Resort skarbu zakomunikował wczoraj po południu, że „poinformuje w najbliższym czasie o toczącym się postępowaniu w sprawie prywatyzacji Enei”. Oficjalnie nie wypowiedział się też Paryż.

Poszło o węgiel

Negocjacje z EdF ciągnęły się od połowy grudnia. Rząd chciał sfinalizować transakcję do końca roku, ale dał sobie czas do końca marca. Wczoraj minął termin na zamknięcie sprzedaży. Przed południem branżę obiegła informacja, że rano do resortu skarbu wpłynęło pismo, w którym EdF wycofuje się z negocjacji. Nie potwierdził tego Maciej Wewiór, rzecznik resortu. Milczało też polskie i francuskie biuro prasowe EdF.

Fiasko sprzedaży wisiało w powietrzu od lutego. Pisaliśmy wówczas, że do załamania rozmów ze Skarbem Państwa doszło, kiedy to Francuzi najpierw nie wywiązali się ze złożenia do 20 lutego ostatecznej oferty na zakup energetycznej grupy, a potem przedstawili jedynie pisemne zapewnienie o „chęci kontynuowania rozmów”. Choć nawet ustalono cenę, to dla rządu było za mało. Kluczową kwestią okazały się gwarancje dla programu inwestycyjnego w Enei, a głównie dla budowy w Kozienicach bloku o mocy 1000 MW. Ta inwestycja to być albo nie być naszej gospodarki. Polska w najbliższych latach musi wyłączyć część z wybudowanych w czasach PRL elektrowni. W ich miejsce muszą powstać nowe, ale nie jest to tanie, bo Unia na inwestycje z udziałem węgla, naszego głównego paliwa, chce nałożyć wysokie podatki. EdF węgla nie chciał.

Różnica zdań w rządzie

Z niepowodzenia resortu skarbu zadowolony jest Waldemar Pawlak. Już we czwartek rano ostro zaatakował w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej Ministerstwa Gospodarki, którym kieruje. Napisał, że trudno nazwać prywatyzacją sytuację, w której kontrolowana przez polski rząd firma zostaje sprzedana koncernowi w całości należącemu do obcego państwa. – Polski rząd potrafi równie dobrze zarządzać firmami energetycznymi jak rząd francuski – podkreślił Waldemar Pawlak.

Zdaniem ministra gospodarki sprzedaż Enei państwowej firmie francuskiej byłaby groźna, bo oznaczałaby oddanie dużego rynku energetycznego. – Wielkość terytorium, na którym działa Enea, jest porównywalna do obszaru Austrii. To jakby cała Austria sprzedała energetykę innemu państwu. Ciężko to sobie wyobrazić – podkreślał wicepremier rządu. – Jeśli nie ma dobrej oferty kupna Enei, to lepiej pozostawmy ją w ręku polskiego Skarbu Państwa – twierdzi wicepremier.

Enea jest trzecią co do wielkości – po PGE i Tauronie – firmą produkującą prąd w kraju. Przychody ze sprzedaży netto Grupy Enea wyniosły w 2010 r. ponad 7,8 mld zł, a zysk netto ponad 621 mln zł. Spółka to atrakcyjny kąsek, bo na jej koncie są ponad 3 mld zł, m.in. środki z emisji akcji.

Miliarder wróci?

Jaki jest teraz scenariusz dla Enei? MSP może zawiesić sprzedaż spółki albo wrócić do rozmów z zainteresowanymi inwestorami.

– Wielokrotnie udowodniliśmy, że finansowo i organizacyjnie jesteśmy gotowi do zamknięcia transkacji – mówi „DGP” Dariusz Mioduski, prezes Kulczyk Investments, firmy należącej do Jana Kulczyka.

Miliarder wokół Enei chce budować polską grupę energetyczną opartą na gazie i węglu. Do gry mogą jeszcze wrócić czeski EPH oraz francuski GdF Suez. Wszystkie trzy podmioty złożyły oferty na Eneę. 51 proc. akcji spółki może być warte nawet 5,6 mld zł.