Wczoraj nad ranem obradujący w Luksemburgu ministrowie finansów UE zapowiedzieli, że nie przekażą Atenom kolejnej transzy pakietu pomocowego (łącznie z wkładem MFW chodzi o 12 mld euro), o ile wcześniej greccy posłowie nie zatwierdzą programu cięć budżetowych wartego 28 mld euro oraz planu prywatyzacji, który ma przynieść do kasy państwa 50 mld euro. Bez pomocy Brukseli Grecja już w lipcu straci płynność, bo nie będzie w stanie wykupić wartych 3 mld euro obligacji, których ważność kończy się w tym miesiącu.

Efekt domina

To jednak będzie dopiero początek kłopotów dla europejskich przywódców. – Jeśli Grecja okaże się pierwszym krajem, który zbankrutuje, uwaga inwestorów skieruje się na Irlandię, Portugalię, Hiszpanię, Włochy, a może nawet Belgię i Francję, których deficyt budżetowy i dług jest wysoki. Nie wiemy, dokąd sięgnie ta zaraza – przyznał minister finansów Belgii Didier Reynders. I dodał w rzadkim odruchu samokrytycyzmu: Europejczycy ponoszą za to część winy, bo w 2001 r. pozwolili Grecji przystąpić do strefy euro, choć wiedzieli, że fałszuje ona swoje rachunki.

W sobotę także szef Eurogrupy, premier Luksemburga Jean-Claude Juncker wymienił Hiszpanię, Włochy i Belgię jako kraje, które mogą paść ofiarą reakcji łańcuchowej w razie bankructwa Grecji.

Taka reakcja jest w szczególności spowodowana zaangażowaniem banków krajów Eurolandu w inwestycje w obligacje państw południa Europy. Zdaniem Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIS) wprawdzie w ostatnim roku unijne banki zmniejszyły swoje zaangażowanie w Grecji o 30 proc. (do 136 mld euro). Jednak jeśli do tego doliczy się długi Irlandii, Portugalii i Hiszpanii, to wartość posiadanych przez nie obligacji wynosi 1,5 bln euro. Okazuje się, że francuskie banki samej Hiszpanii pożyczyły równowartość 9 proc. francuskiego PKB, holenderskie równowartość 16,4 proc. holenderskiego PKB, a portugalskie równowartość 13 proc. portugalskiego PKB. Z kolei niemieckie banki pożyczyły łącznie Hiszpanii i Irlandii równowartość 12 proc. niemieckiego PKB, zaś tylko Barclays i HSBC wykupiły irlandzkie obligacje warte 9,4 proc. brytyjskiego PKB, a Hiszpanii równowartość 5,7 proc. PKB.

Pożegnanie z euro

– Tak silne powiązania mogą doprowadzić do reakcji łańcuchowej, jeśli pierwszy kraj strefy euro ogłosi niewypłacalność – uważa amerykański ekonomista Nouriel Roubini w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Il Sole 24”. Jego zdaniem, jeśli grecka i portugalska gospodarka szybko nie odzyskają konkurencyjności, będą musiały powrócić do drahmy i eskudo.

Sygnałem, że inwestorzy coraz bardziej obawiają się takiej łańcuchowej reakcji, był wczoraj znaczący wzrost rentowności obligacji Portugalii, Irlandii i Hiszpanii.

Zdaniem ekspertów funduszu Royal London Asset Management bankructwo Grecji może doprowadzić do bankructwa nie tylko kilku krajów strefy euro, lecz także banków, które najbardziej zainwestowały w ich obligacje.

– Przeprowadzone przez UE stress testy banków nie brały pod uwagę bankructwa Grecji, dlatego są one dziś bezwartościowe – uważa Jane Coffey, szefowa funduszu.

Wynik głosowania w greckim parlamencie będzie się ważył do ostatniej chwili. W 300-osobowej izbie Papandreu ma przewagę tylko pięciu głosów. A z ostatniego sondażu wynika, że tylko 35 proc. Greków popiera plan oszczędności.

Z powodu sytuacji Grecji rynki finansowe mają awersję do ryzyka

Brak porozumienia w sprawie pakietu pomocowego dla Grecji wywołał niepokój na rynkach finansowych. Rano, po ogłoszeniu wyników spotkania ministrów finansów strefy euro w Luksemburgu, zniżkowała większość giełd, choć po południu nastroje się nieco poprawiły. Ostatecznie londyński indeks FTSE stracił 0,38 procent, DAX we Frankfurcie spadł o 0,19 procent, zaś paryski CAC-40 stracił 0,63 procent. Późnym popołudniem czasu warszawskiego w Nowym Jorku indeks Dow Jones zyskiwał nawet 0,71 procent.

● Nerwowo było także wczoraj na rynkach walutowych. Mimo niepewności co do planu ograniczenia amerykańskiego długu dolar umocnił się wobec euro. Za unijną walutę można było wczoraj uzyskać 1,4318 dol. amer., o 0,06 proc. mniej niż w piątek. Więcej (0,6 procent) euro straciło wobec franka szwajcarskiego, uważanego przez inwestorów za jedną z najpewniejszych form lokat oszczędności. W Polsce kurs euro nie przekroczył jednak 4 złotych, jak się na początku dnia obawiała część ekspertów, choć złoty stracił 0,22 procent swojej wartości do 3,984 za euro. Ponownie przekroczył też symboliczną granicę 3,3 do franka szwajcarskiego (tracąc 0,61 procent wartości).

● Niektórzy analitycy uważają jednak, że rynki reagują na sytuację w Grecji zbyt nerwowo.

– Spodziewamy się, że nawet jeśli grecki rząd nie uzyska większości w parlamencie dla programu oszczędności budżetowych, Ateny wynegocjują przejściowe porozumienie z Unią i MFW w sprawie programu pomocowego. Alternatywą byłoby bowiem bardzo gwałtowne bankructwo – uważa Gary Jenkins, szef zespołu analityków w londyńskim domu maklerskim Evolution Securities.

● Na razie większość inwestorów nie przyjmuje jednak takiej argumentacji do wiadomości. Coraz bardziej obawiają się oni inwestowania w obligacje mocno zadłużonych krajów. Różnica między rentownością niemieckich Bundów i greckich obligacji wzrosła o kolejne 43 punkty bazowe do 1441 punktów, a portugalskich o 23 punkty bazowe. Koszty ubezpieczenia się przed niewypłacalnością greckich obligacji pięcioletnich o wartości nominalnej 10 milionów euro skoczył do 2,025 milionów euro – podał wczoraj instytut analityczny Markit.