Wzrost kosztów działalności przy spadku wpływów ze sprzedaży wody i braki kadrowe. To dziś największe bolączki branży wodociągowo-kanalizacyjnej, która apeluje o pomoc rządu.
Przedsiębiorstwa komunalne są dziś wystawione na ciężką próbę. Borykają się m.in. ze zmianami poziomów poboru wody spowodowanymi zaburzonym rytmem pracy firm i gospodarstw domowych. We znaki dają się także braki kadrowe, które – zwłaszcza w przypadku najmniejszych jednostek – grożą zatrzymaniem pracy zakładu.
Stąd też nie ustają w apelach o większe wsparcie dla sektora wod.-kan. w ramach najnowszej wersji tarczy antykryzysowej.
Reklama
Prace nad nią, jak zapowiadała minister rozwoju Jadwiga Emilewicz, powinny być na ostatniej prostej i zostać przedstawione w tym tygodniu. Branża czeka na nią z niecierpliwością, bo obecne rozwiązania – wprowadzone na mocy obowiązującej od 18 kwietnia tarczy 2.0 – choć oceniane pozytywnie, wciąż uznawane są za niewystarczające i niepełne.
Na plus branża zalicza m.in. zwolnienie z ZUS podmiotów, które zatrudniają do 49 osób. To rozwiązanie, które było pierwotnie skierowane tylko dla małych przedsiębiorstw. Zmiana, jak szacuje Izba Gospodarcza Wodociągi Polskie, największa organizacja branżowa w Polsce, która zrzesza ponad 500 przedsiębiorstw wod.-kan., może objąć ponad 25 proc. wszystkich jej członków.

Reklama

Utrata płynności

Wciąż problemem jest jednak mechanizm udzielania pomocy, który zdaniem IGWP może wykluczyć ze wsparcia część firm. Obecne regulacje zakładają bowiem, że z puli 100 mld zł przeznaczonej na trzyletnie (umarzalne pod pewnymi warunkami) pożyczki dla przedsiębiorców, będą mogły skorzystać również spółki komunalne, o ile odnotują spadek przychodów o 25 proc.
Jak jednak zwraca uwagę IGWP, przewidziane w ustawie preferencje pomogą wodociągowcom, ale nie wszystkim. – Nadal bez możliwości skorzystania ze wsparcia pozostaną niektóre przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne, które zagrożone zostały utratą płynności finansowej z uwagi na brak płatności od odbiorców usług, przy jednoczesnym braku spadku obrotów, lub też spadku, jednak poniżej progów przewidzianych w ustawie – przekonują.
Wodociągowcy obawiają się też, że wkrótce zaczną się u nich problemy z płynnością finansową. Powód? Przede wszystkim zmniejszona sprzedaż wody, czyli niższe wpływy, oraz nieregularne płatności. – Wielu z naszych klientów, co daje się zauważyć, opłaty za dostawę wody i odprowadzanie ścieków zostawia na sam koniec. Przed nami jest gaz i energia – mówi Tomasz Frąckowiak, prezes Stowarzyszenia „Lubuskie Forum Wodociągowe”.
Branża widzi też ryzyko niepłacenia przez szpitale obciążone obecnie wyższymi kosztami, a do tego dochodzi częściowa lub całkowita utrata należności od firm ogłaszających upadłość.

Pożyczanie pracowników

Problemy z finansami to jedno. Dużym wyzwaniem okazała się konieczność reorganizacji pracy, zwłaszcza w średnich i mniejszych jednostkach, w których pracują na zmianę zespoły jedno-dwuosobowe. Objęcie kwarantanną choćby jednego pracownika oznaczałoby w takim przypadku konieczność zawieszenia działalności przedsiębiorstwa.
Stąd też wiele spółek wprowadziło w ostatnich dniach wewnętrzne obostrzenia, by nie doprowadzić do czasowej blokady dostaw wody w dobie zarazy. – Nie chcieliśmy, aby ta wyjątkowa sytuacja krępowała nasze funkcjonowanie lub postawiła nas pod ścianą, gdyby wykwalifikowana, przeszkolona kadra trafiła na przymusową kwarantannę – wyjaśnia Józef Natonek, prezes Wodociągów Jaworzno.
Wiele przedsiębiorców idzie tym śladem i do minimum ogranicza obsługę osobistą. Na czas pandemii wiele firm wstrzymało wysyłanie pracowników w teren. Zamknięte są biura obsługi klienta i kasy, z których, jak tłumaczą przedstawiciele MPWiK w Piekarach Śląskich, korzystały do tej pory głównie osoby starsze, a więc najbardziej zagrożone w aktualnej sytuacji epidemiologicznej. Informacje udzielane są więc telefonicznie, e-mailowo i poprzez e-BOK. Taką decyzję podjęto m.in. w Nowym Sączu, Chrzanowie. Wiele wodociągów przygotowuje się więc na „pożyczanie” pracowników, którzy znają się na obsłudze urządzeń technicznych. Takie porozumienie zawarli już prezesi kilku przedsiębiorstw w województwie lubuskim.

Ochronią biznes?

Co ciekawe, w ostatnich dniach widać coraz więcej inicjatyw samorządów i przedsiębiorstw komunalnych, które próbują wyjść naprzeciw potrzebom mieszkańców i firm, oferując ulgi w opłatach za wodę lub znaczące obniżki.
O połowę niższe stawki za wodę na najbliższe trzy miesiące wprowadziła chociażby gmina Kunów (woj. świętokrzyskie), która przyjęła „własną” tarczę antykryzysową. Na podobny krok zdecydowały się władze Ostrowca Świętokrzyskiego, które postanowiły obniżyć ceny wody do złotówki za metr sześc. dla mieszkańców i firm. Ci pierwsi płacili wcześniej 4,14 zł, drudzy 5,13 zł. Różnicę pokryje miasto. Szacunkowo, w oparciu o dane z analogicznego okresu w ubiegłym roku, wprowadzenie dopłat na okres trzech miesięcy będzie kosztować budżet ponad 1,9 mln zł.
O własną „tarczę” pokusiło się też Zabrzańskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (ZPWiK). Zakłada ona, że mieszkańcy będą mogli złożyć wniosek o rozłożenie płatności na trzy raty lub, jeśli dokonują opłat w kasie, o przesunięcie terminu płatności do końca czerwca. Z preferencji będą mogły też skorzystać firmy, a także samorządowe i prywatne podmioty świadczące niekomercyjne usługi dla mieszkańców, jeżeli przestój w prowadzeniu działalności spowodował zmniejszone zużycie wody o co najmniej 30 proc. w stosunku do analogicznego okresu rozliczeniowego poprzedniego roku.
Eksperci obawiają się jednak, że takie obniżki dla firm i mieszkańców mogą w nadchodzących miesiącach okazać się bardziej wyjątkiem niż regułą. Bo jeżeli spadek wpływów spółek wod.-kan. się utrzyma, to bardziej uzasadnione byłoby raczej podwyższanie jednostkowych cen wody. Na taki ruch, w sytuacji pandemii i recesji, może jednak nie być politycznej zgody: ani po stronie samorządów, ani rządowego regulatora PGW „Wody Polskie”, który musiałby zaakceptować wyższe taryfy.
Problemem jest mechanizm udzielania pomocy, który zdaniem IGWP może wykluczyć ze wsparcia część firm