Ze wszystkich stanów postępowania antymonopolowego wobec Google’a nie prowadzi już tylko Alabama – przy czym śledztwa trwają też w prokuraturach Portoryko (amerykańskie terytorium nieinkorporowane) i Dystryktu Kolumbii. Serwis Politico, który jako pierwszy poinformował o wszczęciu antymonopolowego dochodzenia w Kalifornii, wskazuje, że prokurator generalny tego stanu zajął się Google w momencie nasilenia się działań kontrolnych wobec spółki.

Dołączenie Kalifornii do grona stanów biorących Google pod lupę ma nie tylko znaczenie symboliczne ze względu na siedzibę spółki, lecz także praktyczne. Ta prokuratura, jak podkreśla Politico, dysponuje bowiem największym sztabem prawników zajmujących się kwestiami konkurencji rynkowej i przeciwdziałania monopolom. Ponadto stanowe regulacje w tej dziedzinie – w przeciwieństwie do federalnego prawa antymonopolowego – pozwalają organom rządowym dochodzić sankcji cywilnych za naruszenia konkurencji.

Władze Kalifornii nie wyjaśniały dotychczas, dlaczego nie przyłączyły się do śledztwa prokuratur pozostałych stanów rozpoczętego we wrześniu ub.r. Teraz też nie komentują sprawy, podobnie jak Google. Informatorzy Politico nie są pewni, jakim aspektem działalności spółki zajmą się śledczy. Serwis przypomina jednak, że niemal 10 lat temu Kalifornia – obok stanów Teksas, Nowy Jork, Oklahoma i Ohio – wszczęła postępowanie wobec Google wraz z Federalną Komisją Handlu (FTC). Miało to związek z zarzutami stronniczej prezentacji wyników wyszukiwania, faworyzującej własne produkty giganta. Ostatecznie FTC nie zdecydowała się na złożenie pozwu antymonopolowego i zamknęła dochodzenie w styczniu 2013 r. W kolejnym roku to samo zrobił każdy z pięciu stanów.

Natomiast postępowanie wszczęte przez 50 prokuratur skupionych w ponadpartyjnej inicjatywie pod egidą Teksasu zaczęło się od badania dominacji giganta z Mountain View na rynku reklamowym, gdyż Google „dominuje we wszystkich aspektach reklamy internetowej i wyszukiwania” – jak we wrześniu ub.r. mówił prokurator generalny Teksasu Ken Paxton, cytowany przez serwis CRN.com. Agencja Reuters informowała jednak dwa tygodnie temu, że według jej źródła prokuratorzy stanowi rozważają teraz skierowanie śledztwa na tor ochrony prywatności danych.

Właściciel popularnej wyszukiwarki musi stawić czoła także kontrolom odbywającym się na szczeblu ogólnokrajowym. Śledztwo antymonopolowe prowadzi bowiem wobec niego Departament Sprawiedliwości (DOJ), który od lata ub.r. bada pod tym kątem postępowanie Google na rynku reklamy internetowej i wyszukiwarek. W końcu czerwca tego roku Reuters informował, że działania DOJ wobec Google zbliżają się do finału – tj. sformułowania pozwu sądowego.

Najprawdopodobniej w tym miesiącu prezes spółki Sundar Pichai będzie zeznawał w Kongresie w ramach jeszcze innego postępowania. Komisja Sądownicza Izby Reprezentantów prowadzi je w sprawie Google’a, a także Amazona, Facebooka i Apple’a. W przypadku firmy z Mountain View chodzi o jej pozycję na rynku reklamowym.

Technologicznemu gigantowi przyglądają się ponadto władze Komisji Europejskiej ze względu na zakup firmy FitBit, produkującej opaski monitorujące. Umowę ogłoszono w listopadzie ub.r. Dzięki tej akwizycji należąca do grupy Alphabet spółka mogłaby wyjść na czołową pozycję na rynku „wearables” – czyli m.in. urządzeń monitorujących wysiłek i zegarków typu smart. Obecnie dominują w tym sektorze Apple i Samsung, mocną pozycję mają także Huawei i Xiaomi.

W przypadku tej transakcji – cena wyniosła 2,1 mld dol. – w grę wchodzi jednak nie tylko wzrost pozycji rynkowej Google, lecz również, a nawet przede wszystkim, kwestia ochrony danych użytkowników opasek FitBit. Obejmuje to dane dotyczące kondycji i zdrowia, wliczając takie szczegóły, jak liczba wykonywanych dziennie kroków, tętno, czas i jakość snu. Z obawy, że informacje zostaną przez giganta nieodpowiednio wykorzystane do umocnienia jego dominacji na rynku reklamy internetowej i wyszukiwarek, 20 organizacji pożytku publicznego z całego świata – z Europy, ze Stanów Zjednoczonych, z Ameryki Łacińskiej i Australii – złożyło 1 lipca wspólne oświadczenie, wzywając regulatorów rynku do ostrożności w tej sprawie. „Organy regulacyjne muszą założyć, że w praktyce Google wykorzysta całość niezależnego, unikalnego, bardzo wrażliwego zestawu danych FitBit” – stwierdzają organizacje w dokumencie cytowanym m.in. przez Reutersa. Ich zdaniem dotychczasowe doświadczenia w tej dziedzinie uczą, by z rezerwą traktować wszelkie obietnice dotyczące samoograniczenia się firm przy wykorzystaniu danych.

To jednak właśnie obietnica Google’a ma według informacji agencji Reuters pomóc mu w zjednaniu Komisji Europejskiej dla przejęcia FitBit. W poniedziałek technologiczny gigant zadeklarował, że nie będzie wykorzystywać informacji o zdrowiu użytkowników sprzętu tej firmy do targetowania reklam. W oświadczeniu przekazanym Reutersowi Google podkreśla, że umowa będąca przedmiotem kontroli KE „dotyczy urządzeń, a nie danych”. Firma zapewnia również, że docenia „możliwość współpracy z Komisją Europejską nad podejściem, które zabezpiecza oczekiwania konsumentów, że dane urządzeń Fitbit nie będą wykorzystywane w celach reklamowych”. Oczekuje się, że unijny regulator podejmie decyzję w tej sprawie jeszcze w lipcu.