W 1991 roku zagraniczne zadłużenie naszego kraju wynosiło ponad 42 mld dol., co stanowiło niemal 70 proc. PKB. Było też kilkakrotnie wyższe niż wartość eksportu, który wynosił wtedy ok. 14 mld dol. Dziś, chociaż dług wynosi ok. 250 mld dol., tylko niewielka część tej kwoty to dług zaciągnięty u wierzycieli zagranicznych. Jesteśmy im winni ok. 70 mld dol. Od początku lat 90. nasz eksport urósł przy tym do grubo ponad 100 mld dol., a PKB do 400 mld dol. Zagraniczne zadłużenie stanowi więc mniej niż 20 proc. PKB.

Zdaniem ekspertów na razie nie grozi nam powtórka z początku lat 90., kiedy Polska właściwie zbankrutowała. Jednak ostrzegają, że dziś dług rośnie równie szybko jak w latach 80. i zbliżamy się do granicy, po przekroczeniu której nikt pieniędzy nie zechce nam pożyczyć. – Obecnie tylko na obsługę zadłużenia wydajemy co roku tyle, ile kosztuje budowa tysiąca kilometrów autostrady – mówi Aleksander Łaszek z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Stare, PRL-owskie długi najbardziej urosły za Edwarda Giereka. Gdy w 1970 r. obejmował kierownictwo PZPR, nasze zadłużenie wynosiło niewiele ponad miliard dolarów. W 1980 roku wynosiło już ponad 24 mld dol. Państwo nie było w stanie na bieżąco obsługiwać kredytów. – Nasza gospodarka była wówczas zacofana i nie mieliśmy eksportu, z którego moglibyśmy spłacać raty – mówi Aleksander Łaszek. W efekcie w 1989 roku dług zagraniczny wynosił już ponad 42 mld dol. Podjęto negocjacje z wierzycielami. W ich wyniku w kwietniu 1991 roku Klub Paryski, zrzeszający rządy państw wierzycieli, zgodził się zredukować nasze długi o 6,9 mld dol. należnych odsetek oraz 2,9 mld dol. kapitału. W trakcie kolejnych rozmów w 1994 roku doszło do kolejnej redukcji kapitału zadłużenia o ponad 3 mld dol. oraz części odsetek. Ostatecznie długi wobec Klubu Paryskiego spłaciliśmy w marcu 2009 roku.