Wytwórców energii elektrycznej czeka obligatoryjna sprzedaż swojej produkcji w drodze publicznego przetargu lub na giełdach. Ma to uruchomić konkurencję pomiędzy producentami energii.
Jak na razie jest jedna giełda - stwierdza Grzegorz Onichimowski, prezes Towarowej Giełdy Energii (TGE), która działa na podstawie ustawy. Można dyskutować, czy to dobrze, czy źle, że jedna. Jedni uważają, że tak, bo jeden rynek zapewnia lepszą płynność. Inni, że źle, bo to monopolizacja rynku. Zdaniem Grzegorza Onichimowskiego tylko patrzeć, jak pojawią się inicjatywy, żeby tworzyć nowe giełdy. Jest na to czas. Ustawa i obowiązek giełdowy wchodzi w życie stopniowo.
Przygotowania do zmian
Czy giełda poradzi sobie z większym wolumenem obrotów energii od nowego roku? Zdaniem Grzegorza Onichimowskiego - tak. TGE eksploatuje system, którego dostawcą i gwarantem jest Nasdaq i który ma duży zapas. Kiedy półtora roku temu na giełdę wprowadzone zostały tzw. czerwone certyfikaty wspierające kogenerację i z miesiąca na miesiąc w obrocie pojawiło się 20 TWh energii - nie było z tym problemu. Ale teraz potrzebne będzie doposażenie techniczne i wprowadzenie nowych rozwiązań w systemie rozliczeń. Giełda będzie się modernizować, prowadzić inwestycje związane z nowocześniejszym sprzętem, zwielokrotniać łącza internetowe, kanały transmisji danych pomiędzy TGE i Operatorem Systemu Przesyłowego (OSP), organizować ośrodek zapasowy, niejako drugą równoległą giełdę na wypadek sytuacji nadzwyczajnych.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.