Aten z obligacji, których termin zapadalności przypada właśnie teraz, na zakup nowych, 30-letnich bonów skarbowych o dużo niższym oprocentowaniu (5,5 proc.), niż Grecy musieliby oferować na wolnym rynku, by zdobyć kapitał. Banki przeznaczyłyby też 20 proc. uzyskanych funduszy na lokatę w najbezpieczniejsze, choć minimalnie oprocentowane aktywa. To one miałyby być dla nich zabezpieczeniem, na wypadek gdyby Grecy rzeczywiście ogłosili niewypłacalność.

Standard & Poor’s ostrzegł jednak, że w takim przypadku Grecja zostałaby i tak uznana przez agencję za bankruta, gdyż banki byłyby zmuszone do przyjęcia scenariusza, w którym otrzymują o wiele mniejszą dywidendę niż ta, której spodziewali się, kupując greckie obligacje.

„Celem nowego planu jest ograniczenie ryzyka niewypłacalności Grecji i danie jej więcej czasu na konsolidację fiskalną, a nie przedstawienie bankom komercyjnym korzystnej alternatywy inwestycyjnej” – napisali eksperci S&P. Już wcześniej w liście przesłanym do redakcji „Financial Timesa” inna amerykańska agencja ratingowa Fitch ostrzegła, że zdegraduje ocenę ryzyka kredytowego Grecji do poziomu niewypłacalności, jeśli nowy plan pomocowy spowoduje straty dla prywatnych inwestorów.

W sobotę zebrani w Brukseli ministrowie finansów krajów strefy euro nie zdołali uzgodnić nowego pakietu wsparcia dla Grecji. Teraz jednak dyskusja musi się rozpocząć od początku, bo po ostrzeżeniu S&P udział banków komercyjnych w kosztach operacji jest wykluczony. Czasu pozostało niewiele. Bez nowego wsparcia Ateny już pod koniec lata nie będą miały pieniędzy na obsługę zobowiązań. I ogłoszą niewypłacalność.