– To najbardziej drastyczne z błędów, ale nasza niefrasobliwość sięga znacznie dalej. Wbijając PIN, nie przykrywamy go dłonią czy portfelem, przed włożeniem karty nie oglądamy, czy na bankomacie nie ma kamer lub nakładek, korzystamy z dowolnych ATM-ów bez sprawdzenia, do kogo należą – wylicza Marcin Idzik, dyrektor ds. współpracy z partnerami TNS Pentor.

Tymczasem w przypadku utraty karty lub danych z karty, które posłużyły złodziejom do wyczyszczenia konta, właściciel plastikowego pieniądza musi udowodnić, że posługiwał się nim zgodnie z prawem. Jeśli więc nie zachował zasad bezpieczeństwa, bank nie zwróci mu utraconych pieniędzy. Szczegółowo reguluje to ustawa o elektronicznych instrumentach płatniczych. Mówi ona o czterech obowiązkach właściciela karty:

● przechowywaniu karty i kodu PIN z zachowaniem należytej staranności – czyli np. portfela w kieszeni lub torebce, a nie na stole w restauracji,

● nieprzechowywaniu razem karty i PIN,

● nieudostępnianiu karty oraz PIN osobom nieupoważnionym – w praktyce nikomu, nawet najbliższym członkom rodziny,

● niezwłocznym zgłoszeniu utraty karty – a w praktyce także o podejrzeniu jej skopiowania lub utraty danych.

– Jeśli klient dochowa tych obowiązków, to w przypadku kradzieży ponosi odpowiedzialność tylko do 150 euro (ok. 600 zł). Jeśli nie, to bank nie zwróci mu utraconych pieniędzy – mówi dr Tadeusz Białek, ekspert od prawa bankowego ZBP. W uniknięciu odpowiedzialności nie pomoże tłumaczenie o nieznajomości prawa, bo przy podpisywaniu umowy o kartę klient musi się zapoznać z regulaminem jej wydawania.