Niemiecka kolej winą za tak agresywną politykę cenową obarcza jednak PKP Cargo.

– Obserwowany niedawno spadek cen nie został wywołany przez nas, lecz przez jednego z naszych konkurentów, oferującego po części ceny, przy których pokrycie kosztów nie wydaje się być możliwe – uważa przedstawicielka DB Schenker.

W przypadku wygranego przez PKP Cargo przetargu na obsługę Elektrowni Kozienice, spółka przebiła konkurencję niższą o 33 proc. ceną. Wojciech Balczun, prezes PKP Cargo, nie uważa jednak, że jego firma nieuczciwie zaniża ceny.

– Obniżyliśmy koszty działalności o 30 proc. Mamy przewagi historyczne, np. zamortyzowany tabor, co umożliwia nam zaproponowanie bardziej konkurencyjnych cen niż inni przewoźnicy – broni się prezes PKP Cargo.

Wojna gigantów

Ostatnie przetargi to dopiero początek wojny gigantów. Na gwiazdkowym spotkaniu niemieckiego przedsiębiorstwa zapowiedziano, że w ciągu dwóch lat polska spółka kolejowego koncernu chce przejąć 25 proc. rynku. Na razie ma ok. 10-proc. udział.

Według Adriana Furgalskiego, analityka rynku kolejowego, wojna gigantów zniszczy prywatną konkurencję i w dłuższej perspektywie spowoduje wzrost cen.

– Gra toczy się o faktyczny duopol. Przecież polski rząd ani tym bardziej niemiecki nie pozwolą na upadek PKP Cargo i DB Schenker – mówi Adrian Furgalski.

– Tej wojny mogą nie wytrzymać jednak prywatni przewoźnicy pozbawieni wsparcia państwa, choćby pod postacią ustalania stawek za dostęp do torów. W efekcie ceny za przewozy za dwa, trzy lata poszybują w górę według zasady: dziś dokładamy – jutro sobie odbijamy – dodaje Adrian Furgalski.