Bankructwo Selectours to sygnał ostrzegawczy dla całej branży. Jedna trzecia biur podróży jest w złej kondycji finansowej.

Raport handlowy portalu doradztwa biznesowego Verdict.pl z września pokazuje, że bankructwo Selectours można było przewidzieć już w 2008 r., kiedy to nastąpił gwałtowny spadek zysku z prawie 2 mln zł do 36 tys. zł. Co więcej, za ubiegły rok firma w ogóle nie opublikowała wyników, co może być dowodem na pogorszenie się jej sytuacji finansowej. To utrata płynności, jak tłumaczy na swojej stronie Selectours, jest powodem, dla którego biuro zdecydowało się ogłosić upadłość. – Obecnie 28 proc. proc. biur podróży jest w złej kondycji finansowej, a 39 proc. w bardzo złej – mówi Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet, który jest przekonany, że jeszcze w tym roku można się liczyć z kilkoma innymi upadłościami biur podróży.

Bankructwa dotyczyć będą jednak przede wszystkim mniejszych touroperatorów. Wielcy lepiej radzą sobie w okresie recesji. – Blisko 60 proc. biur podróży zatrudniających powyżej 50 pracowników znajduje się w dobrej kondycji. Z tego ponad 1/3 z nich jest w bardzo dobrej – dodaje Sławomir Grzelczaka z Verdict.pl.

Z tym, że sytuacja w branży jest napięta, zgadza się Marek Andryszak, prezes TUI Poland. Zauważa on, że największe problemy mają biura podróży specjalizujące się w wyjazdach do Egiptu. Z grupy tej zresztą wywodzi się Selectours. Polski złoty najbardziej osłabił się w stosunku do dolara, w którym w Egipcie płaci się zarówno za hotele, jak i przeloty.

– To powoduje, że wiele biur ma problemy z pokryciem kosztów. Ta sytuacja pogorszona przestojem popytowym w okresie między kwietniem a czerwcem wpływa na to, że rynek, drugi raz z rzędu, nie odnotuje znaczących zysków. Nie unikniemy więc z jednej strony bankructw, a z drugiej przejęć czy fuzji – dodaje Marek Andryszak.

Zapowiedzi kolejnych bankructw mogą spowodować, że klienci w kolejnym roku znowu będą się wstrzymywali z decyzją o zakupie wycieczki do ostatniej chwili, by wyczuć sytuację operatora. Powrót do czasów hossy na polskim rynku turystycznym może więc potrwać dłużej, niż oczekiwano. Szczególnie że – jak dowiedzieliśmy się w TU Signal Iduna, które udzieliło gwarancji dla Selectours na kwotę 3,665 mln zł – pieniędzy nie wystarczy dla wszystkich poszkodowanych. Na pewno uda się za nie sprowadzić polskich turystów do kraju. Może natomiast nie starczyć na wypłaty zaliczek dla tych klientów, którzy zarezerwowali wyjazd. A tych jest przynajmniej kilkuset.

Okazuje się, że upadek biura można wykorzystać jako promocję. Portal HolidayCheck Polska, który od tego roku pośredniczy w sprzedaży wyjazdów zagranicznych, zapewnia poszkodowanym przez Selectours inne wyjazdy do tego samego kraju, hotelu o tym samym standardzie i tych samych świadczeniach. – Klienci podpisują zobowiązanie, że jeśli otrzymają pieniądze z ubezpieczenia, zwrócą nam pieniądze. Jeżeli nie uda im się uzyskać odszkodowania, to my pokrywamy koszty. Klienci są dla nas numerem jeden, więc w sytuacjach kryzysowych chcemy im pomóc – zapewnia Anna Zielińska z HolidayCheck Polska.