- Z punktu widzenia przepisów dotyczących ochrony roślin to, czy sadzonka lub nasiono zmieniło właściciela na podstawie umowy sprzedaży czy umowy zamiany, jest obojętne - mówi w wywiadzie dla DGP prof. dr hab. Bartosz Rakoczy.
Reklama

Przedsiębiorcy zajmujący się profesjonalnie sadzeniem, uprawą, przechowywaniem czy sprzedażą roślin przeznaczonych do sadzenia a także nasion niektórych warzyw i roślin ozdobnych muszą zostać wpisani do rejestru prowadzonego przez Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa, a sprzedawane przezeń sadzonki i nasiona muszą być wyposażone w tzw. paszport roślin. Urzędnicy upierają się jednak, że te obowiązki dotyczą nie tylko profesjonalistów, ale też hobbystów sprzedających choćby jedną roślinę przez internet. Wychodzą bowiem z założenia, że jeśli osoba fizyczna osiąga z tego tytułu korzyści finansowe, to oznacza, że jest zaangażowanie profesjonalne, a więc amator ogrodnik jest podmiotem profesjonalnym.

Przecież każdy sprzedawca uzyskuje korzyść, więc idąc tym tokiem rozumowania nie ma różnicy pomiędzy sprzedawcą amatorem, ćwierć amatorem a profesjonalistą. Ten kierunek interpretacji w ogóle niweczy sens wyjątku, którym ustawodawca chciał objąć hobbystów. Ten wyjątek od reguły stałby się bezprzedmiotowy. Poza tym mamy do czynienia z pogwałceniem szeregu reguł, standardów i zasad konstytucyjnych. Wszelkie obowiązki jakie mogą być nałożone na obywatela muszą mieć umocowanie w ustawie, która wyraźnie je przewiduje. Wyjątków nie można interpretować rozszerzająco. Taka wykładania w przypadku obowiązków jednostki jest niedopuszczalna. Możliwa jest tylko wykładania zwężająca zakres stosowania przepisów. Wykładnia nie może być podstawą prawną, bo to jest sposób rozumienia przepisów a nie sama norma. Poza tym trzeba pamiętać o zasadzie in dubio pro libertate mówiącej o tym, że w razie wątpliwości przepisy powinny być tłumaczone na korzyść wolności, a przeciw ograniczeniom.

prof. dr hab. Bartosz Rakoczy. Katedra Prawa Ochrony Środowiska i Publicznego Prawa Gospodarczego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. / DGP

Reklama

Zarówno Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi jak i PIORiN tłumaczą, że zwolnienie w przypadku sprzedaży roślin czy sadzonek przez amatorów dotyczy tylko sprzedaży stacjonarnej, np. na straganach podczas gdy sprzedaż internetowa ma co do zasady nieograniczony zasięg. A skoro celem ograniczeń jest ochrona roślin przed rozprzestrzenianiem się szkodzących im agrofagów, to taka interpretacja jest zgodna z celami prawodawcy unijnego i krajowego. Może taka wykładnia nie jest zgodna z literą prawa, ale oddaje jego ducha?

Wykładnia celowościowa przy przepisach ograniczających prawa i wolności jednostki jest niedopuszczalna. Tutaj można stosować tylko wykładnię językową. Ważne jest to, co ustawodawca napisał, a nie to co chciał napisać lub co zamierzał.

Z drugiej strony urzędnicy stoją na stanowisku, że wymiana roślin pomiędzy hobbystami jest dopuszczalna i nie rodzi po ich stronie obowiązków związanych z rejestrowaniem czy paszportowaniem roślin. Byle tylko nie było sprzedaży. I nagle ten nieograniczony zasięg, jaki daje internet, przestaje mieć znaczenie. I tego już nie rozumiem.

To już wygląda na zupełne zapędzenie się w kozi róg. Dla zapobieżenia skutkom, których prawodawca unijny chce uniknąć, sposób przeniesienia prawa własności - czy on się odbędzie na podstawie umowy sprzedaży, darowizny czy zamiany – nie ma żadnego znaczenia. Co innego, gdybyśmy rozmawiali o przepisach podatkowych - sprzedaż czy zamiana przekłada się na opodatkowanie czynności. Ale z punktu widzenia przepisów dotyczących ochrony roślin to, czy sadzonka lub nasiono zmieniło właściciela na podstawie umowy sprzedaży czy umowy zamiany jest obojętne. Tymczasem w kodeksie cywilnym jest to jest to odrębnie uregulowany rodzaj umowy. Prawo cywilne trudno się jednak przedziera mentalnie do tych rozwiązań.

Trzeba jednak oddać, że do tej pory posądzaliśmy urzędników o taką interpretację przepisów, która będzie wygodna dla organów. W tym przypadku restrykcyjna wykładnia zastosowana przez PIORiN przysparza im więcej pracy i obowiązków, którym inspekcji ciężko będzie sprostać. Na razie PIORIN wystosował informacje do wszystkich portali aukcyjnych, najpewniej licząc na zgłoszenia lub blokowanie sprzedaży roślin bez paszportów.

Ani unijne rozporządzenie, ani polska ustawa nie nakładają jakichkolwiek obowiązków na prowadzących te portale aukcyjne czy inne strony kojarzące strony umowy. Natomiast jeśli chodzi o egzekucję obowiązków, które miałyby objąć tak szeroki krąg odbiorców, to najprawdopodobniej organ nie będzie w stanie tego zrobić. Dlatego myślę, że prędzej czy później organ wycofa się z tej interpretacji. Jeśli nie pod wpływem krytycznych stanowisk doktryny, które pewnie się pojawią, to na pewno pod wpływem orzecznictwa, jeśli oczywiście się takowe pojawi.