Jeżeli twoje telefoniczne rachunki budzą niepokój i trudno ci pojąć, za co dokładnie płacisz, a na dodatek nie opuszcza cię przeczucie, że dziesiątki promocji, pakietów, czas stopów, czasów zatrzymanych, swojaków, bezlików, darmowych stanów służą raczej temu, by zagmatwać ofertę, niż ułatwić wybór najlepszej na rynku – mamy dla ciebie, drogi czytelniku, dobrą wiadomość. Grupa młodych poznańskich naukowców, po dwóch latach tajnych prób i testów, opracowała sposób, by w kilkanaście sekund specjalny program zweryfikował zapewnienia operatorów telekomunikacyjnych i wybrał propozycję, która rzeczywiście będzie dla ciebie najlepsza.

W internecie jest już dostępna wersja testowa, która dotyczy tylko abonentów prywatnych i nie analizuje rozmów z aparatów na kartę. Na podstawie analizy rachunków telefonicznych blupill, jak nazywa się projekt, może ocenić atrakcyjność dotychczasowego abonamentu i przygotować taki zestaw taryf i promocji, który faktycznie spełni twoje potrzeby. To zupełnie inaczej niż dziś – choć dzwoni do ciebie konsultant ze specjalną ofertą, w rzeczywistości składa propozycję dopasowaną do wymagań kilkuset tysięcy podobnych do ciebie klientów. A przecież nie istnieją idealne rozwiązania, które odpowiadałyby tysiącom użytkowników, zwłaszcza w tak indywidualnych kwestiach jak sposób i częstotliwość korzystania z komórki.

Aż trudno uwierzyć, że ten problem nie zainteresował wcześniej Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Bo czy klient, któremu oferuje się całą gamę usług, obłożonych dodatkowymi wariantami i zmiennymi danymi, jest w stanie ocenić, czy faktycznie wybrany abonament i promocje są dla niego najlepsze? UOKiK nie widzi w tym jednak problemu. – Przedsiębiorców i konsumentów obowiązuje swoboda zawierania umów. Ustalanie indywidualnych warunków umowy w oparciu o preferencje konsumenta nie jest niezgodne z prawem – ucina rozmowę Maciej Chmielowski z UOKiK.

Na urzędników nie możemy więc liczyć, na szczęście w sukurs przychodzi nam nauka – prof. Krzysztof Opolski z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego sięga po autorytet ekonomisty Josepha Stiglitza i ukuty przez niego termin „asymetria informacji”, który przyniósł Amerykaninowi Nagrodę Nobla. To zjawisko zachodzi wtedy, gdy jedna strona ma większą wiedzę niż druga i może to wykorzystywać, czyli wypisz-wymaluj sytuacja, o której mowa: firma telekomunikacyjna kontra klient.

– To modelowy przykład asymetrii – nie ma wątpliwości prof. Opolski. Przyznaje, że i jemu zdarza się pochylić nad rachunkiem telefonicznym i głowić, za co dokładnie płaci. – Nie dziwię się jednak, że żaden urząd nie interweniuje. Tu nikt nikogo ewidentnie nie oszukuje, a operatorzy nie łamią prawa. Sytuacja dotyczy bardziej etyki i jest raczej patowa. Gdy dzwoni do nas konsultant i mówi, że może obniżyć nasze rachunki o 20 procent, a nie wspomina, że mógłby je ograniczyć o 50 procent, to nie kłamie. Po prostu nie mówi całej prawdy.

Dzwonimy do operatorów. Pytamy Marcina Gruszkę, rzecznika sieci Play, jak wiele ofert proponuje jego firma.

– Full. Bardzo dużo – zachwala rzecznik.

– Nie pamięta pan dokładnie?

– To nie takie proste, bo wszystko się zmienia – odpowiada. Pytamy więc wprost: – Czy wy tego nie gmatwacie specjalnie, by klient nie do końca ogarniał, w czym wybiera?

– To skrajnie negatywna interpretacja sytuacji. Zresztą nasza oferta jest stosunkowo najmniej zagmatwana. To pytanie bardziej pasuje do konkurencji – odbija piłeczkę Gruszka.

Ale konkurencja myśli podobnie. Wojciech Strzałkowski z Ery nie podziela naszych wątpliwości. Więcej – uważa, że każdy w pół godziny z ołówkiem w ręku jest w stanie porównać propozycje dostępne na rynku. – Oferty są proste i przejrzyste. Dlatego nie sądzę, by potrzebny był dodatkowy program do wyliczania zniżki – mówi pewnym tonem.