Posiłki pod marką Vivanta, sieć restauracji Tomatillo i cukiernie Biscuiterie mają pozwolić spółce uniezależnić się od koniunktury na rynku lotniczym.

– Przewidujemy, że prace związane z wprowadzeniem nowych marek nie przekroczą w tym roku 1 mln zł – mówi Krzysztof Wiśniewski, prezes LOT Catering.

Są to koszty związane z badaniami rynku, opracowaniem logotypów, przygotowaniem opakowań i materiałów prosprzedażowych.

Dzięki nowym markom przychody firmy w tym roku mają wzrosnąć o 24 proc. W zeszłym roku spółka osiągnęła 93,6 mln zł przychodów i zysk netto na poziomie 2,2 mln zł.

– To dobry ruch ze strony LOT Catering. Podobnie robią choćby takie firmy zagraniczne – ocenia Tomasz Kułakowski z TOK Consulting.

Zastrzega, że nowe plany nie powinny jednak przesłonić spółce głównego segmentu działalności, jakim jest catering lotniczy.

Obecnie spółka przygotowuje posiłki dla 46 linii lotniczych. Wiśniewski zapewnia, że prowadzi rozmowy z nowymi przewoźnikami.

LOT Catering to spółka z grupy narodowego przewoźnika, choć formalnie jej większościowy pakiet należy do Skarbu Państwa. MSP wiąże jednak losy tej firmy z LOT-em. Akcje Lot Catering są oferowane inwestorom zainteresowanym prywatyzacją PLL LOT, tak samo jak innych firm z grupy.

Wczoraj Marcin Piróg, prezes PLL LOT, powiedział, że jego firma po czterech miesiącach 2011 r. poprawiła wynik o 25 mln zł, wciąż odnotowując sezonową stratę. Nie podał konkretów, ale wyjaśnił, że na wynik wpływ miały wysokie ceny ropy.

Rosnące ceny paliw, ostatnie klęski żywiołowe i niepokoje polityczne spowodują według Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Lotniczych IATA drastyczne obniżenie rentowności w branży. Według prognoz Giovanniego Bisignaniego, dyrektora generalnego IATA, zyski operatorów lotniczych spadną w tym roku do 4 mld dol. z 18 mld dol. w zeszłym roku.