Problemy z eksportem to jeden z głównych powodów, dla których niektóre branże przemysłowe podnoszą się po pandemicznym szoku bardzo powoli.
Reklama
DGP
Mamy poprawę w przemyśle, bo produkcja w maju spadła o 17 proc. rok do roku, a nie o prawie jedną czwartą jak w kwietniu. To według ekonomistów najlepszy dowód na to, że odmrożenie gospodarki działa, a biznes otrzepuje się z pandemicznego kurzu. Wyniki, jakie Główny Urząd Statystyczny podał w piątek, są zbliżone do oczekiwań ekonomistów.
Jednak dane dla poszczególnych branż przemysłu pokazują, że odmrożenie w różnych segmentach przynosi różne efekty. Ledwie w dwóch sektorach mieliśmy wzrost produkcji: w tytoniowym (o 8,1 proc.) i produkcji urządzeń elektrycznych (o 1,2 proc.). Większość nadal była na minusie, a w najgorszej sytuacji są ci, którzy wcześniej dużo eksportowali. Produkcja wyrobów skórzanych spadła o ponad 37 proc., maszyn i urządzeń – o jedną czwartą, a mebli o jedną piątą.
Ale najgorzej jest w motoryzacji, która co prawda przestała szorować po dnie (kwietniowe spadki produkcji sięgały 78 proc.), ale z 58-proc. spadkiem w maju daleko jej do wyjścia na prostą.
Nie może być inaczej, bo to właśnie w przypadku branży auto-moto eksport jest najsilniejszym hamulcem. Jeszcze przed pandemią sprzedaż nowych samochodów w Europie wyraźnie siadła, po wybuchu COVID-19 proces ten pogłębił się. Według najświeższych danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów ACEA liczba nowych rejestracji samochodów osobowych na obszarze Unii Europejskiej była w maju o 52,3 proc. mniejsza niż rok wcześniej.
„Chociaż w ubiegłym miesiącu w wielu krajach złagodzono środki ostrożności związane z COVID-19, to liczba nowych samochodów sprzedawanych w UE spadła z 1 217 259 sztuk w maju 2019 r. do 581 161 aut w maju tego roku” – zwraca uwagę ACEA w komentarzu do tych danych. W maju nie było w UE kraju, gdzie nie odnotowano by dwucyfrowego spadku. Te rynki, z którymi polska branża motoryzacyjna jest szczególnie związana – czyli włoski i niemiecki – zaliczyły spadek o połowę w porównaniu z ubiegłym rokiem. W Polsce liczba nowych rejestracji była niższa o 55,1 proc.
– To jest szczególny sektor, szczególnie zależny od tego, co się dzieje u głównych partnerów handlowych. Firmy działające w Polsce musiały się dopasować do decyzji zagranicznych central, choć u nas być może sytuacja epidemiczna nie była tak zła jak tam. Ale zabrakło zamówień i trzeba było zamknąć zakłady – mówi Piotr Soroczyński, ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. Według niego informacje z maja to pierwsze oznaki odbicia się od kwietniowego dna. – Dopiero w czerwcu, co sygnalizują nasi członkowie działający w branży, można mówić o nieco większej liczbie zamówień. Pewnie produkcja będzie nadal niższa niż rok temu, ale nie o 60 proc., a może o 20-30 proc. – mówi ekonomista KIG.
Według Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych załamanie produkcji samochodów to nie jest problem samych producentów. „Branża dostawców oczekuje w tym roku spadku przychodów o minimum 20 proc. Kryzysu nie uniknęli też sprzedawcy samochodów oraz firmy świadczące usługi serwisowe i naprawcze pojazdów. Cierpią również banki, firmy leasingowe i ubezpieczeniowe” – napisał Paweł Wideł, prezes organizacji, w liście, w którym wspólnie z Konfederacją Lewiatan apeluje do premiera Mateusza Morawieckiego o wsparcie. Branża chciałaby pobudzenia popytu na nowe samochody, liczy na rozwiązania krajowe, ale też na forum UE. Według sygnatariuszy listu można by powiązać takie wsparcie np. z obowiązkiem przekazania używanego samochodu do sieci recyklingu, co dotyczyłoby szczególnie aut produkowanych przed 2011 r., dla których normy emisji spalin były łagodniejsze niż obecnie. Według ZPMiAP covidowe straty są jednak tak głębokie, że nie da się ich odrobić w tym roku.