Wałęsa o sprawie mówi niechętnie. – Napisałem do premiera, bo chcę, żeby ta spółka pozostała w polskich rękach – ucina rozmowę były prezydent.

Podczas rozmowy Wałesa nie wyjaśnił intencji listu. Można go rozumieć na dwa sposoby: Wałęsa nie chce w ogóle prywatyzacji Enei lub chce w ten sposób wesprzeć starania Jana Kulczyka. Bowiem jedynym polskim podmiotem zabiegającym o kupno Enei jest Kulczyk Holding – firma poznańskiego miliardera.

– Wałęsie nie chodzi o żadną konkretną spółkę – zapewnia osoba znająca list. Tłumaczy, że byłemu prezydentowi chodzi o to, żeby naszej energetyki nie przejmował zagraniczny biznes. – A fakt, czy te spółki miałyby zostać w rękach Skarbu Państwa, czy polskich przedsiębiorców, jest kwestią wtórną – dodaje rozmówca „DGP”.

Skontaktowaliśmy się z menedżerami z Kulczyk Holding. Ci zapewniają, że z listem Wałęsy nie mają nic wspólnego. – Nie kontaktowaliśmy się z prezydentem Wałęsą w tej sprawie – mówią. Sugerują, że chodzi mu pewnie o to, by Enei nie sprzedawać w ogóle.

Oficjalnie firma Kulczyka na razie z gry o Eneę wypadła. W ubiegłym roku resort skarbu przyznał jej wyłączność na negocjacje w sprawie kupna energetycznego koncernu. Straciła ją jednak pod koniec roku. W tym samym czasie, w którym padła ofiarą tajemniczej prowokacji. Jak pisaliśmy w „DGP”, do biura Kulczyka zadzwoniła rzekoma współpracowniczka szefa PE Jerzego Buzka. Poinformowała, że ustalił on z ministrem Aleksanderm Gradem, iż to Kulczyk „dostanie Eneę”. Prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo po doniesieniu Buzka.

Obecnie głównym kandydatem do kupna Enei jest Electricite de France. Zgodnie z planami Ministerstwa Skarbu Francuzi swoją ostateczną ofertę mieli złożyć niecałe dwa tygodnie temu. Resort nie chce jednak udzielać informacji na ten temat. – Proces trwa. Do końca tego kwartału chcemy wyłonić inwestora – mówi rzecznik ministerstwa Maciej Wewiór. W kancelarii premiera nie udało nam się uzyskać informacji na temat listu Wałęsy.