Dane GUS opublikowane wczoraj nie zaskoczyły rynku, choć inflacja była nieco wyższa od oczekiwań ekonomistów. Z ankiety DGP przeprowadzonej w ubiegłym tygodniu wynikało, że analitycy największych polskich banków spodziewali się wskaźnika CPI na poziomie 3,6 proc. Jednak rynek mógł zakładać nieco wyższy odczyt po przedstawieniu szacunków Ministerstwa Finansów, które tym razem idealnie trafiło ze swoimi prognozami.

Inflacja była wyższa niż w lipcu (3,6 proc.), bo żywność nie tanieje w takim tempie jak rok temu. W sierpniu miesięczny spadek cen w tej kategorii wyniósł 1,3 proc. – eksperci spodziewali się spadku rzędu 1,6 proc. To spowodowało, że w skali roku żywność jest droższa aż o 4,5 proc.

– To jest jedyna kategoria, która nas negatywnie zaskoczyła. To wystarczyło, żeby inflacja była wyższa o 0,1 pkt proc. od naszych prognoz – mówi Marta Petka-Zagajewska z Raiffeisen Banku.

Za dużą inflacją stoją też wysokie ceny nośników energii (wyższe o 9,8 proc. niż rok temu) oraz napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych (wzrost o 10,3 proc. w skali roku).

Maja Goettig, ekonomistka Banku BPH, zwraca uwagę, że wskaźnik rośnie już drugi miesiąc z rzędu. Co więcej, utrzymuje się on powyżej górnej granicy pasma wahań od celu inflacyjnego NBP – czyli powyżej 3,5 proc.

– To wraz z oczekiwanym przez nas silnym odczytem produkcji przemysłowej za sierpień powinno utwierdzić RPP w przekonaniu, że nie ma miejsca na obniżki stóp procentowych. Spodziewamy się, że RPP pozostawi stopy procentowe bez zmian we wrześniu – ocenia Maja Goettig.

Według Marty Petki-Zagajewskiej z Raiffeisen Banku wskaźnik spadnie we wrześniu i październiku, jednak pod koniec roku inflacja znów może wzrosnąć ze względu na efekt bazy statystycznej.

– Za to w przyszłym roku inflacja będzie spadać w kierunku celu 2,5 proc., który osiągnie gdzieś w połowie roku – mówi ekonomistka.

Dodaje, że spadek inflacji będzie skutkiem m.in. umocnienia złotego i niskiego popytu w gospodarce.

– W III i IV kwartale tego roku oraz w I kwartale przyszłego roku konsumpcja prywatna będzie najsłabsza w tym cyklu. I nie sądzę, żeby proinflacyjnie zadziałał rosnący deficyt. Gdyby było tak, że on bierze się np. z dużych podwyżek emerytur i rent lub płac w budżetówce, to takie zagrożenie by było. Ale przecież tak nie jest – mówi Marta Petka-Zagajewska.