Naftohaz nie wypełnił kontraktu z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem obowiązującego do 2020 r. Kijów tłumaczył to przepisami, które nakazują sprzedaż gazu wydobywanego na Ukrainie jedynie na rynku wewnętrznym.

Rozporządzenie, które zakazywało eksportu, ma zostać zmienione jeszcze w tym tygodniu. Wczoraj uruchomienie przesyłu oficjalnie zapowiedział Jurij Bojko, ukraiński minister ds. energetyki.

Według dziennika „Kommiersant-Ukraina” zmiana rozporządzenia umożliwi Naftohazowi eksport znacznie większej ilości surowca niż zapisane w kontrakcie 168 mln m sześc. rocznie. Ukraińskie media informują, że jeszcze w tym roku do Polski koncern mógłby dostarczyć 300 mln m sześc., a w kolejnych latach nawet 1,5 – 3 mld m sześc.

Jednak Bojko stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom, a PGNiG odmówiło komentarza. Jak się jednak nieoficjalnie dowiedzieliśmy, polski koncern byłby zainteresowany zwiększeniem importu. – Techniczne możliwości gazociągu łączącego Ukrainę i Polskę umożliwiają przesył 200 mln m sześc. gazu rocznie. W przypadku zwiększenia dostaw niezbędne będą inwestycje – mówi przedstawiciel PGNiG.

Ze zwiększonej aktywności Ukraińców nie są zadowoleni Rosjanie. – Na przesył 100 – 200 mln m sześc. można się jeszcze zgodzić, lecz objętości przekraczające 1,5 mld m sześc. stanowią dziesiątą część polskiego rynku i oznaczają konkurencję dla naszego paliwa – powiedział „Kommiersantowi” anonimowy przedstawiciel Gazpromu. Według dziennika rosyjski koncern zapowiedział już interwencję w tej sprawie w Kijowie.

Tymczasem uruchomienie zwiększonych dostaw gazu z Ukrainy mogłoby wpłynąć na obniżenie cen surowca w naszym kraju. Jednak na razie jest to mało prawdopodobne, a w tym trzeba liczyć się raczej z podwyżkami. Pierwsza może nastąpić już w kwietniu. PGNiG złożyło w Urzędzie Regulacji Energetyki wniosek o jednocyfrową podwyżkę. Marek Woszczyk, p.o. prezes URE, nie ukrywa, że jej skala jest duża. – Jestem zaskoczony żądaniami spółki – powiedział.

Wszystko wskazuje na to, że w czerwcu PGNiG wystąpi o kolejną podwyżkę. To efekt drożejącej ropy naftowej, od której notowań uzależniona jest cena gazu. Zdaniem Marka Woszczyka obecna podwyżka cen ropy z większą siłą oddziaływać będzie na ceny gazu dopiero w drugiej połowie roku.