Potencjalni inwestorzy mają problemy ze wskazaniem Trójmorza na mapie. Ma to zmienić powołana w Davos Rada Biznesu.
DGP
Skupiająca 12 krajów środkowoeuropejskich Inicjatywa Trójmorza (3SI) miała się koncentrować na współpracy gospodarczej. Ale przez cztery lata kluczowe projekty infrastrukturalne nie wzbudziły wystarczającego zainteresowania zagranicznych inwestorów. Prezydent Andrzej Duda przyznaje, że mimo pozytywnych zmian, kraje Trójmorza wciąż napotykają na ekonomiczne i infrastrukturalne blokady. Nadal wymagają też znaczących inwestycji. Jak mówił wczoraj w Davos, na rozwój połączeń transportowych, energetycznych i cyfrowych w regionie wciąż potrzebne jest ok. 1 bln euro.
Przyciągnięcie inwestorów będzie jednym z zadań właśnie powołanej na Światowym Forum Ekonomicznym Rady Biznesu Rosnącej Europy. To ciało ma skupiać kluczowe firmy z regionu. Na razie w inicjatywę zaangażowało się 12 przedsiębiorstw: PZU, Banca Comercială Română, Bolt, Bulpros, Exponea, Gedeon Richter, OTP Bank, Bank Pekao, Prezi, Riko Group, Triglav Group i UiPath. Firmy nie reprezentują wszystkich krajów Trójmorza, ale pomysłodawca Rady Biznesu prezes PZU Paweł Surówka liczy, że z każdego z 12 państw dołączą co najmniej po dwie, trzy firmy.
Reklama
– Pomysł powstał w toku rozmów z globalnymi inwestorami. Większość kierunków ich inwestycji na rosnące rynki to Rosja, Brazylia, Indie, Chiny, RPA. Kiedy pytałem, dlaczego, okazywało się, że nie była to tylko kwestia wzrostu, ale także skali – mówił Surówka. Kłopot Europy Środkowej polega na tym, że w oczach inwestorów nie jest ona traktowana jako jeden spójny region. – Jeśli pozycjonujemy naszą markę na rynku amerykańskim lub brytyjskim, nie mówimy o sobie jako o firmie środkowoeuropejskiej. To dzisiaj nie wchodzi w grę, ale mam nadzieję, że wkrótce się zmieni – podkreśla Peter Irikovský, prezes słowackiej firmy Exponea, dostarczającej narzędzia dla sklepów internetowych.

Reklama
Rada Biznesu nie ma na razie siedziby. Ta kwestia ma się dopiero rozstrzygnąć w najbliższym czasie. Ambasador USA Georgette Mosbacher uważa, że sprawnie działająca Rada Biznesu może wynieść Trójmorze na poziom operacyjny. – To bardzo ważne, by Trójmorze miało swoją markę, by było miejsce, do którego można zadzwonić i zadać pytanie. Tego brakowało – podkreślała. Radziła też powołanie specjalnego wysłannika reprezentującego Trójmorze i częste, comiesięczne spotkania.
– Dla mnie jako ambasadora kluczowe jest, by mieć do kogo zadzwonić. Jeśli chcę zaangażować inwestora, muszę wiedzieć, komu mam go przedstawić – dodała Mosbacher. Trójmorze znajdzie się na mapie inwestorów, jeśli będzie miało konkretny biznesplan i będzie jasno komunikowało swoje cele i osiągnięcia. – Okres debat i rozmów powinien szybko przejść do etapu wykonania. Egzekucja powinna się skupiać na bardzo konkretnych sprawach – wtórował amerykańskiej ambasador prezes Bridgewater David McCormick. Szeroka koncepcja grozi utknięciem na etapie rozmów i konferencji bez końca.
Rada Biznesu ma dopiero nabrać wiatru w żagle. Okazją do skonsolidowania współpracy środkowoeuropejskich przedsiębiorstw będzie szczyt w Tallinnie w czerwcu. Kraje bałtyckie, które na początku podchodziły do Trójmorza z rezerwą, są coraz bardziej zainteresowane inicjatywą. Gospodarz najbliższego szczytu, estoński premier Jüri Ratas stawiał wczoraj na współpracę cyfrową. Prezydent Łotwy Egils Levits podkreślał z kolei, że dla regionu ważne są kolejowa Rail Baltica i rozwój połączeń gazowych mających gwarantować bezpieczeństwo energetyczne regionu.
Trójmorze na samym początku budziło obawy w Brukseli, czy w granicach UE nie powstaje projekt alternatywny dla Wspólnoty. Chęć rozwiania tych obaw była jedną z przyczyn niewłączenia do 3SI państw pozaunijnych, np. Ukrainy. Dyplomata jednego z krajów Beneluksu mówił wczoraj DGP, że postrzeganie w Europie Zachodniej Trójmorza zaczęło się jednak zmieniać. – Zwłaszcza nowa Komisja Europejska stawia na jedność Wspólnoty. Mamy dużo globalnych graczy w regionie. Europą Środkową interesują się Chiny. Unia nie może pozwolić sobie na rozedrganie – podkreślał.