W ostatnim czasie raty kredytów mieszkaniowych nominowanych w europejskiej walucie wyraźnie wzrosły. – Jeśli na początku 2010 r. kredytobiorca wziął pożyczkę w euro, to w porównaniu ze swoją pierwszą ratą płaci dzisiaj o ponad 110 zł więcej – mówi Michał Krajkowski z Domu Kredytowego Notus.

Rata kredytu w wysokości 300 tys. zł na 30 lat wzrosła z nieco ponad 1130 zł do 1250 zł dziś. Nie jest to efekt wzrostu wartości euro, bo kurs waluty pozostaje stabilny. Za wzrost rat odpowiada EURIBOR – wskaźnik stawek na rynku międzybankowym, od którego zależy oprocentowanie pożyczek hipotecznych w tej walucie. Rośnie on nieprzerwanie od wiosny 2010 r. W tym czasie jego wartość zwiększyła się z ok. 0,7 proc. do ponad 1,4 proc.

– Obawiam się, że to nie koniec, bo ożywienie gospodarcze w Niemczech i Francji oraz wzrost inflacji w strefie euro mogą zmusić Europejski Bank Centralny do podwyżki stóp procentowych, a to spowoduje kolejny wzrost EURIBOR-u – mówi Piotr Bujak, ekonomista z Banku Zachodniego WBK.

W kwietniu EBC, pierwszy raz od prawie 3 lat, podniósł stopy w strefie euro o ćwierć punktu procentowego, do 1,25 proc. Ale ceny w strefie euro cały czas rosną o ponad 2 proc. rocznie, przekraczając cel inflacyjny przyjęty przez EBC. Stąd dalsze podwyżki są prawdopodobne.

Złoty amortyzator

Jednak przyszłość osób zadłużonych w europejskiej walucie nie wygląda źle. Wzrost EURIBOR-u może zostać zamortyzowany przez wzrost wartości złotego.

– W długim i średnim okresie należy oczekiwać, że nasza waluta będzie zyskiwać, również w stosunku do euro – mówi Krajkowski.

Dzięki temu osoby obciążone kredytem w euro lub zamierzające go wziąć, mają szanse na szybki spadek wartości zadłużenia i utrzymanie obecnej wysokości rat kredytowych. Przemawia za tym polityka Ministerstwa Finansów, które umacnia złotego.

Także z punktu widzenia parametrów fundamentalnych złoty powinien mieć przed sobą okres wzrostu wartości. – Nasza waluta jest teraz znacznie niedowartościowana. Nawet o kilkadziesiąt procent, biorąc pod uwagę jej siłę nabywczą – mówi Krajkowski.

Niższe marże

Do zadłużania się w euro zachęcają obniżane marże kredytowe (średnia spadła z ponad 3 proc. na początku 2010 r. poniżej 2 proc. obecnie). Mimo że to więcej niż w przypadku pożyczek złotowych (średnia wynosi 1,4 proc.), to raty kredytów w euro cały czas są o ok. 10 proc. niższe. Wartość EURIBOR-u mimo ostatnich wzrostów cały czas jest kilka razy niższa niż WIBOR-u, od którego zależy oprocentowanie pożyczek w złotych. Trzymiesięczna stawka wynosi w tej chwili 4,45 proc.

Ale popularność kredytów w europejskiej walucie spada. Przyszłość strefy euro jest niepewna, a data naszego ewentualnego wejścia do Eurolandu odsuwa się coraz bardziej. To zniechęca do zadłużania się w tej walucie.

W dodatku takie kredyty oferuje w Polsce tylko 17 instytucji finansowych i mogą je otrzymać jedynie klienci o wyższych dochodach, bo maksymalna zdolność kredytowa przy pożyczkach walutowych jest o 20 proc. niższa niż w rodzimej walucie.

Według danych Komisji Nadzoru Finansowego Polacy zaciągnęli w bankach prawie 21 mld zł kredytów w euro. To prawie 8 proc. wszystkich kredytów hipotecznych gospodarstw domowych. W tej walucie rok temu była zaciągana co czwarta pożyczka. Dziś ten odsetek spadł poniżej 13 proc. Takie pożyczki ma ponad 100 tys. osób.