Uważam, że zmiany powinny były iść nie w kierunku wstrzymania czy przerwania terminu do złożenia wniosku upadłościowego, lecz wprowadzenia zasady, że z odpowiedzialności za niezłożenie takiego wniosku w terminie zwalnia samo złożenie wniosku restrukturyzacyjnego - mówi Norbert Frosztęga, adwokat, wspólnik w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.
Tak zwana tarcza 2.0 wprowadziła zmiany dotyczące upadłości. Otóż jeśli podstawa do ogłoszenia upadłości dłużnika powstała w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, a stan niewypłacalności powstał z powodu COVID-19, bieg terminu do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega przerwaniu. Słuszne rozwiązanie?
Nie. W istocie doprowadzi ono tylko do przesunięcia momentu, kiedy wnioski upadłościowe będą składane ‒ z chwili obecnej na czas po ustaniu epidemii. Jeśli bowiem przedsiębiorca stał się niewypłacalny wskutek COVID-19, to należy założyć, że tak długo jak stan epidemii będzie trwał, tak długo jego sytuacja nie ulegnie poprawie. A wręcz może się pogarszać. Czas na odbudowę sytuacji finansowej i przywrócenie zdolności płatniczej nastąpi zatem dopiero wtedy, gdy gospodarka zostanie odmrożona, czyli de facto gdy epidemia ustanie. Tymczasem skoro tarcza utrzymuje termin 30 dni na złożenie wniosku upadłościowego ‒ z tą tylko zmianą, że rozpocznie on bieg po ustaniu stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ‒ to wówczas, zamiast skupić się na ratowaniu firmy, przedsiębiorca zmuszony będzie przygotowywać wniosek upadłościowy. Trudno bowiem zakładać, że okres 30 dni wystarczy na uchylenie stanu niewypłacalności.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.