Pandemia jeszcze bardziej przyspieszyła rozwój e-handlu. Branża widzi w tym dla siebie szanse, ale i zagrożenia.
Handel online w Polsce / DGP
Handel internetowy przyspiesza. Wprawdzie przytkał się chwilowo w związku z gwałtownym wzrostem popytu, podobnie zresztą jak tradycyjne sklepy, ale w obecnej sytuacji dla wielu osób zrobienie zakupów w internecie jest najprostszą, o ile nie jedyną opcją. Dotyczy to tych, którzy znaleźli się w przymusowej izolacji, tych, którzy musieli zostać w domu ze względu na dzieci, które nie chodzą do żłobków, przedszkoli i szkół, albo dla tych, którzy zwyczajnie postanowili posłuchać rad fachowców od epidemii i unikać kontaktów z innymi ludźmi.
Bartosz Bolecki, analityk handlu detalicznego w firmie PMR, podkreśla pozytywy kupowania w sieci: można to zrobić o dowolnej porze i uniknąć dużych skupisk ludzkich. Z badań, m.in. tych przeprowadzonych przez BIG InfoMonitor („Wpływ niedziel wolnych od handlu na budżet domowy”), wynika też, że niemal połowa polskich konsumentów przekonała się, że e-handel jest wygodny, nie traci się czasu na dojazd, parkowanie czy stanie w kolejce.
Na korzyść e-handlu działają też ograniczenia dotyczące otwierania galerii i dużych sklepów. Wszak zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju dobra wciąż istnieje. Trzeba kupić nowe buty, bo idzie wiosna, czy sprzęt agd, który właśnie się zepsuł. − W tej sytuacji wielu klientów może podjąć pierwszą próbę zakupów w sieci. Jeżeli to doświadczenie będzie pozytywne, w przyszłości mogą częściej korzystać z kanału online − twierdzi Dariusz Józefiak, dyrektor departamentu marketingu w Santander Consumer Banku.
Kto ma szansę najbardziej zyskać na upowszechnianiu się zakupów online? Zdaniem ekspertów przede wszystkim te branże, gdzie doszło do zamknięcia większości sklepów stacjonarnych – odzież, obuwie, wyposażenie wnętrz, produkty dla dzieci czy rtv, agd i elektronika.
W branży agd/rtv udział kanału e-commerce w całości sprzedaży wynosi obecnie kilkanaście procent. W tym roku może wzrosnąć do kilkudziesięciu procent. Zakupy przeniosły się do internetu po tym, jak zostały zamknięte salony agd/rtv w galeriach handlowych. Media Expert zamknął z tego powodu połowę z ponad 480 sklepów.
Największymi wygranymi obecnej sytuacji mogą być internetowe sklepy spożywcze. − Pod koniec zeszłego tygodnia średnia wartość koszyka wzrosła o niemal 70 proc. w porównaniu do średniej z początku tego roku, dlatego zdecydowaliśmy o wprowadzeniu tymczasowych limitów w wysokości 100 sztuk na jedno zamówienie. Dzięki temu jesteśmy w stanie dostarczyć zakupy większej liczbie klientów − mówi Jacek Palec, prezes Frisco.pl. Cieszy się z rozwoju biznesu. − W zwykłych warunkach rośniemy na poziomie 20−30 proc. rok do roku, ale teraz tempo wzrostu przyspieszyło. Realizujemy mniej więcej dwukrotność tego, co przed wprowadzeniem stanu zagrożenia epidemicznego − uzupełnia. Wzrosty na poziomie kilkudziesięciu procent deklarują też inne e-sklepy spożywcze.
− Ogromny potencjał widać też w branży FMCG, gdzie internet stanowił jeszcze w 2017 r. jedynie 0,7 proc. całości sprzedaży. Segment ten rośnie aktualnie o 20 proc. rok do roku − wyjaśnia Bartosz Górecki, menedżer marki firmy merce.com, obsługującej rynek e-commerce.
Ostatnie dni pokazały też słabość polskiego e-commerce. Chodzi przede wszystkim o branżę spożywczą, która nie wyrabia się z realizacją zleceń. W efekcie w Auchan nie można już złożyć zamówienia, a w większości sklepów dostawy są proponowane dopiero na początek kwietnia. − Obecnie najbliższe wolne terminy sięgają już na trzy tygodnie w przód, podczas gdy na początku roku standardem była dostawa na następny dzień − przyznaje Jacek Palec.
Firmy pracują nad poprawą tej sytuacji. Platforma Shoper.pl oferująca gotowe oprogramowanie dla sklepu internetowego podlicza, że od początku marca − jej narzędzie testuje o jedną czwartą klientów więcej niż przed rokiem. − Obserwujemy dynamiczny przyrost przedsiębiorców, którzy mają sklepy stacjonarne i szybko chcą uruchomić sprzedaż online − mówi Artur Halik, menedżer działu sprzedaży w Shoper.pl.
Zdaniem ekspertów oczekiwane w tym roku tempo wzrostu na poziomie 20 proc. nie powinno zostać zachwiane, ale kluczową kwestią będą właśnie dostawy. Ważne jest więc, by nie doszło do zakłóceń w funkcjonowaniu firm kurierskich, a te mogą zostać spowodowane zwolnieniami lekarskimi, koniecznością zapewnienia opieki nad dziećmi czy w przypadku zaostrzenia sytuacji wprowadzeniem przez władze ograniczeń w przemieszczaniu się. – Ważne, by nie doszło do znaczącego wydłużenia czasu realizacji zamówień i w rezultacie do spadku zadowolenia klientów z zakupów internetowych. W dłuższej perspektywie czynnikiem hamującym może być przerwany łańcuch dostaw wpływający na zmniejszenie produkcji, zwłaszcza opartej na zaopatrzeniu z Chin − mówi Dariusz Józefiak.
Najwięcej mogą zyskać m.in. e-sklepy z odzieżą i sprzętem AGD