Jeśli jesteś miłośnikiem ogrodnictwa i od czasu do czasu sprzedajesz wyhodowane przez siebie rośliny, lepiej zrób to na lokalnym bazarze czy targowisku. Wystawienie zaszczepki np. na portalu aukcyjnym może skończyć się nałożeniem kary administracyjnej w wysokości od 500 zł do 5 tys. zł, jeśli sprzedawca nie dołączy do rośliny specjalnego paszportu.

Wynika to z kontrowersyjnej interpretacji przepisów stosowanej zarówno przez Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa (PIORiN) – podmiot odpowiedzialny za egzekucję przepisów i nakładanie kar, jak i Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Są wątpliwości, czy taka wykładnia nie idzie zbyt daleko i czy jest zgodna z przepisami unijnymi.

W obawie przed szkodnikami…

Nowe wymogi dotyczące obrotu roślinami są związane z koniecznością ochrony przed agrofagami, czyli patogenami, szkodnikami i chwastami, które niekorzystnie wpływają na wydajność plonów roślin uprawnych. Szacuje się, że w Polsce straty powodowane przez agrofagi wynoszą ok. 15 proc. (na świecie nawet 35 proc.). Podpisana w ubiegłym tygodniu ustawa o ochronie roślin przed agrofagami czeka już tylko na publikację w Dzienniku Ustaw, a od połowy grudnia 2019 r. obowiązują unijne regulacje w tym zakresie: rozporządzenie parlamentu i Rady 2016/2031 w sprawie środków ochronnych przeciwko agrofagom roślin oraz w rozporządzenie 2017/625 w sprawie kontroli urzędowych i innych czynności urzędowych przeprowadzanych w celu zapewnienia stosowania prawa żywnościowego i paszowego.

Powyższe akty nakładają na podmioty zajmujące się uprawą czy handlem roślinami wiele obowiązków związanych z rejestracją w bazie PIORiN oraz paszportowaniem roślin. Co do zasady dotyczą one profesjonalistów, czyli zgodnie z art. 2 pkt 9 unijnego rozporządzenia 2016/2031 „każdej osoby prawa publicznego lub prywatnego, zaangażowanej profesjonalnie w przynajmniej jedną z takich czynności jak sadzenie, hodowla, produkcja (uprawa, mnożenie i utrzymywanie), wprowadzanie roślin na terytorium UE lub sprzedaż poza UE, udostępnianie na rynku, przechowywanie, gromadzenie czy przetwarzanie roślin”.

…przychód zdefiniował przedsiębiorcę

Jednak PIORiN na swojej stronie internetowej informuje, że „prowadzenie sprzedaży roślin do sadzenia i osiąganie z tego korzyści finansowych oznacza zaangażowanie profesjonalne, a więc amator ogrodnik/hobbysta, który prowadzi sprzedaż roślin, jest podmiotem profesjonalnym”. Jeśli więc – przekonuje PIORiN – dana osoba sprzedaje rośliny do sadzenia przez internet, to podlega obowiązkowi wpisu do rejestru, a sprzedawane rośliny muszą być zaopatrzone w paszport. Zdaniem PIORiN ogrodnik hobbysta nie musi być wpisany do rejestru, jeśli będzie się wymieniał z innym hobbystą. Wtedy też sadzonki będące przedmiotem wymiany nie muszą być wyposażone w paszport roślin.

Zapytaliśmy PIORiN, czy taka interpretacja nie jest sprzeczna z unijnymi regulacjami.

– W art. 81 ust. 1 rozporządzenia 2016/2031 określono wyjątek od wymogu zaopatrywania w paszporty roślin wszystkie rośliny przeznaczone do sadzenia, przemieszczane na terytorium UE i jednocześnie określono, że wyjątek ten nie ma jednak zastosowania do użytkowników ostatecznych, otrzymujących te rośliny w ramach sprzedaży poprzez umowy zawierane na odległość (np. internet) – tłumaczy Kalina Kłobukowska z Głównego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

Jak dodaje, taka interpretacja została uzgodniona z Komisją Europejską.

– Przywołany przepis rozporządzenia 2016/2031 jest jednoznaczny i wynika z zagrożeń związanych z internetowym obrotem materiałem roślinnym. Intencją przepisu jest bowiem zapobieganie rozprzestrzenianiu się agrofagów szczególnie szkodliwych dla roślin, które są przenoszone na dalsze odległości najczęściej właśnie z roślinnym materiałem rozmnożeniowym – dodaje Dariusz Mamiński z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Podkreśla, że obrót internetowy materiałem roślinnym z jednej strony pozwala na przemieszczanie roślin przeznaczonych do sadzenia w łatwy sposób na duże odległości, z drugiej zaś strony jest trudny do objęcia nadzorem, także w odniesieniu do jego skali.

– Z tego powodu w pracach nad rozporządzeniem 2016/2031 przyjęto, aby wyłączenie z obowiązku wydawania paszportów dla roślin przeznaczonych dla użytkowników ostatecznych nie obejmowało sprzedaży internetowej, niezależenie od skali tej sprzedaży – tłumaczą przedstawiciele resortu.

Kłopot w tym, że zarówno polskie przepisy kodeksu cywilnego czy ustawy o prawach konsumenta, jak i dyrektywa w sprawie praw konsumentów definiują umowę sprzedaży na odległość jako umowę pomiędzy przedsiębiorcą a konsumentem. Nie każda więc sprzedaż przez internet jest sprzedażą na odległość, bo jeśli osoba prywatna oferuje w sieci (np. na portalu aukcyjnym) rower czy płytę, to obydwie strony umowy są konsumentami.

Jednak zdaniem mec. Grzegorza Kanteckiego, radcy prawnego zajmującego się m.in. prawem związanym ze środkami ochrony roślin, interpretacja urzędników jest prawidłowa. Przytacza on pkt 43 preambuły rozporządzenia, który stanowi, że „paszporty roślin nie powinny być wymagane dla roślin, produktów roślinnych i innych przedmiotów dostarczanych bezpośrednio użytkownikom ostatecznym, w tym ogrodnikom amatorom. Należy jednak określić pewne wyjątki”. W ocenie mec. Kanteckiego takim wyjątkiem jest właśnie sprzedaż na odległość, wyraźnie wyłączona w art. 81 ust. 1 rozporządzenia 2016/2031, ponieważ w rozumieniu tego aktu prawnego każda sprzedaż przez internet jest sprzedażą na odległość bez względu na cechy sprzedawcy oraz nabywcy (podmiot profesjonalny lub amator).

Absurdy i brak logiki

Innego zdania jest mec. Krzysztof Gruszecki, autor komentarza do prawa ochrony środowiska. – Nie można intepretować art. 81 rozporządzenia w oderwaniu od preambuły, a także innych przepisów prawa unijnego. Obowiązek paszportowania roślin co do zasady spoczywa na podmiotach profesjonalnych i tylko do nich odnosi się zwolnienie z art. 81 dotyczące sprzedaży bezpośredniej i zastrzeżenie w lit. a tego przepisu, że ów wyjątek nie dotyczy sprzedaży na odległość – mówi radca prawny. – Ponadto z faktu, że jakaś osoba od czasu do czasu sprzeda coś przez internet, wcale nie wynika, że jest profesjonalistą. Taka interpretacja przepisów jest więc błędna – dodaje mec. Gruszecki.

Co więcej, stanowisko urzędników, pomimo odwoływania się co celów, jakie miały przyświecać prawodawcy unijnemu i krajowemu, jest pozbawione logiki. Przede wszystkim PIORiN zauważa, że „szkodliwe agrofagi, przenosząc się na roślinie, nie różnicują, jak i przez kogo została ona wyhodowana”, a większe wymogi dotyczące sprzedaży przez internet uzasadnia „potencjalny zasięg takiego przemieszczania roślin”. Jednocześnie jednak hobbyści amatorzy mogą się wymieniać roślinami (nawet przez internet), byle tylko nie uzyskiwali z tego powodu przychodu.

Jak się dowiedzieliśmy, PIORiN wystosował informacje o nowych wymogach do wszystkich portali aukcyjnych, a jednostki inspekcji otrzymały polecenie monitorowania ofert sprzedaży materiałów roślinnych wymagających zaopatrzenia w paszport roślin w ramach umowy zawieranej na odległość.

W pierwszej kolejności mają sprawdzać, czy dany podmiot dopełnił wymogu rejestracji w PIORiN (paszporty mogą być wydawane tylko przez zarejestrowane podmioty, które z tego tytułu są pod kontrolą PIORiN).

Pytanie tylko, skąd o obostrzeniach ma wiedzieć zwykły obywatel, skoro obowiązki nie wynikają wprost z żadnego przepisu?