Co ciągnie polską gospodarkę? Analitycy nie kryli zdziwienia, gdy rozebrali PKB na części. Okazało się, że zaskakująco wzrosła tzw. konsumpcja prywatna – aż o 2,2 proc. w skali roku. A jeszcze na początku 2010 r. nic na to nie wskazywało. Dane o sprzedaży świadczyły raczej o tym, że Polacy zaciskają pasa, ograniczają zakupy, a gotówkę odkładają na czarną godzinę. Informacje z rynku pracy też nie były zachęcające. Konsumpcja jednak rosła.

– To zagadka – przyznaje wprost Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku. Według jednej z hipotez Polacy pracują na czarno, a ich dochody nie są ewidencjonowane, wpuszczają więc w obieg więcej gotówki, niż wykazują statystyki. Ponadto w pierwszych miesiącach tego roku z powodu srogiej zimy, woleliśmy robić zakupy w małych sklepach, które wymykają się GUS-owi.

We wczorajszych danych jest jednak łyżka dziegciu. To gwałtowny spadek inwestycji, największy od 2002 roku. Aż tak głębokiego dołka nie spodziewał się nikt. Inwestycje zmalały o 12,4 proc. w skali roku. Analitycy przyznają wprost, że sroga zima miała w tym przypadku o wiele większy wpływ, niż przypuszczali. Z powodu mrozów i śniegu trzeba było zamknąć wiele budów. Stanęły kluczowe dla gospodarki inwestycje w drogi czy wodociągi.

Nie wiadomo, czy podobnego wpływu na nasz PKB nie będzie miała majowa powódź. Może ona przejściowo zmniejszyć produkcję w fabrykach. Ale zdania na ten temat są podzielone: jeżeli odbudowa zniszczonej infrastruktury (dróg, mostów i torów) ruszy pełną parą, rozkręci się też budownictwo, co z pewnością rozrusza nasz PKB, przynajmniej w ciągu najbliższych 2 – 3 kwartałów.

Dlatego szacunki na kolejne miesiące nie są pesymistyczne. Średnia z zebranych przez nas prognoz to 3 proc. w roku 2010. Jak na tak trudny okres, w którym gospodarki największych krajów europejskich będą się zmagać z kryzysem, byłby to całkiem przyzwoity wynik.

Wzrost PKB o 3 proc. w I kwartale nie zaskoczył rynku. Z kolei spadku inwestycji w pierwszych trzech miesiącach roku spodziewała się większość ekonomistów. Ale mało kto szacował, że będzie on aż tak głęboki. Inwestycje skurczyły się o 12,4 proc. w skali roku – to najwięcej od początku 2002 r.

– Zbyt optymistycznie oszacowaliśmy wpływ mroźnej zimy – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. Dodaje, że można się było spodziewać inwestycyjnego dołka po danych o produkcji budowlano-montażowej z pierwszych trzech miesięcy roku. A wynikało z nich, że budownictwo przeszło załamanie: produkcja budowlana spadała w 15 – 20-proc. tempie.

Firmy odbudowują zapasy

Piotr Bielski uważa, że na dane o inwestycjach wpłynęło też wyhamowanie inwestycji publicznych, które w poprzednich kwartałach napędzały wynik ogółem. – Inwestycje publiczne kumulują się zazwyczaj pod koniec roku, w I kwartale wynik zależy w głównej mierze od inwestorów prywatnych – mówi.

Ekonomiści są jednak optymistami – ponad 12-proc. spadek to ich zdaniem jednorazowa wpadka, która nie powinna się powtórzyć w kolejnych kwartałach.

PKB wzrosło zgodnie z przewidywaniami, bo zły wynik inwestycji został zniwelowany przez odbudowę zapasów w firmach. Przedsiębiorstwa produkowały więcej, niż sprzedawały, licząc na większy wzrost popytu w kolejnych miesiącach. To kolejne zaskoczenie: w ubiegłym roku firmy raczej ograniczały produkcję, realizując zamówienia z tego, co miały w magazynach. W efekcie spadek zapasów hamował dynamikę wzrostu PKB. Tym razem ich odbudowa miała dodatni wkład do wzrostu gospodarczego (2,1 pkt proc.).