Nowy Zielony Ład i COVID-19 sprzyjają przetasowaniom w branży hutniczej. Po zapowiedzi redukcji zatrudnienia przyszedł czas na sprzedaż aktywów i większe zaangażowanie środków publicznych.
Reklama
Koncerny stalowe szukają okazji do oszczędności w związku z kosztami, jakie będą musiały ponieść z powodu transformacji energetycznej. Dlatego rozglądają się za kontrahentami, którymi często stają się rządy.
Ilvę, największą hutę w Unii Europejskiej, dotychczas należącą do koncernu ArcellorMittal (AM), będzie ostatecznie ratował rząd Włoch. Po długich negocjacjach dotyczących utrzymania mocy produkcyjnych i odpowiedzialności za skutki zanieczyszczenia środowiska, zgodnie z zapowiedziami premiera Giuseppe Contego, władze przejęły połowę udziałów w zatrudniającej ponad 10 tys. osób hucie, a po trzech latach mają przejąć kolejne 10 proc. Rząd ma też uczestniczyć w niezbędnych inwestycjach. Nieoficjalnie mówi się nawet o 1 mld euro.
Na interwencję państwa liczy też w Wielkiej Brytanii indyjski Tata Steel. Jeden z największych w Europie producentów stali po zapowiedzianych w ubiegłym roku zwolnieniach w oddziale w Holandii, sięgających nawet 1 tys. osób, w listopadzie postanowił podzielić brytyjskie i holenderskie aktywa na dwie osobne spółki. Operacja ta wynika z kilku przyczyn. Po pierwsze zwiększa szanse na uzyskanie środków pomocowych od władz w Londynie. Właściciel apeluje o nie, bo kombinat od lat notuje straty i zmniejsza wydajność. Gdy holenderskie huty wciąż produkują 7,3 mln ton taśm stalowych, walijski kompleks w Port Talbot systematycznie zmniejsza produkcję, na przestrzeni ponad dekady z 10 mln do 3 mln ton.
Jeśli brytyjski rząd nie pomoże, Tata Steel może sprzedać hutę. Firma liczy też, że dzięki podziałowi łatwiej znajdzie kupca na holenderskie aktywa, wyceniane na 7–8 mld dol., co zwiększy jego stabilność finansową w niepewnych czasach pandemii. To część szerszej strategii. Spółka ma dość dotowania mających problemy europejskich pieców z pieniędzy uzyskanych na rozwijającym się rynku w Indiach. Wstępne rozmowy o przejęciu infrastruktury podjął już szwedzki SSAB. Jak nieoficjalnie donoszą tamtejsze media, oferta miałaby wpłynąć w styczniu, a cała transakcja zostałaby przeprowadzona w ciągu dziewięciu miesięcy.
Wcześniej zainteresowanie holenderskimi zasobami wyrażał też Liberty Steel należący do brytyjskiego biznesmena Sanjeeva Gupty. Ten jednak jest na razie zaangażowany w zakup niemieckiego Thyssenkrupp Steel Europe, którego ubiegłoroczna sprzedaż Tacie Steel została zablokowana przez Komisję Europejską. Teraz szanse na transakcję są większe ze względu na pogłębiające się problemy finansowe Niemców. Grupa niedawno ogłosiła plan zwolnienia 11 tys. osób podyktowany stratą 5,5 mld euro w zakończonym we wrześniu roku rozliczeniowym. Jednocześnie ubiega się o dużą pomoc od rządu w Berlinie. Jak informował Bloomberg, w listopadzie rozmawiano o wsparciu w wysokości 5 mld euro. To kwota powyżej wartości rynkowej, argumentowana jednak tym, że firma jest jednym z najważniejszych pracodawców w Nadrenii Północnej-Westfalii. Obecnie trwa due diligence, czyli analiza sytuacji ekonomiczno-finansowej przed złożeniem właściwej oferty.
Liberty Steel jest najaktywniejszym graczem na europejskim rynku hutniczym. Oprócz planowanej akwizycji w Niemczech firma chce zainwestować 2 mld euro w niskoemisyjne technologie w zakupionych w ubiegłym roku od ArcelorMittal hutach w czeskiej Ostrawie i rumuńskim Gałaczu. Z drugiej strony grupa poinformowała w czerwcu, że w związku z niepewnym popytem będzie musiała ciąć zbędne koszty o 30 proc., w czym najprawdopodobniej będą musiały pomóc zwolnienia.
Grupa Gupty wyrażała też zainteresowanie zakupem Huty Częstochowa, jednak przetasowania w europejskim hutnictwie na razie dzieją się obok polskich kombinatów. Wiążąca oferta nie wpłynęła, a zakład wciąż szuka nabywcy; w styczniu ma się odbyć trzeci przetarg. Jeśli Niemcy i Włosi ostatecznie zdecydują się na ratowanie swoich hut, będzie to oznaczać, że pójdą w ślady Brytyjczyków, którym w marcu po długich perypetiach ostatecznie udało się oddać British Steel grupie Jingye. Chińczycy utrzymali produkcję i mają zainwestować łącznie równowartość 1,2 mld funtów. By znaleźć nabywcę, rząd zgodził się na wsparcie zakładów 300 mln funtów.
Oprócz rządowych kroplówek nadzieją europejskiego hutnictwa jest polityka przyszłego amerykańskiego prezydenta. Producenci liczą, że Joe Biden zmodyfikuje politykę celną, zmniejszając cła na stal i aluminium z Chin i Europy. To by zwiększyło eksport ze Starego Kontynentu, a w jeszcze bardziej optymistycznym wariancie część taniej produkcji zalewającej dziś europejski rynek na nowo trafiłaby za ocean. Demokrata mógłby w ramach ocieplania relacji z UE zdecydować o tym nawet bez zgody Kongresu, lecz na razie nie padły konkretne deklaracje w tej sprawie.
Kolejne firmy chcą się pozbyć aktywów w Europie