W ciągu dwóch lat liczba terminali płatniczych wzrosła o połowę. Ale żeby rynek dalej się rozwijał, potrzeba nowych zachęt.
Transakcje kartami płatniczymi / DGP
W ciągu dwóch ostatnich lat liczba terminali płatniczych wzrosła w Polsce z 600 tys. w 2017 r. do ok. 900 tys. Dzięki temu Polska pod względem wielkości sieci przebiła się z 7. miejsca od końca do unijnej średniej. Obecnie to ok. 24 terminale na tysiąc mieszkańców, podczas gdy na początku programu było ich 16 – wynika z danych fundacji Polska Bezgotówkowa. Stawia sobie ona za cel wejście do pierwszej piątki UE, ale jak przyznał podczas Impact Fintech prezes fundacji Mieczysław Groszek, „żeby rynek dalej się rozwijał, musi być jakiś nowy impuls, bo efekt przyciągania standardowymi subwencjami już wygasa”.
Reklama
Z badań przeprowadzonych we wrześniu przez zespół naukowców z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu wynika, że nadal występują tzw. białe plamy płatnicze. To na ogół wsie wystarczająco duże, żeby miały punkty handlowo-usługowe, ale zbyt małe, by liczba klientów i transakcji zachęcała do inwestowania w terminale płatnicze. Główną barierą jest przekonanie o zbyt wysokich prowizjach od transakcji kartami – wskazało na to aż 34 proc. ankietowanych. I to mimo sukcesu prowadzonego przez fundację programu, umożliwiającego instalację i obsługę terminalu za darmo przez pierwszy rok; po upływie tego czasu prowizje wahają się w przedziale 0,4–0,7 proc. od transakcji. Ok. 32 proc. tych, u których można płacić tylko gotówką, uważa, że ma zbyt mało klientów, by wprowadzić płatności bezgotówkowe, kolejne 28 proc. wskazuje na zbyt niskie obroty. A 27 proc. jest zdania, że nie stać ich na instalację i utrzymanie terminala płatniczego.
– Skupiamy się na precyzyjnym lokalizowaniu „białych plam” – obszarów, regionów lub branż, gdzie nadal płatności gotówkowe górują. Pozwala nam to dopasować sposób podejścia i dobrać narzędzia, którymi dysponujemy i my, i agenci rozliczeniowi – mówił prezes Groszek. Takim narzędziem mogą być dodatkowe zachęty oferowane przez agentów rozliczeniowych. – Może to być np. wyższe czy dłuższe dofinansowanie w powiatach, w których dziś jest mało terminali, a agenci rozliczeniowi widzą w danym regionie potencjał. To samo może odnosić się do konkretnych branż, w których terminali jest mniej – mówi Mieczysław Groszek.
Inna droga to dalszy postęp technologiczny, który jeszcze bardziej obniży koszty. Mogą to być rozwiązania skrojone pod potrzeby konkretnych branż. – Dla sektora usług domowych może to być wygodny w obsłudze terminal typu SoftPOS – stwierdził prezes fundacji. SoftPOS – od Software Point of Sale – to nic innego, jak aplikacja na smartfony umożliwiająca płatności kartą.
Kolejny sposób to oddolne wymuszenie przez klientów na sprzedawcach tej formy płatności. Z badań UMK wynika, że prawie 80 proc. Polaków za najbardziej preferowaną formę płatności wskazało kartę płatniczą, bankowość internetową lub płatność innym urządzeniem (np. telefonem lub zegarkiem). Jednocześnie dwie trzecie z tych, którzy przyjmują tylko gotówkę, skłonna byłaby wprowadzić płatność kartą, gdyby wielu klientów się tego domagało. Motywująco zadziałałoby też zainstalowanie terminali przez konkurencję, na co wskazuje 31 proc. badanych. Brak prowizji od transakcji to argument dla 27 proc.
W rządzie poprzedniej kadencji powstał pomysł, by zobowiązać sprzedawców ustawowo do umożliwienia płatności bezgotówkowych. Bo rynek w niektórych obszarach sam się nie jest w stanie wyregulować. Zwracał na to uwagę podczas dyskusji na Impact Fintech m.in. Krzysztof Polończyk, prezes spółki First Data, która jest agentem rozliczeniowym transakcji bezgotówkowych. – Tam, gdzie jest jeden sprzedawca, kupujący nie mogą „głosować nogami” – stwierdził Krzysztof Polończyk.
Choć nad projektem pracowano niemal przez całą poprzednią kadencję, to ustawa – jak ją potocznie nazywano – o obowiązkowych terminalach nigdy nie wyszła z rządu. Obecny rząd ma wrócić do pomysłu, bo zakłada on też „ucyfrowienie” niektórych rozliczeń z administracją, jak np. możliwość zapłaty podatku kartą w urzędzie skarbowym. Poprzednia wersja utknęła jednak, bo wiele instytucji zgłosiło swoje zastrzeżenia. Na przykład takie, że skoro przedsiębiorców zobowiązuje się do przyjmowania płatności bezgotówkowych, to powinno się ich też zobowiązać do sprzedawania za gotówkę. Bo w polskim prawie nie jest to takie jednoznaczne.