Wynik głosowania w parlamencie nad wotum zaufania dla rządu Georgiosa Papandreu przesądzi o bankructwie nie tylko Grecji, lecz także kilku innych krajów strefy euro, a być może nawet o utrzymaniu unii walutowej.
Wczoraj nad ranem obradujący w Luksemburgu ministrowie finansów UE zapowiedzieli, że nie przekażą Atenom kolejnej transzy pakietu pomocowego (łącznie z wkładem MFW chodzi o 12 mld euro), o ile wcześniej greccy posłowie nie zatwierdzą programu cięć budżetowych wartego 28 mld euro oraz planu prywatyzacji, który ma przynieść do kasy państwa 50 mld euro. Bez pomocy Brukseli Grecja już w lipcu straci płynność, bo nie będzie w stanie wykupić wartych 3 mld euro obligacji, których ważność kończy się w tym miesiącu.
Efekt domina
To jednak będzie dopiero początek kłopotów dla europejskich przywódców. – Jeśli Grecja okaże się pierwszym krajem, który zbankrutuje, uwaga inwestorów skieruje się na Irlandię, Portugalię, Hiszpanię, Włochy, a może nawet Belgię i Francję, których deficyt budżetowy i dług jest wysoki. Nie wiemy, dokąd sięgnie ta zaraza – przyznał minister finansów Belgii Didier Reynders. I dodał w rzadkim odruchu samokrytycyzmu: Europejczycy ponoszą za to część winy, bo w 2001 r. pozwolili Grecji przystąpić do strefy euro, choć wiedzieli, że fałszuje ona swoje rachunki.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.