Grecki parlament przyjął wczoraj plan oszczędnościowo-prywatyzacyjny, która ma w ciągu pięciu lat przynieść budżetowi 78 mld euro. Głosowanie umożliwi Atenom pozyskanie piątej, wartej 12 mld euro – transzy przyznanego w 2010 r. bailoutu. I otworzy drogę do kolejnego programu pomocowego opiewającego na sumę ponad 100 mld euro. Głosowanie oddala również na pewien czas perspektywę bankructwa Grecji.

– Nie mamy planu B, który mógłby ocalić Grecję. Zróbcie wszystko, żebyśmy uniknęli niewypłacalności – w dramatycznym tonie apelował do parlamentarzystów premier Georgios Papandreu. Bez tego dalsza pomoc dla Aten zostałaby wstrzymana, a już w połowie lipca Grecja przestałaby wypłacać emerytury i pensje w budżetówce. – Odrzucenie pakietu równałoby się samobójstwu – oświadczył w rozmowie z „Financial Timesem” szef Banku Grecji Giorgos Prowopulos.

Wynik głosowania wcale nie był pewny, nawet kilku deputowanych rządzącego PASOK deklarowało sprzeciw. Ostatecznie jednak pierwsza część pakietu, przewidująca oszczędności i podwyżkę podatków, które mają przynieść 28 mld euro, przyjęto stosunkiem głosów 155:138. Druga ustawa, dotycząca m.in. prywatyzacji części państwowych aktywów, ma zostać przyjęta dzisiaj. Rząd zamierza pozyskać z wyprzedaży 50 mld euro.

Podczas imiennego głosowania nad reformą kolejnych parlamentarzystów euro stopniowo wzmacniało się do głównych walut po kilka setnych procent. Umiarkowany optymizm panował też na giełdach. Inwestorzy spodziewali się takiego wyniku głosowania i od rana kupowali akcje. Rosły najważniejsze europejskie indeksy: we Frankfurcie, w Londynie i Paryżu.

Jednak – jak twierdzą eksperci – na trwałe umocnienie europejskiej waluty musimy poczekać aż pojawi się zapewnienie MFW i Komisji Europejskiej o uruchomieniu kolejnego pakietu pomocowego dla Grecji. – To powinno także pomóc złotemu, bo inwestorzy stracą awersję do ryzyka. Sądzę, że w najbliższych dniach będziemy mieli do czynienia także z umacnianiem się naszej waluty wobec euro, dolara i franka szwajcarskiego – przekonuje w rozmowie z „DGP” Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Co podoba się rynkom, niekoniecznie mieszkańcom Grecji. Według sondaży 2/3 Greków sprzeciwia się kolejnym cięciom, czemu dali wyraz, protestując przed parlamentem. Wczoraj demonstranci znów starli się z policją, a także przypuścili szturm na ministerstwo finansów, wybijając w gmachu okna. Obiektem agresji stali się także parlamentarzyści. Mimo silnej ochrony policji jedna z deputowanych dostała w twarz pudełkiem jogurtu.

Oburzenie na ulicach greckich miast wzbudza zwłaszcza perspektywa redukcji 150 tys. miejsc pracy w sektorze publicznym. Do tego dochodzą hasła polityczne: sprzeciw wobec polityki Unii Europejskiej, postrzeganej jako dyktat wobec Grecji. Poeta i publicysta Pandelis Bukalas posunął się do porównania go do wysyłania ludzi do obozów koncentracyjnych przez nazistów. „Demokracja straciła swoje znaczenie, gdy decyzje podejmują polityczni karierowicze bez legitymacji społecznej i centra siły, których nie da się rozliczyć” – napisał Bukalis na łamach dziennika „I Katimerini”.

współpraca bt