Finanse naszego państwa wyjdą z obecnego kryzysu bardzo poobijane. Jeśli nie zmienimy reguł fiskalnych, czekają nas długie lata zaciskania pasa, które podkopią nasze aspiracje dogonienia Zachodu. Lepiej zrobić krok do przodu – zaakceptować wyższy dług, podnieść konstytucyjny limit zadłużenia i dostosować regułę wydatkową do nowych okoliczności.

Konieczność finansowania hojnych pakietów pomocowych sprawi, że wskaźnik długu publicznego – tak jak definiuje go Komisja Europejska – wzrośnie o prawie jedną trzecią, z 46 do 59 proc. PKB. Teoretycznie znajdziemy się więc bardzo blisko konstytucyjnego limitu zadłużenia, wynoszącego 60 proc. PKB. Mimo to złamanie Konstytucji nie nastąpi. Zgodnie z nią metodę obliczania długu publicznego określa się bowiem w ustawie. Tam z kolei zdefiniowaliśmy dług publiczny w taki sposób, że bardzo łatwo tę polską definicję długu omijać. Wystarczy utworzyć jakiś fundusz, który nie zostanie wpisany do ustawy jako część sektora finansów publicznych, mimo że jego cechy wyraźnie wskazują na to, że powinien się w tym sektorze znaleźć. Dług tego funduszu nie będzie się wówczas liczył do długu publicznego.

Kryzys i reguły pchają nas w kreatywną księgowość