Minister obrony Mariusz Błaszczak powołał kilka dni temu swojego pełnomocnika do spraw przestrzeni kosmicznej. Na pierwszy rzut oka optymisty wszystko się zgadza – resort obrony myśli przyszłościowo, i choć jeszcze dziś to może nieco na wyrost, to już teraz przygotowujemy się do tej arcyważnej domeny.
Reklama
O tym, że przemysł kosmiczny się bardzo rozwija, pisaliśmy. Nic tylko przyklasnąć. Tym bardziej że kilka miesięcy temu Sojusz Północnoatlantycki uznał kosmos za domenę działań operacyjnych. Po prostu mamy nowoczesne wojsko i przygotowujemy się do realizacji zadań wszelakich.
Proponuję jednak na to zagadnienie drugi rzut oka, tym razem realisty. I tu zgadza nam się już znacznie mniej. Po pierwsze, warto spojrzeć historycznie na to, co zdziałali ostatnio pełnomocnicy ministra obrony. I tak np. ponad dwa lata temu powołano pełnomocnika ds. Agencji Uzbrojenia. Miał on zreformować system zakupów sprzętu w Wojsku Polskim, który jest obecnie dysfunkcyjny i skrajnie niewydolny, a przetargi są często powtarzane po kilka razy. Wojsko zwykłą terenówkę kupowało pięć lat! Tymczasem dwa lata minęło jak jeden dzień i… dziś pełnomocnik dalej się tym zajmuje. Pojawił się nawet wiceminister, który również ma być włączony w ten proces. Efektów jednak wciąż nie widać. Dziś wciąż pod względem proceduralnym prościej jest kupić najnowocześniejsze samoloty świata za miliardy dolarów w Stanach Zjednoczonych niż zwykłe terenówki za miliony złotych w Polsce. Najwyraźniej pełnomocnikowi to nie przeszkadza.
Później powołano pełnomocnika ds. do spraw pozyskania nowoczesnych myśliwców w ramach programu Harpia. Problem w tym, że toczące się już postępowanie konkurencyjne zakończono bez rozstrzygnięcia, przerwano, nie kończąc procedury porównywania dostępnych na rynku samolotów i nie wiadomo, na podstawie jakich kryteriów zdecydowano się na zakup samolotów F-35. Pełnomocnik się temu przyglądał, a kwestię proceduralną i tak prowadzili pracownicy Inspektoratu Uzbrojenia. I tu dochodzimy do sedna kwestii. Pełnomocnik de facto nie ma za dużo do powiedzenia – potrzebne są do tego struktury i umocowanie prawne. Jest on silny pozycją ministra. I tak np. pełnomocnik ds. programu „Wisła”, czyli zakupu Patriotów, powołany przez Antoniego Macierewicza mógł na początku przenosić góry. Co by o nim nie pisać, Macierewicz ten projekt uznał za kluczowy i go dosyć konsekwentnie realizował. Dlatego pełnomocnik miał mocną pozycję i mógł stawiać na baczność generałów. Dlatego udało się dopiąć zakup pierwszych dwóch baterii Patriotów. Ale nic nie trwa wiecznie, szczególnie w Wojsku Polskim. Minister się zmienił, priorytety się zmieniły, Patrioty już nie są ważne, to i pełnomocnik nie ma za wiele do powiedzenia. Niestety w tym wypadku widać, że rozwiązania, które nie są umocowane dobrze w systemie – jak właśnie pełnomocnik, wraz ze zmianą kierownictwa resortu obrony z dnia na dzień mogę się stać „dziesięciorzędne”.
Po drugie, dokonanie resortu w przestrzeni kosmicznej są bardziej niż skromne. Sześć lat temu, pod koniec 2014 r., informowaliśmy na łamach DGP, że już za moment będzie gotowe studium wykonalności i że zgodnie z pomysłem Sztabu Generalnego w 2020 r. będziemy mieli na niebie własnego satelitę, w głównej mierze wojskowego. Dziś mamy rok 2020. Nie mamy satelitów. Ale za to mamy pełnomocnika ministra obrony ds. przestrzeni kosmicznej.