Wydaje mi się, że najwyższy czas powrócić do dyskusji na temat obowiązkowych rejestrów umów - mówi Krzysztof Izdebski, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo.
Reklama
DGP
1,6 mld zł wydano bez przetargów w pierwszych miesiącach walki z COVID-19 na podstawie wyłączenia przewidzianego w specustawie. To dużo czy mało?
Kwota na pewno znacząca, ale z mojej perspektywy to nie ona chyba jest najważniejsza. Nawet jeśli wydatki te były w pełni uzasadnione, a zakupy rzeczywiście trzeba było robić jak najszybciej, to pojawia się pytanie, czy przy przynajmniej niektórych z nich nie można było zachować choćby szczątkowej konkurencji i przejrzystości. Jeśli kupowana jest np. usługa infolinii, to mam wrażenie, że można było opublikować ogłoszenie o chęci zawarcia takiej umowy i dać zainteresowanym firmom choćby dobę czy dwie na zgłoszenie ofert. To zresztą pokazuje szerszy problem – braku jakichkolwiek procedur przy zamówieniach podlegającym wyłączeniom spod przepisów o zamówieniach. Dzisiaj rozmawiamy o wyłączeniu związanym z walką z COVID-19, ale przecież prawo zamówień publicznych zawiera wiele innych, chociażby przy umowach, które nie przekraczają 30 tys. euro. W 2018 r. wartość zamówień udzielonych poza ustawą wyniosła 105 mld zł, a więc połowę tego, co kupiono w przetargach. Co gorsza, bardzo niewiele wiemy o tych umowach. Dzięki stworzonemu przez nas narzędziu do analiz zamówień publicznych mogliśmy pokazać, że w Hiszpanii znaczna część zamówień poniżej 30 tys. euro była o zaledwie kilka euro niższa od tego progu. Udało się nam to pokazać, bo tam jest dość dobry dostęp do danych. W Polsce wciąż brakuje nawet ogólnych informacji o wydatkach poniżej progów.

Reklama
Co może oznaczać, że urzędnicy tak kombinują, by nie przekroczyć progu i nie podpaść pod przepisy o zamówieniach publicznych.
Trudno uciec od takich przypuszczeń. I tu pojawia się drugi problem, czyli przejrzystość. Wydaje mi się, że najwyższy czas powrócić do dyskusji na temat obowiązkowych rejestrów umów. Niektóre urzędy robią to same z siebie, chociażby Gdańsk, który publikuje rejestr wszystkich swoich wydatków w internecie, czy Łódź, która przejrzyście informuje o zamówieniach poniżej progów. Przy zakupach związanych z walką z COVID-19 zrobiło to również Ministerstwo Zdrowia, choć już po ujawnieniu bulwersujących działań. Tyle że jest to jedynie dobra wola niektórych urzędników, a powinien być wymóg ustawowy. Oczywiście ja patrzę na to przez pryzmat przejrzystości i prawa obywateli do informacji. Przykłady z innych państw pokazują jednak, że obowiązek publikowania rejestrów umów działa na korzyść samej administracji. W Słowacji urzędnicy zaczęli porównywać ceny na podobne zamówienia z innych urzędów i okazało się, że mogą one być dużo niższe.
Najbardziej atrakcyjne w wyłączeniach spod przepisów o zamówieniach publicznych jest to, że nie trzeba stosować żadnych procedur. A pan proponuje ich wprowadzenie.
Ta atrakcyjność jest jednak pozorna. Zakładam, że wszystkim nam zależy na tym, aby środki publiczne wydatkować efektywnie. Brak aktywnych działań służących pozyskaniu nowych sprzedających czy informowania o zawarciu umowy z dostawcą powodują, że zarówno rynek, jak i urzędnicy nie wiedzą, czy pieniądze podatników są wydawane efektywnie i oszczędnie. Dlatego też staramy się zachęcać jednostki publiczne do przyjmowania szczegółowych procedur dotyczących wydatków poniżej progów. Ustalenie procedur i ich praktyczne stosowanie to również wsparcie dla osób odpowiedzialnych za zakupy w danej jednostce. Częsta jest bowiem obawa, że zbytnia dowolność przy zakupach to perspektywa odpowiedzialności w przyszłości. Przy okazji pandemii zwróciliśmy uwagę, że mogłoby to pomóc choćby szpitalom. Dlatego w nich właśnie planujemy przeprowadzenie pilotażu wdrożenia procedur, które będą uwzględniały m.in. otwartość danych, ochronę sygnalistów czy propozycje w zakresie chociażby minimalnej konkurencyjności.