Już teraz z polskich aptek i hurtowni wywożone są leki o wartości ok. 800 mln zł rocznie. U nas są o połowę tańsze niż za granicą. Chodzi głównie o drogie innowacyjne leki.

Po wejściu w życie ustawy refundacyjnej, nad którą prace kończy Senat, z półek zniknie ich 2,5 razy więcej – prognozują eksperci IMS Health, niezależnej firmy badającej rynek medyczny w ponad 100 państwach.

Ceny leków oryginalnych i innowacyjnych na listach refundacyjnych często są inne niż na półce. Bo firmy wiedzą, że drogi lek się nie sprzeda, więc po cichu obniżają jego wartość przez upusty i promocje w hurtowniach i aptekach. Zdaniem minister zdrowia Ewy Kopacz, gdy w życie wejdą sztywne ceny i marże wpisane w ustawę refundacyjną, leki będą sprzedawane taniej oficjalnie. – Z naszego badania i rozmów wynika coś zupełnie innego. Centrale firm wolą wycofać lek z list refundacyjnych w Polsce i stracić miliony, niż utracić miliardy w innych państwach – mówi Michał Pilkiewicz, szef IMS w Polsce.

Tak zwany import równoległy sięgnie w najbliższych paru latach 2 mld zł rocznie – czyli 10 proc. sprzedaży wszystkich leków recepturowych. Trafią one m.in. do Niemiec, Norwegii i Wielkiej Brytanii.

O tym, że nowoczesne leki są wywożone, środowisko medyczne wie od lat. Kłopoty były m.in. z insulinami, lekami gruźliczymi i na inne choroby płucne.

Ostatnio główny inspektor farmaceutyczny zamknął z tego powodu cztery małe hurtownie. Ale to tylko ułamek problemu.

Zgodnie z unijnymi przepisami eksport leków jest dozwolony, bo obniża koszty leczenia dla pacjentów. Kraje członkowskie starają się go często ograniczać – Polska np. nie pozwala skupować leków z aptek.