Żółte i czerwone strefy odstraszają klientów. Oszacowaliśmy straty biznesu. Najbardziej ucierpiały restauracje i kina.
– Czerwona strefa zadziałała paraliżująco. Miasto jakby wymarło. Po ciężkim maju, w lipcu zaczęliśmy się odbijać, teraz jednak znowu lokal świeci pustkami. Klienci przestali przychodzić z dnia na dzień – konsumpcja spadła o 50 proc. Znów zeszliśmy poniżej pułapu opłacalności, a z rozmów z innymi przedsiębiorcami wiem, że mają podobny problem – przyznaje Wojciech Szysler, współwłaściciel Gasthausu Pod Filarem w Rudzie Śląskiej.
Jak dodaje, większe szanse na przetrwanie mają ci, którzy posiadają ogródki na otwartej przestrzeni. – Ludzie boją się wchodzić do środka do tego stopnia, że chcą składać zamówienia na zewnątrz. Do wejścia do lokalu nie przekonują nawet podejmowane akcje promocyjne – ocenia.