Salon manicure i pedicure można uruchomić na dwa sposoby: w formie samodzielnej placówki albo jako część dużego salonu kosmetycznego, w którym działają także fryzjer, solarium czy odnowa biologiczna. Pierwsze rozwiązanie jest najtańsze i najprostsze. Nie wymaga bowiem współpracy z innymi specjalistami. Do tego na salon manicure i pedicure wystarczy niewielki lokal.

- Zalecana jest wręcz jak najmniejsza powierzchnia. Przede wszystkim dlatego, by zminimalizować koszty utrzymania. Trzeba pamiętać o tym, że ten segment rynku cechuje się sezonowością sprzedaży. Nie warto inwestować w duży lokal, bo poza sezonem może być mu trudno na siebie zarobić - mówi Anna Słowińska-Szczerba z Centrum Usług dla Biznesu AsLex rozwijającej sieć Glamour Studio Paznokci.

Największy popyt na usługi manicure i pedicure jest w sezonie wiosenno-letnim, gdy odkrywamy dłonie i stopy. Jesienią i zimą zapotrzebowanie na nie spada nawet o 80 proc. Są oczywiście wyjątki, takie jak święta Bożego Narodzenia, sylwester, karnawał albo ślub.

Na salon wystarczy 15-20 mkw.

- Najlepsze są centra handlowe i centra miast, bo ruch klientów jest tam największy. Salon na osiedlu mieszkaniowym ma małą szansę być rentowny - uważa Anna Słowińska-Szczerba.

Przede wszystkim dlatego że w tej branży nie można liczyć na stałych klientów. Przywiązują się oni raczej do pracowników niż do marki. Dlatego często zdarza się, że wraz z odejściem jednej z pracownic odchodzi znaczna część przyjmowanych przez nią osób.