Według Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości w tym roku w wyścigu po wsparcie na e-biznes wystartowało prawie 1,4 tys. firm. Wartość złożonych przez nich wniosków (602 mln zł) dwukrotnie przewyższyła pulę środków przeznaczonych na dotacje (307 mln zł).

Skutek obostrzeń

To wynik słabszy niż w ubiegłorocznym konkursie. Widać, że wprowadzone rok temu obostrzenia w dostępie do tego typu wsparcia przyniosły efekty. Po pieniądze z UE, po które jeszcze w 2009 r. ustawiały się gigantyczne kolejki chętnych, sięga coraz mniej firm. Natomiast zgłaszane w konkursach projekty są lepiej przygotowane i przemyślane.

– Negatywnie na zainteresowanie e-dotacjami wpływają podwyższone wymagania dotyczące innowacyjności projektu oraz jego efektywności ekonomicznej. Na wsparcie mogą liczyć tylko bardzo dobre propozycje, które mają wysokie szanse na osiągnięcie rentowności – mówi Krzysztof Herod, dyrektor w firmie Wettin Group.

Dodaje, że dodatkowo część przedsiębiorców wystraszyła się nowości, jaką jest weksel. To wprowadzone przez PARP w ubiegłym roku zabezpieczenie odzyskania wypłaconych środków w przypadku bankructwa firmy. Dotyczy to nawet spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, bo weksle podpisują właściciele lub zarząd przedsiębiorstwa.

Bartosz Dąbrowski, współwłaściciel firmy doradczej Dabrowsky, ocenia niższe zainteresowanie e-dotacjami jako pozytywne. Według niego dzięki temu jest szansa, że fundusze unijne trafią na projekty, które będą miały szerokie przełożenie na biznes w polskim internecie. Do tej pory takich firm było niewiele, a same dotacje były traktowane przez ubiegających się o nie jako łatwe źródło pieniędzy.

Sztuczne ograniczenie

– Szkoda, że nadal obowiązuje ograniczenie, iż o wsparcie na e-biznes mogą się ubiegać firmy, które istnieją krócej niż rok. Po podniesieniu poprzeczki bardzo niewielu młodych przedsiębiorców może spełnić wymogi, które dają im szansę na uzyskanie dotacji – podkreśla Bartosz Dąbrowski.

Dodaje, że to powoduje, iż o ten rodzaj wsparcia ubiegają się teraz już doświadczeni właściciele firm. Aby obejść wymóg, wedle którego na dotacje nie mają szans, firmy działające dłużej niż rok zakładają nowe przedsiębiorstwa. Tak robi aż 90 proc. klientów firmy Dabrowsky. Dlatego – zdaniem Dąbrowskiego – w następnym konkursie warto zrezygnować z tego wymogu, bo jest sztuczny.

Po zakończeniu naboru PARP ma 120 dni na ocenę złożonych wniosków. To oznacza, że tego, kto w tym roku dostanie e-dotacje, dowiemy się w październiku. Rok temu na 1850 przedsiębiorców wsparcie dostało zaledwie 160. Trafiło do nich 75 mln zł z ponad 320 mln zł, które były przeznaczone na konkurs.