Biznes odetchnął z ulgą po przyjęciu budżetu UE, ale nadal widzi ryzyko.
Reklama
Jak przyznają niektórzy przedsiębiorcy, już nagłośnienie kwestii praworządności w zagranicznych mediach spowodowało problemy w rozmowach z zagranicznym biznesem, dla którego sam slogan, że „Polska sprzeciwia się praworządności”, stanowił lampkę ostrzegawczą.
– Perspektywa zawetowania przez Polskę budżetu unijnego miała wyraźny wpływ na relacje biznesowe z naszymi zagranicznymi kontrahentami. Odebraliśmy kilka negatywnych komentarzy, że Polska swoją postawą może przyczynić się do przyhamowania strumienia pieniędzy dla całej UE – przyznaje Henryk Kamiński, prezes grupy Kon-Plast i członek zarządu Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl. – Z drugiej strony zagraniczni przedsiębiorcy obawiają się, że Polska może mieć problemy z praworządnością. To z kolei wpływa na to, że kontrahenci wnioskują w umowach o rozstrzyganie sporów przed ich sądami – dodaje.
– Nasi zagraniczni partnerzy nie przyjmują tłumaczenia dotyczącego kwestionowania klauzuli praworządności, a to w obliczu tego, że nikomu z pozostałych 25 krajów ona nie przeszkadzała. Tłumaczą to w taki sposób, że widocznie musimy mieć coś na sumieniu – dodaje Piotr Podgórski, wiceprezes Przedsiębiorcy.pl.
Teraz jednak największym wyzwaniem, o którym mówią organizacje biznesowe – jest przygotowanie Krajowego Programu Odbudowy wartego 700 mld zł. – Zamiast pracować nad szczegółami KPO, polski rząd zajmował się wetem. Inne kraje mogły nas prześcignąć w przygotowaniach. Obawiam się, czy zdołamy się przygotować, aby dobrze wydać te środki. Wydaje mi się, że do tej pory kręcimy się w kółko – mówi dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP, który jak wylicza, odpowiednie wydatkowanie tych pieniędzy przełożyłoby się na wzrost PKB w Polsce o 2 pkt proc., a w szczytowym momencie nawet o 3,5 proc. A to oznacza, że korzyści byłyby trzykrotnie wyższe niż dla zachodnich gospodarek. Zdaniem ekonomisty wartość dodatkowego PKB wytworzonego w następnej dekadzie w Polsce wyniesie 675 mld zł w dzisiejszych cenach.
Biznes nie boi się wspólnego długu – to oznacza bowiem tańszy kredyt. – Korzystniejsze dla polskich przedsiębiorców jest zadłużanie w skali europejskiej niż w skali Polski. Na pewno można oczekiwać wdrożenia przez UE nowych obciążeń podatkowych – aby zrównoważyć budżet. Należy się temu dokładnie przyglądać – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Mogą pojawić się jednak zagrożenia. – Jeżeli zadłużanie będzie elementem dalszej federalizacji i co często jest z nią łączone, wsparciem dla europejskich czempionów, to z pewnością średni polski biznes wytwórczy będzie się obawiał, że wyrośnie mu potężna konkurencja, z którą nie będzie w stanie rywalizować i będzie musiał się sprzedać albo w pełni uzależnić – ocenia Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute.
Biznes ma rozbieżne opinie co do ryzyka ewentualnego ograniczenia funduszy w związku z praworządnością. Część uważa, że prawdziwa batalia dopiero przed nami. – O tym, w jakim stopniu kwestia praworządności będzie mieć wpływ na ewentualną redukcję części pieniędzy dla polskich firm, będziemy mogli powiedzieć dopiero po rozpoczęciu negocjacji programów operacyjnych – ocenia Norbert Pruszanowski, dyrektor w zespole rozwoju i komunikacji w Związku Rzemiosła Polskiego.
Inni oceniają, że nie ma się czego bać. – Polska nigdy nie miała problemów z praworządnością związaną z wydatkowaniem środków europejskich. Takie sytuacje raczej dotyczą Węgier czy Grecji. Nie sądzimy, aby w tym obszarze w Polsce mogło się cokolwiek zmienić – uspokaja Marek Kowalski.
Jednocześnie samo jego istnienie może być źródłem problemów, nawet jeśli nie zostanie uruchomiony. – Na cały proces praworządności należy patrzeć w szerszej perspektywie negocjacyjnej. Dla większości państw Unii zasady praworządności w Polsce będą za chwilę drugorzędne. Pierwszorzędne będą negocjacje w kwestii programu odbudowy. Straszak praworządności będzie dla wielu doskonałym narzędziem negocjacyjnym wywierania presji na to, jak będzie skonstruowany polski plan odbudowy. Czy będziemy chcieli, żeby Amerykanie budowali nam elektrownię atomową, czy raczej Francuzi. Gdzie i czyje będziemy kupowali systemy do 5G, do AI itd. Zapis o praworządności w kompromisie 10 grudnia jest tak mętny, jeżeli chodzi o stanowisko innych państw w sprawie ewentualnych sankcji, że otwiera to ogromne pole do negocjacji – podsumowuje Tomasz Wróblewski.
– Rozporządzenie w zakresie praworządności jest niezmienione. Konkluzje doprecyzowujące nie zmieniają idei rozporządzenia. Nawet jeżeli proceduralnie ten instrument warunkowości będzie wolniej stosowany, to nie zmienia faktu, że istnieje – dodaje dr Sławomir Dudek.