W ostatni dzień stycznia kontrakty na nowojorskiej giełdzie powędrowały do najwyższego poziomu od października 2008 roku, a ropa Brent w Londynie przebiła próg 100 dolarów za baryłkę.

Wszystko  z powodu obaw inwestorów, że rewolta Egipcie może zakłócić dostawy strategicznego surowca z Bliskiego Wschodu i podważyć stabilność regionu – relacjonuje agencja Bloomberg.

Oznaki osłabienia protestów oznaczają, że rynek może zmierzać do „znaczącej korekty” – wynika z poniedziałkowego raportu banku. Z danych amerykańskiej komisji ds. handlu kontraktami, CFTC, wynika, że w czasie największego zamieszania w Egipcie fundusze hedżingowe zainwestowały w  kontrakty najmocniej od ośmiu tygodniu.

“Ten tydzień będzie charakteryzował się spadkiem cen ropy w dniach, kiedy nie będzie nowych napięć lub kiedy dojdzie do poprawy sytuacji politycznej” – napisali w raporcie analitycy JPMorgan pod przewodnictwem Lawrence’a Eagles’a – „Dlatego inwestorzy powinni rozważyć realizację zysków na wszystkich długich pozycjach lub przynajmniej na części z nich”.

Do poniedziałku, 7 bm, ceny ropy spadły o 5 proc. w ciągu pięciu dni, a kontrakty na marzec na NYME leciały w dół przez trzy dni do stawki 87,48 dolarów za baryłkę na poniedziałkowym zamknięciu.

JPMorgan jednak ostrzega, że notowania ropy naftowej mogą  dalej być gwałtowne ze względu na geopolityczne ryzyko związane z sytuacją w Algierii, Jemenie i Jordanii. Opozycja w Algierii zaplanowała m.in.  demonstracje w stolicy kraju na 12 lutego.