Dotąd na przeszkodzie w wykazywaniu przez bank zysku stało tworzenie rezerwy na ryzyko kursowe. Ale Rada Polityki Pieniężnej pogodziła ogień z wodą.
Reklama
Na kilka miliardów złotych ekonomiści PKO BP szacują potencjalną wpłatę zysku Narodowego Banku Polskiego do przyszłorocznego budżetu. Wpłata będzie możliwa dzięki dokonanej w minionym tygodniu zmianie zasad rachunkowości banku centralnego. Obecni członkowie Rady Polityki Pieniężnej zweryfikowali reguły wprowadzone dwie kadencje temu.
Albo rezerwa, albo zysk / DGP
– Poprzedni system mieliśmy od 2010 r. On się sprawdzał, był dobrym pragmatycznym rozwiązaniem, ale dużo się zmieniło. Nasze rezerwy są ponad dwukrotnie większe. Ryzyko kursowe jest dużo większe. Trzeba było podjąć działania, które zapewnią większą stabilność banku, stabilność wyniku finansowego – uzasadnia Adam Glapiński, prezes NBP i przewodniczący RPP.

Wczoraj i jutro

Dotychczas obowiązywała prosta zasada: dopóki NBP wykazuje w bilansie straty z lat poprzednich, dopóty wszystkie wypracowywane dochody idą na rezerwę na ryzyko kursowe w taki sposób, by rezerwa równoważyła te straty. Dzięki temu bank centralny nie powinien mieć ujemnych funduszy własnych.
Ekonomiści wskazują, że głęboko ujemne kapitały zmniejszają wiarygodność banków centralnych. W przypadku NBP problemu nie było do 2007 r. Wtedy strata wyniosła kilkanaście miliardów złotych. Była spowodowana dużym umocnieniem złotego. Gdy kurs złotego idzie w górę, maleje wyrażona w krajowej walucie wartość rezerw dewizowych zarządzanych przez NBP. Z księgowego punktu widzenia pojawia się ujemny wynik.
Proste pokrycie go zyskiem w kolejnych latach nie wchodziło w grę. Zgodnie z ustawą o NBP niemal cały dochód idzie do budżetu państwa. Na powiększenie kapitału jest przeznaczane 5 proc. zysku.
Teraz ma obowiązywać większa elastyczność: rezerwa nadal będzie tworzona, ale nie z całego dochodu. Pójdzie na nią połowa różnicy między zrealizowanymi zyskami kursowymi (pojawiają się wtedy, gdy bank dokona transakcji, np. sprzeda amerykańskie obligacje skarbowe, które wchodzą w skład rezerw) i niezrealizowanymi stratami (gdy z powodu zmian kursów walutowych złotowa wartość niesprzedanych obligacji maleje).

Odpowiedź na potrzeby

– Ta decyzja nie wygląda na decyzję o charakterze monetarnym w odpowiedzi na niską inflację. Jest to odpowiedź na wyjątkowo pilne potrzeby finansowania obietnic kampanijnych – komentuje Mateusz Szczurek, były minister finansów.
Przedstawiciele banku centralnego nie ukrywają, że celem zmiany jest wspomożenie budżetu. Gdyby jej nie było, w tym roku NBP musiałby wykazać co najmniej 8 mld zł zysku, żeby osiągnąć docelowy poziom rezerwy. Dopiero od tego momentu zacząłby zarabiać dla budżetu. Teraz do wyjątków będą należały lata, w których zysku nie będzie. Gdyby nowe zasady obowiązywały w przeszłości, na dodatni wynik banku centralnego nie można by liczyć tylko w latach wyjątkowo silnego umocnienia złotego, jak w 2013 i 2017 r.
Z szacunków DGP wynika, że z zysku NBP w ubiegłym roku do budżetu trafiłoby niemal 1,7 mld zł.
„Wzrost wyniku z tytułu zrealizowanych różnic kursowych w 2018 r. był spowodowany głównie wzrostem wolumenu sprzedaży walut obcych w warunkach średniorocznego wzrostu różnicy między kursem średnim NBP a średnim kosztem zasobu walut obcych” – napisał NBP w raporcie rocznym za 2018 r.
– Nowy sposób tworzenia rezerwy zachęca do tego, żeby realizować zysk. Ale niekoniecznie musi to oznaczać zachętę do podejmowania ryzyka – uważa Piotr Bielski, ekonomista Santander Bank Polska.
Inaczej mówiąc, nowe zasady będą mobilizowały do dokonywania transakcji, żeby pojawiły się „różnice zrealizowane”.
Według Adama Glapińskiego nowa metoda tworzenia rezerwy na ryzyko sprawi, że docelowo będzie ona kilkakrotnie większa niż ta, która obowiązywała dotychczas. Biorąc pod uwagę rezerwę i wielkość przychodów z ub.r., zrównoważenie straty z lat poprzednich zabrałoby prawie siedem lat. Ale nowe zasady nie określają docelowego poziomu rezerwy.
„W 2018 r. dochód z działalności inwestycyjnej związanej z zarządzaniem rezerwami dewizowymi, bez uwzględnienia zrealizowanych i niezrealizowanych różnic kursowych, wyniósł 3,0 mld zł” – podaje NBP.
Miliardy na plusie (lub na minusie)
Banki wchodzące w skład amerykańskiej Rezerwy Federalnej miały w ub.r. 63 mld dol. łącznego zysku. A do budżetu przekazały kwotę nawet o 2 mld dol. wyższą. W uproszczeniu – Fed oddaje wszystko to, co zarabia na odsetkach od posiadanego długu państwa i jego agencji. Samych obligacji skarbowych miał w końcu ub.r. grubo ponad 2 bln dol. Do tego dochodzi 1,7 bln dol. zadłużenia agencji federalnych.
Bank Szwajcarii jeszcze w 2017 r. miał zysk w wysokości ponad 54 mld franków (kwota w dolarach była podobna). Ale w ub.r. zanotował już prawie 15 mld franków straty.
Bank Japonii w ostatnim roku obrachunkowym (zakończonym w marcu) miał niemal 590 mld jenów zysku. W rekordowym roku finansowym 2014/2015 zysk przekroczył bilion jenów, czyli 8,5 mld dol.
Na tym tle skromnie wygląda ubiegłoroczny zysk Europejskiego Banku Centralnego, który wyniósł 1,6 mld euro.
W grupie największych banków centralnych jest również Ludowy Bank Chin, dysponujący największymi na świecie rezerwami walutowymi. Ta instytucja nie opublikowała jeszcze raportu za 2018 r., a w dokumencie dotyczącym poprzedniego roku informacji o wyniku finansowym nie sposób znaleźć.