– Wcześniejsze szacunki zakładające, że deficyt będzie mniejszy o 10 – 15 mld zł, są aktualne – mówi „DGP” Ludwik Kotecki, wiceminister finansów.

Ekonomiści mają jednak wątpliwości: trudno liczyć na jakieś oszczędności w wydatkach państwowej kasy. Co prawda wydatki po pięciu miesiącach są mniejsze o mniej więcej 4,5 mld zł, ale zaczną szybko rosnąć, gdy trzeba będzie uruchomić środki na usuwanie skutków powodzi.

Do ograniczenia deficytu konieczne są dodatkowe dochody. Tymczasem po pięciu miesiącach tego roku wpływy są nieznacznie poniżej budżetowego planu. Na koniec maja wyniosły 96,7 mld zł, oficjalny harmonogram wykonania budżetu zakładał 96,9 mld zł. A jeszcze w kwietniu były o 2 mld zł wyższe, niż zakładał harmonogram.

– To zaskakujące, że dochody po maju nie są lepsze od planu – mówi Urszula Kryńska z Banku Millennium.

Aby zmniejszyć deficyt, budżet musiałby w kolejnych miesiącach uzyskać dochody większe o 10 mld zł od planowanych. Wydawałoby się, że szanse na to są, zwłaszcza że budżet wkrótce dostanie 4 mld zł zysku z NBP, wcześniej nieuwzględnionych w planie.

Jednak źle wyglądają wpływy z PIT, CIT i akcyzy. Są one niższe niż rok wcześniej. I jeśli ta zła tendencja nie ulegnie zmianie, to może się okazać, że pieniądze z NBP pójdą na załatanie ubytków we wpływach podatkowych.

Na dodatek niektórzy analitycy boją się, że powódź mogła uderzyć w handel. Jeśli tak sie stało, może to oznaczać niższe wpływy z VAT. W efekcie nie będzie spektakularnego obniżenia deficytu . Urszula Kryńska uważa, że bardzo prawdopodobne jest, że sięgnie on ustawowego pułapu, czyli 52 mld zł.

Na szczęście – według niej – ministerstwo będzie mogło uzasadnić porażkę powodzią. Takie wyjaśnienie będzie dla inwestorów do przyjęcia, więc ryzyko wzrostu rentowności papierów skarbowych z powodu fiaska planu redukcji deficytu jest niewielkie.

Według Piotra Kalisza z Citi Handlowego decydujące dla tegorocznego budżetu będzie drugie półrocze. Bo pierwsza połowa jest już stracona: zima zatrzymała gospodarkę.

A wiceminister Kotecki właśnie w lepszych prognozach dla polskiej gospodarki w drugim półroczu widzi szanse na znaczne obniżenie deficytu. Zwłaszcza że według niego dotychczasowe wykonanie budżetu jest niezłe.

– Porównywanie poszczególnych kategorii dochodów w tym roku z wynikami z 2009 roku obarczone jest poważnym błędem, bo nie uwzględnia efektów bazy – mówi wiceminister.