Pod względem liczby debiutów na obu rynkach warszawski parkiet przewodzi europejskim giełdom. Również zyski, jakie przynoszą inwestycje w akcje nowych spółek, mogą być przedmiotem zazdrości zagranicznych inwestorów.

Pod względem liczby debiutów rok 2011 może być rekordowy w całej historii Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Już pierwsze 4 miesiące tego roku pokazały, że chętnych na kapitał jest szczególnie dużo. Na rynku głównym pojawiło się 14 nowych spółek, w tym 4, które przeniosły notowania na rynek regulowany z alternatywnego. Z kolei na alternatywnym rynku akcji, czyli na NewConnect, debiutów było aż 52. Z badania przeprowadzonego przez firmę PwC wynika, że pod względem liczby ofert pierwotnych w I kwartale tego roku warszawska giełda nie miała sobie równych w całej Europie. W ciągu pierwszych trzech miesięcy na naszym kontynencie było 95 debiutów, z czego ponad połowa miała miejsce na GPW.

Ofensywa ministra skarbu

W porównaniu z I kwartałem 2010 r. liczba oraz wartość ofert publicznych na GPW rośnie. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2010 r. w Warszawie miało miejsce jedynie 15 debiutów o łącznej wartości 31 mln euro. Tymczasem w Europie emitenci wstrzymują decyzję o sprzedaży akcji i tam liczba debiutów zmniejszyła się w porównaniu z rokiem poprzednim z 62 do 50. – Chociaż IV kwartał 2010 r. wydawał się już zwiastować poprawę sytuacji na rynkach kapitałowych, to nastroje znacząco pogorszyły się w obliczu powrotu niekorzystnej sytuacji politycznej i gospodarczej – mówi Filip Gorczyca, menedżer w zespole ds. rynków kapitałowych w spółce PwC, która przygotowała raport na temat IPO w Europie. Zdaniem ekspertów spółki liczą na poprawę nastrojów w maju. Wtedy można się spodziewać więcej ofert pierwotnych na parkietach zachodnioeuropejskich.

Ale i w Warszawie nowych ofert będzie więcej, bo oprócz wybierających się na parkiet prywatnych spółek znajdą się tu także duże przedsiębiorstwa, prywatyzowane przez Skarb Państwa. Wśród nich wylicza się przede wszystkim dwa banki: BGŻ oraz Bank Pocztowy, Holding Nieruchomościowy zarządzający między innymi biurowcami w centrum Warszawy oraz Jastrzębską Spółkę Węglową – jeden z największych koncernów węglowych w Europie.

Okazji do zarobienia pieniędzy na rynku pierwotnym będzie więc dużo. Jak szacują analitycy, łącznie oferty sprzedaży akcji na GPW mogą opiewać na kwotę 25 mld zł. Dla porównania emisje ubiegłoroczne wyniosły ok. 15 mld zł. Czy rynek będzie w stanie wchłonąć tyle akcji? – Nie ma wątpliwości, że tak. Wszystko jest kwestią ceny – uważa Krzysztof Stępień, dyrektor inwestycyjny w Opera TFI. A to oznacza, że tegoroczny rynek będzie rynkiem kupujących. Zatem to oni będą dyktować warunki. Dla emitentów oznacza to konieczność zastosowania odpowiedniego dyskonta w stosunku do akcji już notowanych. Przekonali się o tym na przykład akcjonariusze TMS Brokers, którzy spodziewali się uzyskać za sprzedawane przez siebie akcje na New Connect nawet 100 mln zł, a zebrali jedynie 85 mln. Dyskonto musiał też zastosować minister skarbu, który przed paroma tygodniami przeprowadzał wtórną ofertę publiczną Tauronu. Inwestorzy mieli szansę kupić akcje tej spółki po 6,15 zł, gdy ich kurs na GPW oscylował w okolicy 6,35 zł. Zdaniem analityków na konieczność zastosowania dyskonta wyższego niż w latach poprzednich wpływ będzie miało też zmniejszenie popytu na akcje ze strony funduszy emerytalnych, które od maja będą dostawać mniej środków ze składek przyszłych emerytów.

Sprzedać od razu czy przetrzymać

Wszystko wskazuje więc na to, że ten rok będzie bardzo dobry dla inwestorów polujących na zyski z debiutów. Jak duże mogą być to zarobki, pokazują dotychczasowe wyniki.

Inwestorzy, którzy sprzedali akcje debiutantów już podczas pierwszej sesji, mogli zarobić w przypadku 9 firm debiutujących na rynku regulowanym. Najwięcej w przypadku spółki Izostal, której walory podrożały z 5,50 do 7,07 zł za sztukę w dniu debiutu, czyli o ponad 20 proc. Duży zysk zanotowali też akcjonariusze Megaronu, którzy po zakupie PDA w ofercie pierwotnej poprzedzającej debiut zdecydowali się je sprzedać na pierwszej sesji. Podrożały one z 24 do ponad 27 zł. Stratę, i to minimalną, odnotowali akcjonariusze tylko jednej spółki – BSC Drukarni (jej akcje potaniały na debiucie z 17,50 do 17,39 zł).

Ale nie tylko strategia szybkiej sprzedaży przynosiła dotychczas wymierne korzyści. Przetrzymanie akcji kupionych w ofercie pierwotnej na dłużej także jest opłacalne. Gdy porówna się cenę emisyjną akcji z ich kursem 26 kwietnia, okazuje się, że na 10 ofert pierwotnych (nie bierzemy pod uwagę spółek, które na rynek regulowany przeszły z rynku alternatywnego) zarobić dały wszystkie. Trzeba przy tym tylko pamiętać, że niektóre debiuty miały miejsce w styczniu, od tego czasu upłynęło już kilka miesięcy, a niektóre odbyły się w kwietniu, czyli przed kilkoma dniami. Tak czy owak wszystkie spółki są na plusie. Na największym znajdują się walory spółki E-Star, które od debiutu 22 marca do 26 kwietnia podrożały ze 143,10 zł do 182 zł za sztukę, zapewniając inwestorom zysk w wysokości ponad 25 proc. w miesiąc. Jak pokazuje historia, nie opłaca się natomiast inwestować w papiery spółek, które przechodzą z rynku NewConnect na regulowany. Wszyscy tegoroczni migranci są na minusie, choć trzeba przyznać, że niewielkim.

Wyższe zyski niż inwestycja w nowicjuszy na rynku regulowanym przynosi lokowanie w papiery spółek debiutujących na alternatywnym rynku akcji. Na 52 spółki, które znalazły się na małym parkiecie, w pierwszym dniu notowań podrożało 39 z nich. W dodatku stopy zwrotu są tu o wiele wyższe niż na rynku głównym, bo nieraz sięgają nawet 100 proc. Przykłady można mnożyć. Akcje Runicomu kosztowały w ofercie prywatnej 1,20 zł za sztukę. Pierwszy dzień notowań zakończyły na poziomie 2,37 zł. Za papier Direct eServices trzeba było zapłacić 1,30 zł w ofercie prywatnej. Na zamknięciu pierwszej sesji już 2,49 zł. Z kolei cena emisyjna akcji spółki Nemex wynosiła 0,95 zł, a na zamknięciu w pierwszym dniu notowań kurs wynosił 1,75 zł. Za papier Huty Szkła Makora przed debiutem należało wyłożyć 0,24 zł. Na debiucie można było je sprzedawać po 0,44 zł.

Ostrożnie na NewConnect

Z kolei stratę na pierwszej sesji zanotowali udziałowcy 13 debiutantów. W większości przypadków nie były one jednak wysokie. Z największym ubytkiem środków musieli się pogodzić posiadacze papierów Taxus Found, M Development, Dywilanu, Blirta czy Grupy Kompleks. Straty nie przekroczyły jednak 15 proc.

Niestety, tylko trzy oferty na rynku: TMS Brokers, Hortico i Polskiego Funduszu Hipotecznego, były ofertami publicznymi i akcje wspomnianych podmiotów były dostępne dla szerszej grupy inwestorów. Pozostałe emisje miały charakter prywatny i skierowane były do wąskiego grona kupujących, w którym nie tak łatwo się znaleźć. Ale nawet jeżeli to się uda, to jeszcze nie koniec walki o zysk. Bo akcje kupione w ofercie prywatnej trzeba sprzedać, a to nie zawsze jest takie proste, bo musi znaleźć się kupujący. Tymczasem obroty na akcjach notowanych na rynku alternatywnym są niewielkie. Płynność jest więc niska i może nie być łatwo wyjść z takiej inwestycji na jednej z pierwszych sesji.

Wydaje się, że to właśnie niska płynność jest odpowiedzialna za wysokie skoki kursów akcji w dniu debiutu. – W takiej sytuacji nawet niewielkie zlecenie może wywindować kurs – mówi Radosław Tadajewski z Grupy Trinity, autoryzowanego doradcy NewConnect. Podkreśla też, że w wielu przypadkach przyczyną wysokich wzrostów na debiucie może być błędna wycena akcji spółki. Zarządy zdają się na doradcę, a ten, by zagwarantować sukces emisji, przygotowuje zachowawczą, konserwatywną wycenę. Ta na pierwszej sesji jest konfrontowana z oczekiwaniami rynku. To jednak dobrze wpływa na zyski inwestorów.

Tymczasem inwestycja o dłuższym horyzoncie czasowym w spółki debiutujące na NewConnect to już wyższe ryzyko. Porównaliśmy ceny emisyjne 52 nowicjuszy z kursami ich akcji 26 kwietnia. Okazuje się, że 21 z nich jest pod kreską, a niektóre akcje straciły na wartości istotnie. Na przykład walory Taxus Found potaniały z 1,30 zł za sztukę do 0,65 zł za papier, a wartość akcji spółki Grempco spadła z 1,50 zł za papier do 0,98 zł.