Kto powinien ponieść koszty nieprzewidzianych prac (np. odwodnieniowych), które nie dały się przewidzieć na etapie przetargu: czy przyjmująca zlecenie profesjonalna firma budowlana, czy może zamawiający? Czy możliwe jest żądanie od firmy budowlanej odszkodowania za źle wykonany dom, które kilkukrotnie przewyższa wypłacone jej wynagrodzenie? Czy brak umowy na piśmie z generalnym wykonawcą wpływa na możliwość zwrócenia się do inwestora o solidarną zapłatę?

Nad tymi m.in. pytaniami pochyliły się w tym roku Sąd Najwyższy i sądy apelacyjne, które rozstrzygały konflikty pomiędzy firmami budowlanymi a zamawiającymi. Mimo że wokandy sądowe są pełne spraw na tle umów o roboty budowlane, uczestnikom procesu inwestycyjnego wciąż się zdarza błędnie ocenić swoją sytuację prawną. Dlatego przygotowaliśmy zestawienie wyroków sądów istotnych dla branży budowlanej, które zapadły w ciągu 2019 r. Warto, by się z nimi zapoznał każdy przedsiębiorca z tej branży. Wnioski mogą być pomocne przy podpisywaniu umów lub też przy rozwiązywaniu konfliktów między zamawiającymi a wykonawcami robót budowlanych.

za nieprecyzyjny opis zamówienia odpowiada zamawiający

Teza: Wykonawca budowlany ma obowiązek działania jak profesjonalista. Nie oznacza to jednak, że musi uwzględniać wszelkie ryzyka, jakie mogą wystąpić w toku wykonywania prac. Odpowiada on za okoliczności możliwe do przewidzenia.
Stan faktyczny. Wykonawca kanalizacji sanitarnej domagał się od zamawiającego zapłaty wynagrodzenia dodatkowego za roboty odwodnieniowe. Dokumentacja techniczna udostępniona w toku przetargu wskazywała punkty, w których konieczna będzie realizacja prac odwodnieniowym. W praktyce jednak warunki miejsca realizacji kanalizacji okazały się zdecydowanie trudniejsze, a zakres potrzebnych odwodnień wykraczał dalece poza wskazany przez zamawiającego. Po zwyczajowej wymianie uprzejmości („Poproszę o wynagrodzenie dodatkowe”, „To leżało w waszym zakresie”) i przegranych wykonawcy w dwóch instancjach sprawa trafiła na wokandę Sądu Najwyższego.
Uzasadnienie. SN oceniając sytuację stron, poczynił wiele uwag istotnych zarówno dla wykonawców zamówień publicznych, jak i zamawiających. Przede wszystkim podkreślił, że wykonawca zobowiązuje się do realizacji zakresu zadania wyznaczonego umową oraz załączoną do niej dokumentacją. Skoro zaś dokumentacja wskazywała miejsca, w których należało prowadzić prace odwodnieniowe, to objęte były one zakresem zadania. SN podkreślił przy tym, że na zamawiającym spoczywa obowiązek jednoznacznego i wyczerpującego opisu przedmiotu zamówienia.
W uzasadnieniu wyroku znalazło się też omówienie standardu staranności, którym powinien wykazywać się profesjonalny wykonawca. SN trafnie zaakcentował, że zawodowy charakter jego działalności nie oznacza, że można wymagać od niego perfekcjonizmu na punkcie weryfikacji wszystkich aspektów związanych z zamówieniem. Sąd zauważył, że nawet specjalistyczny instytut badający w sprawie treść dokumentacji uznał, że jej interpretacja jest jednoznaczna.
SN nie zgodził się z opinią sądu apelacyjnego, że z uwagi na to, że rzetelne badania geologiczne wiązałyby się z kosztem porównywalnym do budżetu samego wykonania kanalizacji, to zamawiający mógł ich nie zlecać, a wykonawca powinien uwzględnić w swojej ofercie wynikające z tego ryzyko. W ocenie SN jeżeli bowiem zamawiający zaznaczył w dokumentacji miejsca, w których występuje woda, co oznacza konieczność wykonania odwodnienia, a z dokumentacji wprost i jednoznacznie nie wynikało, że są to jedynie przykładowe miejsca, to wykonawca nie miał obowiązku zakładać wystąpienia wody również w innych miejscach. Wniosku tego nie podważały zawarte w dokumentach umownych ogólnikowe stwierdzenia, że wykonawca ma wykonać wszystkie roboty niezbędne do realizacji przedmiotu umowy.
Odnosząc się do zdolności oceny ryzyka na potrzeby złożenia oferty, której można oczekiwać do wykonawcy, SN podkreślił, że ocena owego ryzyka powinna być możliwa na podstawie opisu przedmiotu zamówienia, z uwzględnieniem wizji lokalnej terenu, na którym mają być wykonywane roboty. W związku z tym, jeżeli dokumentacja (w tym SIWZ) nie została sporządzona w jasny i jednoznaczny sposób, a wizja lokalna nie dawała podstawy do zakwestionowania opisu przedmiotu zamówienia i zwrócenia uwagi zamawiającemu, to jego, a nie wykonawcę obciąża ryzyko nieprzewidzianych zdarzeń.
SN nie zgodził się także z argumentacją sądu II instancji co do konsekwencji pytań wykonawcy na etapie przetargu. Już na etapie postępowania o udzielenie zamówienia wykonawca wystąpił z pytaniami dotyczącymi badań geologicznych. Zamawiający zastosował jednak strategię znaną rodzicom pięciolatków, tj. „Wiem, ale nie powiem”. Odpowiedział, że badania posiada, ale nie zamierza ich udostępniać, ponieważ wszystkie informacje potrzebne do sporządzenia oferty zawiera dokumentacja techniczna udostępniona wykonawcom. SA uznał, że wykonawca nie drążąc dalej tematu, podjął ryzyko niedokładnych informacji. SN zajął stanowisko przeciwne o 180 stopni – uznał, że to zamawiającego udzielającego nieprecyzyjnych wyjaśnień obciążają negatywne skutki z tego wynikające.
Komentarz. Wyrok SN oceniam jako wyraz zdrowego rozsądku. Właściwie rozkłada on odpowiedzialność za konsekwencje zaniedbań pomiędzy wykonawcą i zamawiającego. Dobitnie pokazuje też, jak istotna jest precyzja opisu zamówienia.
Wyrok SN z 4 lipca 2019 r., sygn. akt IV CSK 363/18

gdy dom trzeba postawić od nowa, odszkodowanie może być wyższe niż wynagrodzenie

Teza. Realizacja robót z wadami na tyle istotnymi, że ich usunięcie wymaga zniszczenia ich efektu oraz ponownego wykonania, może doprowadzić do konieczności zapłaty przez wykonawcę odszkodowania przewyższającego wynagrodzenie, które miał uzyskać na podstawie umowy.
Stan faktyczny. Inwestor dochodził przed sądem zapłaty przez wykonawcę domu drewnianego kwoty ponad 300 tys. zł. Wynagrodzenie wykonawcy za realizację obiektu strony ustaliły na 60 tys. zł. Roboty były dotknięte tak licznymi wadami, że opinia biegłego mogłaby ograniczyć się do nieśmiertelnego branżowego pytania „Panie, kto to panu tak… zepsuł?!”. Zgromadzone dowody doprowadziły sąd I instancji do wniosku, że dla doprowadzenia domu do stanu zgodnego z umową konieczna jest jego rozbiórka i ponowne wykonanie. Sąd uznając, że nie jest w stanie precyzyjnie określić kwoty, na którą zasługuje inwestor, stwierdził, że adekwatne będzie 180 tys. zł.
Z oceną taką zgodził się sąd II instancji. Dorzucił swoje trzy grosze, dodając do argumentacji, że nie można, jak chciał tego wykonawca, kalkulować odszkodowania należnego inwestorowi przy założeniu przeprowadzenia tylko prac naprawczych, bez rozbiórki budynku. Sąd apelacyjny podkreślił, że inwestor powinien dostać od wykonawcy dom zgodny z projektem, przepisami prawa i zasadami sztuki. A skoro osiągnięcie takiego rezultatu wymaga doprowadzenia do opcji zero i ponownej realizacji robót wykonawcy – pozostaje pogodzić się z myślą, że nie będzie to jego najbardziej rentowny kontrakt.
Uzasadnienie. Sąd Najwyższy oceniając spór, odwołał się do ugruntowanego w orzecznictwie poglądu, zgodnie z którym inwestor może wybrać, czy w przypadku nieprawidłowego wykonania robót zamierza dochodzić swoich praw na podstawie przepisów o rękojmi czy tych regulujących reżim odszkodowawczy związany z nienależytym wykonaniem umowy. W omawianej sprawie inwestor skorzystał z tej drugiej drogi. Wykonawca zarzucał sądom, że niewłaściwie podeszły do kalkulacji szkody, przyjmując, że równa jest ona kwocie, którą inwestor musiałby wydatkować dla usunięcia wad. SN nie podzielił jednak tego zarzutu. Powtórzył stanowisko wyrażone już w swoich wyrokach, zgodnie z którym, jeżeli naprawienie szkody ma nastąpić przez zapłatę odszkodowania, to jego wysokość może zostać przyjęta jako równa kosztom odtworzenia budynku, gdy jego wady są tego rodzaju, że uzasadniają konieczność jego ponownego wybudowania.
Komentarz. Orzeczenie pokazuje, że w interesie wykonawcy, rezultaty pracy którego dotknięte są istotnymi wadami, leży polubowne zakończenie sporu z inwestorem. Jeżeli zdecyduje się on na dochodzenie swoich praw przed sadem, może się to okazać dotkliwe dla finansów wykonawcy. W tej konkretnej sprawie zapłacił on trzykrotnie wyższe odszkodowanie niż wynagrodzenie, które miał uzyskać za wykonanie budynku. Ryzyko to jest o tyle istotne, że sądy konsekwentnie uznają, że odpowiedzialność odszkodowawcza może być przez inwestora dochodzona nawet po wygaśnięciu rękojmi.
Wyrok SN z 8 marca 2019 r., sygn. akt III CSK 106/17

waloryzacja tylko ponad kwotę mieszczącą się w ryzyku

Teza. Nawet jeżeli wykonawca przekona sąd, że wystąpiły podstawy podwyższenia umówionego ryczałtu, nie przysługuje mu cała kwota wzrostu kosztów. Powinien otrzymać jedynie pokrycie straty w tej części, która wykracza poza poziom zwykłego ryzyka kontraktowego.
Stan faktyczny. Wykonawca dochodził od zamawiającego 1,7 mln zł zapłaty tytułem podwyższenia wynagrodzenia ryczałtowego w związku z poniesieniem rażącej straty wskutek gwałtownych zmian cen materiałów budowlanych. Sąd okręgowy w pierwszym podejściu zasądził na rzecz wykonawcy niemal 1,5 mln zł, jednak rozpoznając spór po reprymendzie od sądu apelacyjnego, ponownie oddalił powództwo w całości. Sąd uznał, że skala podwyżki cen materiałów nie była nadzwyczajna, a profesjonalny przedsiębiorca budowlany miał możliwość przewidzenia zmiany cen materiałów budowlanych. Z uwagi na to sąd nie dopatrzył się podstaw do podwyższenia ryczałtu zarówno na podstawie art. 3571, jak i art. 632 par. 2 kodeksu cywilnego (dalej: k.c.).
Kiedy sprawa trafiła na wokandę Sądu Najwyższego po raz pierwszy, nie podzielił on argumentacji sądów powszechnych. Uznał, że wzrost o 23,87 proc. cen materiałów, w tym ponad poziom inflacji o 16 proc., przedmiotowy zasięg tego wzrostu obejmujący zdecydowaną większość materiałów budowlanych i tempo tego wzrostu mogły świadczyć o wystąpieniu podstaw waloryzacji z art. 632 par. 2 k.c. Przekazał więc sprawę do ponownego rozpoznania sądowi apelacyjnemu.
Biegły powołany przez sąd apelacyjny ustalił, że strata wykonawcy wyniosła 991 tys. zł. Kwota ta stanowiła różnicę pomiędzy 1 494 838,37 zł, czyli wzrostem wartości kosztorysowej robót wynikającym wyłącznie ze wzrostu cen materiałów w 2007 r., a kwotami 333 621,65 zł oraz 94 735,33 zł stanowiącymi kalkulowany zysk wykonawcy odpowiednio za 2007 i 2006 r. Sąd ustalił także na podstawie opinii biegłego, że w 2007 r. ceny materiałów wzrosły o 42,4 proc., podczas gdy w poprzednich latach wzrosty cen wynosił nie więcej niż 10 proc. Sąd wrzucił wszystkie wskazane liczby w kalkulator i przyznał wykonawcy kwotę 495 735,40 zł, tj. 50 proc. wyliczonej przez biegłego straty wykonawcy. Sąd apelacyjny uznał, że kwota ta stanowi adekwatne obciążenie obu stron umowy kosztami wzrostu realizacji.
Uzasadnienie. Kiedy strony znowu miały przyjemność spotkać się z Sądzie Najwyższym, usłyszały w jego wyroku, że sąd apelacyjnie ponownie pobłądził. Wykonawca zarzucał SA, że błędnie obciął kwotę ustaloną przez biegłego o połowę, ponieważ wykonawca powinien otrzymać rekompensatę całości poniesionej przez siebie straty. SN zgodził się z nim o tyle, że także w jego ocenie SA przyjął niewłaściwe kryteria ustalenia kwoty należnej wykonawcy. SN podkreślił jednak, że w waloryzacji na podstawie art. 632 par. 2 k.c. chodzi o takie podwyższenie wynagrodzenia, które spowoduje, że strata nie będzie rażąca, a nie o podwyższenie, które zrekompensuje całość grożącej bądź już poniesionej straty. Innymi słowy, podwyższenie wynagrodzenia powinno zostać zasądzone na rzecz wykonawcy w takim stopniu, żeby zniwelować tę część straty, w przypadku której możemy mówić o jej rażącym stopniu. Wszystko, co jest poniżej, stanowi zwykłą stratę objętą ryzykiem kontraktowym i nie podlega wyrównaniu. Z tymi instrukcjami SN ponownie wypisał sądowi apelacyjnemu skierowanie do dodatkowego pochylenia się nad tematem.
Komentarz. Waloryzacja wynagrodzenia jest w ostatnim czasie tematem poruszanym tak często, że nawet szeregowi pracownicy firm budowlanych trafili na niego w mediach branżowych tyle razy, że mogą zgrabnie wplatać ten wątek w luźne pogawędki na placu budowy „Piękną pogodą mamy tego października, będziemy mogli nadrobić wszystkie opóźnienia. A przy okazji – uważam, że rozróżnienie pomiędzy «nadzwyczajną zmianą okoliczności», o której mowa w art. 3571 k.c. a przesłanką «zmiany stosunków» warunkującą zastosowania art. 632 par. 2 k.c. jest w najnowszym orzecznictwie traktowane dalece zbyt restrykcyjnie, co prowadzi do zapadania rozstrzygnięć wypaczających ideę obu instytucji”. Dokonane przez SN rozróżnienie pomiędzy stratą mieszczącą się w ryzyku kontraktowym oraz rażącą stratą oznacza w praktyce po stronie wykonawcy konieczność określenia, na jakim pułapie kwotowym skończyło się jego zwykłe ryzyko i rozpoczęła się rażąca strata.
Wyrok SN z 24 maja 2019 r., sygn. akt I CSK 218/18

bez pisemnej umowy podwykonawca nie skorzysta z solidarnej zapłaty przez inwestora

Teza. Małe firmy budowlane realizujące roboty o nieznacznej wartości traktują czasami dokument umowy jako zbędną formalność i wykonują prace na podstawie ustnych ustaleń. Na tle treści art. 6471 k.c. sprzed nowelizacji z 2017 r. sytuacja taka prowadzi do braku możliwości skorzystania z solidarnej odpowiedzialności inwestora.
Stan faktyczny. Podwykonawca podjął się realizacji robót o wartości blisko 200 tys. zł. Podstawą ich wykonywania było zlecenie skierowane przez generalnego wykonawcę do podwykonawcy, które regulowało podstawowe warunki realizacji zadania, takie jak zakres robót i wysokość wynagrodzenia. Dokument ze strony generalnego wykonawcy został podpisany przez członka zarządu wraz z prokurentem, a ze strony podwykonawcy – przez kierownika budowy.
Po wykonaniu prac i przeprowadzeniu odbiorów generalny wykonawca przedstawił inwestorowi kosztorysy powykonawcze, w których jako wykonawca wskazany był podwykonawca. Ten ostatni wystawił fakturę VAT dokumentującą wynagrodzenie za zrealizowane roboty. Nie została ona jednak uregulowana ani przez generalnego wykonawcę, ani przez inwestora.
Odwołując się do zasady solidarnej odpowiedzialności, podwykonawca zdecydował się dochodzić zapłaty od inwestora na drodze sądowej. Oceniające sprawę sądy I i II instancji zauważyły, że w rzeczywistości między generalnym wykonawcą a podwykonawcą nie doszło do zawarcia umowy. Stało się tak, ponieważ podpisujący zlecenie kierownik budowy nie był upoważniony do składania oświadczeń woli w imieniu podwykonawcy. Tymczasem przed zmianą przepisów w 2017 r. umowa podwykonawcza musiała zostać dokonana w formie pisemnej pod rygorem nieważności. Mimo to sąd apelacyjny uznał, że w sprawie występują podstawy do przyjęcia solidarnej odpowiedzialności inwestora. Oparł to na argumencie, że skoro odpowiedzialność ta dotyczyła „zawierającego umowę z podwykonawcą”, to wystarczające jest wystąpienie jedynie „zawierania” umowy, a nie definitywne jej zawarcie.
Uzasadnienie. Kiedy sprawa trafiła przed Sąd Najwyższy, krótko, kategorycznie i – co najważniejsze – trafnie skrytykował on taką interpretację. Podkreślił, że obowiązek zachowania formy pisemnej umowy podwykonawczej nie budzi wątpliwości. Wobec tego brak papieru oznacza brak umowy. Brak umowy natomiast prowadzi do braku możliwości powstania solidarnej odpowiedzialności inwestora. Nie może on bowiem wyrazić zgody na zawarcie umowy, która nie istnieje.
Komentarz. Zmiana zasad solidarnej odpowiedzialności przeprowadzona w 2017 r. przyniosła ze sobą zniesienie wymogu zachowania dla umów podwykonawczych formy pisemnej pod rygorem nieważności. Wnioski płynące z orzeczenia mają jednak w pełni zastosowanie do kontaktów zawartych na gruncie poprzedniej wersji przepisów. W takich przypadkach podwykonawcy, którzy nie zawarli pisemnej umowy, powinni rozważyć, czy nie zdołają uzyskać zapłaty, powołując się na bezpodstawne wzbogacenie.
Wyrok SN z 21 marca 2019 r., sygn. akt II CSK 32/18

przerwanie biegu przedawnienia zawezwaniem do próby ugodowej wymaga precyzji

Teza. Zawezwanie do próby ugodowej jest krokiem procesowym chętnie wykorzystywanym przez firmy budowlane dla kupienia sobie przesunięcia przedawnienia spornych roszczeń. Jednak skuteczne działanie w tym zakresie wymaga zadbania o detale zarówno na etapie zawezwania do próby ugodowej, jak i późniejszego procesu.
Stan faktyczny. W toku sporu pomiędzy wykonawcą a zamawiającym o zapłatę na rzecz tego pierwszego 206 tys. zł kary umownej z tytułu odstąpienia przez niego od umowy istotną kwestią stało się podnoszone przez zamawiającego przedawnienie roszczenia. Wykonawca w I instancji świętował zwycięstwo, jednak jego sytuacja zmieniła się o 180 stopni, kiedy sprawa trafiła na wokandę sądu II instancji.
Uzasadnienie. Sąd apelacyjny, w odróżnieniu od sądu okręgowego, uznał, że wykonawca nie zdołał wybronić się przed zarzutem przedawnienia. Nie zmieniły tego podnoszone przez wykonawcę argumenty dotyczące próby ugodowej przeprowadzonej pomiędzy stronami z jego wniosku. Sąd apelacyjny powtórzył obecny w wyrokach sądów pogląd, że zawezwanie do próby ugodowej przerywa przedawnienie wyłącznie w odniesieniu do wskazanych w nim roszczeń. Oznacza to, że muszą one zostać sprecyzowane na tyle konkretnie, żeby można było ustalić, jakie kwoty strona wzywająca do próby ugodowej położyła na stół do negocjacji. Dotyczy to zarówno wysokości poszczególnych roszczeń, jak i ich charakteru prawnego. Jeżeli wnioskodawca nie spełni tych wymogów, to nie uzyska efektu w postaci przerwania biegu przedawnienia. SA uznał, że w taki sposób należy ocenić działanie wykonawcy.
Sąd wytknął wykonawcy, że miał obowiązek udowodnić okoliczności dowodzące przerwania biegu przedawniania. Tymczasem ograniczył się on do przedłożenia protokołu z posiedzenia pojednawczego wywołanego wnioskiem. Nie przedstawił natomiast samego wniosku. Wobec tego sąd nie miał możliwości zweryfikowania, czy rzeczywiście próbą ugodową objęto roszczenie dochodzone przez wykonawcę w procesie sądowym. Sąd zauważył przy tym, że pomiędzy stronami toczy się wiele postępowań sądowych dotyczących różnych roszczeń. Nie mógł więc domniemywać, że próba pojednawcza dotyczyła akurat roszczenia dochodzonego pozwem w tej konkretnej sprawie. Końcowo SA zaakcentował też, że uczestnikiem postępowania z wniosku o zawezwanie do próby ugodowej był Rejonowy Zarząd Infrastruktury w S., pozwany przez wykonawcę w procesie, a nie Skarb Państwa. Z tych względów SA uznał, że wykonawca nie udowodnił przerwania biegu przedawnienia.
Komentarz. Opisana sprawa powinna motywować dla uczestników procesów budowlanych do precyzji przy redagowaniu wniosku o zawezwanie do próby ugodowej oraz późniejszym dowodzeniu przerwania biegu przedawnienia dzięki jego użyciu.
Na marginesie można zaznaczyć, że w sprawie sąd rozpatrywał też kilka ciekawych wątków dotyczących gwarancji zapłaty wynagrodzenia wykonawcy. To brak jej złożenia był podstawą odstąpienia przez wykonawcę od kontraktu. Sąd uznał m.in., że nawet podnoszona przez zamawiającego okoliczność, że wykonawca deklarował mu wycofanie żądania złożenia gwarancji, a następnie nie wywiązał się z tej deklaracji, kiedy strony nie osiągnęły porozumienia co do warunków aneksu zmieniającego wynagrodzenie, nie wyłączała możliwości odstąpienia od umowy przez wykonawcę.
Wyrok SA w Szczecinie z 4 września 2019 r., sygn. akt I AGa 49/19

ryczałt a zakres robót wskazany w siwz

Teza. Zamawiający nie może powoływać się skutecznie na ryczałtowy charakter wynagrodzenia, jeżeli nieścisłości w przygotowanym przez niego przedmiarze skutkują poniesieniem przez wykonawcę kosztów o ok. 50 proc. danej pozycji kosztorysowej.
Stan faktyczny. W spornej sprawie wykonawca dochodził zwrotu od zamawiającego nienależnego świadczenia o wartości 1 mln zł, które spełnił w związku z realizacją zamówienia publicznego na rewitalizację linii kolejowej. Wykonawca działając w formule zaprojektuj i wybuduj, miał zająć się m.in. oczyszczeniem tłucznia, jego uzupełnieniem i ponownym zabudowaniem jako warstwy podtorowej.
Po przystąpieniu do realizacji robót szybko stało się jasne, że wskazane przez zamawiającego dane geotechniczne są niezgodne z rzeczywistością. Wobec dużo większych ubytków tłucznia niż zadeklarowane w SIWZ wykonanie zadania wymagało poniesienia znacznie wyższych nakładów finansowych. Zamawiający powołując się na ryczałtowy charakter wynagrodzenia żądał wykonania zamówienia za ustalone wynagrodzenie, niezależnie od nieścisłości w przedmiarach. Odmówił też wykonawcy powołania wspólnej komisji, której zadaniem miało być porównanie warunków rzeczywistych na terenie robót z wynikającymi z dokumentacji przetargowej. W związku z koniecznością zakupu ponadwymiarowej ilości tłucznia wykonawca poinformował, że oczekuje z tego tytułu dodatkowej zapłaty. Po dokonaniu odbiorów wystawił fakturę VAT na stosowną kwotę. Nie została ona jednak uregulowana przez zamawiającego.
Uzasadnienie. Spór między stronami znalazł swój finał w sądzie. Po zapoznaniu się z dowodami sąd pierwszej instancji przychylił się do stanowiska wykonawcy. Ocenił, że podstawowym wątkiem w sprawie było ustalenie, czy koszt zakupu dodatkowego kruszywa, który powstał w związku z niedoszacowaniem zamawiającego, mieści się w wynagrodzeniu ryczałtowym.
Na korzyść wykonawcy przemawiało to, że przed złożeniem oferty zwrócił się do zamawiającego z zapytaniem o ilość tłucznia konieczną do uzupełnienia. W odpowiedzi zamawiający potwierdził wartości wskazane w SIWZ. Rozważając zachowanie należytej staranności przez wykonawcę, sąd uznał, że uczestnicy przetargów przygotowując oferty, zachowują pewne rezerwy, nie można jednak wymagać, aby sięgały one blisko 50 proc. wartości danej pozycji kosztorysowej, jak miało to miejsce w opisywanym przypadku. Zdaniem SO wykonawca został wprowadzony przez zamawiającego w błąd co do rozmiaru zleconych prac i nie można go obciążać skutkami tej pomyłki. Nie zgodził się także z argumentami zamawiającego, co do konieczności przeprowadzenia przez wykonawcę własnych badań przed złożeniem oferty.
Również treść ustawy z 29 stycznia 2004 r. – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1843, ost. zm. Dz.U. z 2019 r. poz. 2020) wskazuje, że zakres świadczenia wykonawcy wskazany w umowie powinien odpowiadać treści oferty. W świetle tego wykonawcy nie może obciążać ryzyko nieprzewidzenia rozmiaru prac wynikające z nierzetelnego opisu przedmiotu zamówienia.
Niezadowolony z rozstrzygnięcia zamawiający odwołał się od wyroku. Jednak sąd apelacyjny podzielił w całości stanowisko sądu I instancji i oddalił apelację.
Komentarz. Taka decyzja wpisuje się w aktualną linię orzeczniczą, która ogranicza przerzucanie ryzyka na wykonawców zamówień publicznych.
Wyrok SA w Warszawie z 22 lutego 2019 r., sygn. akt VII AGa 574/18

odstąpienie od umowy o roboty budowlane jest nieodwracalne

Teza. Strona kontraktu składając oświadczenie o odstąpieniu od niego, musi mieć świadomość, że nie będzie mogła cofnąć tego kroku. Gdyby się rozmyśliła, musiałaby zawrzeć z kontrahentem kolejną umowę.
Stan faktyczny. W toku realizacji zamówienia publicznego, którego przedmiotem była modernizacja budynku koszar, ujawniły się błędy projektowe powodujące konieczność realizacji robót zamiennych. Wykonawca zgodził się zrealizować je w ramach pierwotnej kwoty wynagrodzenia. Wnosił jedynie o odpowiednią zmianę terminu realizacji umowy. Niezależnie jednak od negocjacji warunków aneksu wezwał zamawiającego do przekazania gwarancji zapłaty wynagrodzenia. Po tym, jak zamawiający nie przekazał gwarancji w wyznaczonym terminie, wykonawca złożył oświadczenie o odstąpieniu od umowy na podstawie art. 6494 par. 1 k.c. Niecały tydzień po złożeniu tego oświadczenia strony podpisały aneks, w którym wykonawca zobowiązał się do zakończenia prac w wydłużonym terminie.
Sądy I i II instancji uznały, że wykonawca skutecznie odstąpił od umowy. Istotny element argumentacji w tym zakresie wywołał podniesiony w apelacji zamawiającego zarzut, że podpisanie aneksu terminowego przez wykonawcę, które miało miejsce już po złożeniu oświadczenia o odstąpieniu, stanowiło de facto cofnięcie przez wykonawcę oświadczenia o odstąpieniu od umowy. Sąd apelacyjny podkreślił, że skuteczne oświadczenie o odstąpieniu od umowy definitywnie prowadzi do jej wygaśnięcia. Jeżeli oświadczenie dotrze do adresata, to nie może zostać odwołane nawet za jego zgodą.
Uzasadnienie. Sąd apelacyjny podkreślił, że praktyczną konsekwencją definitywności oświadczenia o odstąpieniu jest to, że zgodę adresata oświadczenia na jego cofnięcie należy traktować jako przyjęcie oferty zawarcia umowy kreującej taki sam, lecz już nie ten sam stosunek prawny. Strony ustalają więc, że kontynuują współpracę na dotychczasowych zasadach, jednak w rzeczywistości wiąże je nowa umowa.
Komentarz. Ma to doniosłe konsekwencje w odniesieniu do zamówień publicznych, które charakteryzują się sztywnymi procedurami prowadzącymi do zawarcia umowy.
Wyrok SA w Szczecinie z 10 lipca 2019 r., sygn. akt I ACa 565/18