Niemcy przyznają, że mają ograniczone możliwości planowania wyjścia z pandemii.
W świąteczny poniedziałek niemiecka Narodowa Akademia Nauk, Leopoldina z Halle, przedstawiła długo oczekiwany plan wyprowadzania kraju ze stanu uśpienia. Główne założenia 19-stronicowej strategii, to stopniowe otwieranie szkół, uczelni wyższych i innych instytucji edukacyjnych. Zaczynając od tych przeznaczonych dla najmłodszych. Zajęcia miałyby być jednak prowadzone w jak najmniejszych grupach – maksymalnie do 15 osób.
Ożywieniu gospodarki, według 26-osobowej grupy ekspertów Leopoldiny, miałoby służyć zdjęcie ograniczeń z handlu detalicznego i branży hotelarsko-gastronomicznej. Ponownie można byłoby podróżować w celach prywatnych i biznesowych. Imprezy towarzyskie, kulturalne i sportowe mogłyby się odbywać przy zachowaniu środków ostrożności i pod warunkiem, że liczba zakażeń byłaby niska, a szpitale dobrze wyposażone. Naukowcy zalecili też noszenie masek zasłaniających usta i nos.
Reklama
Jeszcze przed opublikowaniem dokumentu kanclerz RFN Angela Merkel oznajmiła, że rekomendacje Leopoldiny będą odgrywały „bardzo ważną rolę” przy podejmowaniu decyzji przez rząd.
Zalecenia Akademii zostały jednak już we wtorek podważone przez prawdopodobnie największy niemiecki autorytet w sprawach koronawirusa – Lothara Wielera, szefa Instytutu Roberta Kocha (RKI), zajmującego się badaniami nad chorobami zakaźnymi. Podczas konferencji prasowej wytknął swoim kolegom z Leopoldiny, że nie podają konkretnych liczb, od których ma zależeć odblokowanie normalnego życia. Chodzi m.in. o współczynnik reprodukcji, czyli ile kolejnych osób zaraża jeden nosiciel koronawirusa. Zdaniem Wielera konieczne jest zbicie tego współczynnika poniżej 1. – Obecnie wynosi on 1,2. Widzimy spowolnienie, ale nie jest to wciąż jednoznaczny trend – podkreślił. Dodał też, że bardziej sensowne jest, by do szkół najpierw wracali starsi uczniowie.

Reklama
– Potrafią oni lepiej przestrzegać zasad dotyczących ograniczania kontaktu – uzasadniał szef RKI.
Z rozbrajającą szczerością ogłosił jednocześnie bezsilność nauki w formułowaniu planów wyjścia z lockdownu, bo nie może ona odwołać się do danych empirycznych z analogicznych sytuacji. – Takiej pandemii dotychczas nie było. (…) Trzeba będzie wiele (rozwiązań) wypróbować – spuentował.
Nie jest to dobra wiadomość dla niemieckich polityków, którzy właśnie spierają się o to, jak i kiedy zacząć proces reanimacji życia społecznego. W odróżnieniu od naukowców wybierani urzędnicy muszą brać pod uwagę nastroje społeczne. Według sondażu przeprowadzonego przez instytut badania opinii Civey dla tygodnika „Der Spiegel” 57 proc. Niemców wciąż uważa, że ograniczenia związane z pandemią mają sens.
Niepewność co do dalszych działań dotyczących walki z koronawirusem potęguje brak zgody między poszczególnymi niemieckimi krajami związkowymi. Nadrenia Północna-Westfalia i Berlin (który jest miastem na prawach landu) chcą jak najszybciej zacząć znosić ograniczenia. Bawaria z kolei mówi pośpiechowi stanowcze „Nein”. Dodatkowo w tle toczy się spór kompetencyjny między premierami landów a kanclerz Merkel, która nie wyobraża sobie, że każdy region wprowadzałby własne rozwiązania. Szefowa niemieckiego rządu wychodzi z założenia, że trzeba je koordynować na szczeblu centralnym.
Optymizmem nie napawają też najnowsze liczby. RKI podał w środę, że po czterech dniach spadków liczba zachorowań ponownie wzrosła. Od wybuchu pandemii w Niemczech wirusem zaraziły się 127 584 osoby. 3254 zmarły.
W chwili zamykania tego numeru DGP trwała telekonferencja Angeli Merkel z premierami niemieckich krajów związkowych, na której radzono, co zrobić z ograniczeniami, które obowiązują do 19 kwietnia.
57 proc. Niemców wciąż uważa, że ograniczenia mają sens