Spółki prawa handlowego to spółki prawa, którego nie ma – taką śmiałą tezę postawił prof. Wojciech Popiołek z Uniwersytetu Śląskiego w swoim wykładzie podczas ubiegłotygodniowej konferencji naukowej poświęconej stu latom polskiego prawa handlowego, zorganizowanej w Lublinie.
Teza ta jednak miała zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. A stanowisko poszczególnych mówców zależało najczęściej od tego, czy dana osoba uchodzi za cywilistę, czy za fachowca od prawa spółek.
Znacznie ciekawsze jednak było to, co działo się w kuluarach. Czołowi polscy „handlowcy” zażarcie dyskutowali o szykowanych projektach nowelizacji kodeksu spółek handlowych, dotyczących wzmocnienia pozycji rad nadzorczych w spółkach kapitałowych oraz utworzenia prawa holdingowego. Większość osób plany Ministerstwa Aktywów Państwowych oceniała negatywnie. Dominowały głosy, że tak poważne zmiany powinny być wdrażane w sposób przemyślany, po wysłuchaniu głosu doktryny.
Reklama
– Szkoda, że nie zorganizowano żadnej konferencji naukowej. Politycy przekonują, że tworzą prawo dla biznesu, ale założenie, że ludzie nauki, w znacznej mierze również praktycy prawa, nie mają pojęcia o potrzebach przedsiębiorców, jest fałszywe – powiedział nam jeden z profesorów.
Opory budzą przede wszystkim zmiany dotyczące wzmocnienia rad nadzorczych.
– Projektodawca tworzy przepisy, przyjmując, że w spółkach dochodzi do rywalizacji między zarządem a radą. Tymczasem w zdecydowanej większości spółek tego typu konfliktów nie ma i nie ma podstaw, żeby ustawowo do niego zachęcać – ocenił inny naukowiec.
Patronem medialnym wydarzenia był Dziennik Gazeta Prawna. Konferencji towarzyszyła uroczystość wręczenia prof. Andrzejowi Kidybie księgi jubileuszowej z okazji 40-lecia pracy naukowej. Profesor Kidyba, jeden z najbardziej uznanych ekspertów w dziedzinie prawa handlowego, jest stałym felietonistą DGP. Jego kolejny tekst – już jutro w dodatku Prawnik.