statystyki

Szczęśliwi bankruci szukają sensu życia. Człowiek, który stracił wszystko, może więcej niż inni

autor: Mira Suchodolska30.04.2020, 07:00
bankrut

To nie jest tak, że wszyscy tracą na pandemii, są branże i przedsiębiorstwa, które na niej zyskują.źródło: ShutterStock

Rząd wykuwa tarcze, które mają pomóc gospodarce przetrwać stan pandemicznego zamrożenia. Ale nie oszukujmy się – wielu biznesmenów i wiele firm upadnie, jeszcze więcej wyjdzie z tej sytuacji mocno poranionych. Jednak doświadczenie wskazuje, że ludzie przedsiębiorczy mają w sobie dodatkowy gen, który powoduje, że potrafią się podnieść.

W połowie lutego kolekcja ubrań Ewy Minge była już gotowa do wysyłki do Włoch, skąd miała się rozejść po butikach na całym świecie. Kontrakty zostały podpisane, ciuchy i dodatki czekały na transport. I wciąż czekają, bo termin wysyłki zbiegł się z gwałtownym wybuchem pandemii na Półwyspie Apenińskim. Projektantka została z kolekcją, w której zamroziła spore pieniądze. Oraz z załogą, 35 osobami, którym trzeba płacić pensje. – Wysłałam ludzi, z którymi współpracuję od 30 lat, na urlopy i zaczęłam się zastanawiać, co dalej – opowiada.

Włochy są jej drugim domem, ma tam wielu przyjaciół. I to właśnie od nich zaczęły napływać hiobowe wieści. Jedna z jej agentek straciła z powodu COVID-19 matkę i 17 -letnią córkę. – Pomyślałam, że spróbuję pomóc zatrzymać pochód koronawirusa w Polsce. Postanowiłam, że będziemy szyły maseczki, bo przecież nie wezmę się do przygotowywania następnej kolekcji – opowiada.

Minge zna wielu lekarzy oraz dyrektorów szpitali, bo współpracuje z nimi w ramach prowadzonej przez siebie fundacji Black Butterflies, która wspiera osoby z chorobami nowotworowymi. Chwyciła za słuchawkę: „Nie potrzebujecie maseczek?”. To był czas, kiedy SARS-CoV-2 nie pojawiał się u nas w codziennych rozmowach. Toteż reakcje były różne – od „Dziękuję, nie potrzebujemy”, po „Co ty, a po co?”. Ale wkrótce sami do niej zaczęli dzwonić. – Miałam zapas flizeliny, więc ruszyłam z produkcją. Razem z dziewczynami uszyłyśmy i przekazały za darmo ok. 30 tys. masek dla pracowników medycznych – relacjonuje.

Te „jej dziewczyny” co i raz przewijają się przez opowieść, jest z nimi związana i głównym jej problemem jest teraz to, jak je zatrzymać i utrzymać. Nie wyobraża sobie, że mogłaby którąś zwolnić. Dlatego zdecydowała się przyjąć zamówienie z Niemiec, teraz szyją maski dla jednej z tamtejszych sieci handlowych, tym razem już za pieniądze. Pytam, dlaczego nie wypuści w Polsce serii designerskich masek sygnowanych jej nazwiskiem. – To byłoby niestosowne – odpowiada. Ma żal do kolegów, którzy w ten sposób zarabiają na pandemii.

Plan na przyszłość? Na razie robi wszystko, żeby przetrwać i uratować firmę. – To nie jest pierwszy raz w życiu, kiedy zostaję z pustymi rękoma. Pierwszy raz było tak po rozwodzie, potem weszłam w spółkę z nieodpowiednimi ludźmi. Teraz ten wirus… Cóż, trzeba pomyśleć – uśmiecha się. I dodaje, że są na świecie większe nieszczęścia niż strata kasy. Niedawno, opowiada, pochowali podopieczną fundacji: miała 40 lat, była po chemii. Dostała zapalenia płuc, ale jako pacjentki onkologicznej nie chcieli jej przyjąć w żadnym szpitalu, bo pandemia, mają zakażonych, takie mają wytyczne. I już jej nie ma.


Pozostało 83% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane