- Za rok powinniśmy mieć zobowiązania do faktycznego wydatkowania środków na poziomie około miliarda euro. Docelowa wartość Funduszu Trójmorza to 3–5 mld euro - mówi w rozmowie z DGP Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego, jednego ze współzałożycieli Funduszu Trójmorza.
DGP
Dziś rozpoczyna się w Warszawie spotkanie szefów banków rozwoju i resortów rozwoju z krajów Trójmorza. Czego będzie dotyczyć?
Inicjatywa Trójmorza ma trzy wymiary: prezydencki, rządowy i ekonomiczny. Fundusz Trójmorza ma wesprzeć rozwój gospodarczy regionu, oczywiście na zasadach rynkowych, komercyjnych. Spotkanie, które dziś się odbywa, będzie dotyczyło dalszego wspólnego budowania funduszu. Na spotkanie do Warszawy przyjeżdżają przedstawiciele banków i instytucji rozwoju, a także odpowiednich ministerstw z krajów Trójmorza.
Tego typu spotkania pokazują, jak poważnym i jednocześnie złożonym przedsięwzięciem jest ten projekt. W przyszłym miesiącu mamy natomiast drugie spotkanie rady nadzorczej funduszu – tym razem w Tallinie. Liczymy, że tak częste kontakty pozwolą nam utrzymać dotychczasowe, bardzo wysokie tempo prac nad funduszem.
Na jakim etapie organizacyjnym jest fundusz?
Od maja ub.r. regularnie co miesiąc spotykają się przedstawiciele 10 instytucji finansowych z regionu. To niespotykane na skalę globalną. To dało podstawy, by we wrześniu ub.r. podpisać na szczycie w Bukareszcie list intencyjny w sprawie Funduszu Trójmorza. Później rozpoczęliśmy zapraszanie instytucji międzynarodowych, jak Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, Europejski Bank Inwestycyjny i Bank Światowy. W maju tego roku został podpisany akt założycielski funduszu, który został zarejestrowany w Luksemburgu.
Dlaczego tam?
Poprowadzenie funduszu na podstawie prawa któregokolwiek z państw Trójmorza, z koniecznością pogodzenia ich różnych interesów, ale też potrzebą zapewnienia praw inwestorów zewnętrznych byłoby niemożliwe. A regulacje luksemburskie są zrozumiałe i akceptowalne dla inwestorów z całego świata.
Założycielami funduszu były Polska i Rumunia. Zapowiedziały łączną wpłatę rzędu ponad pół miliarda euro. Czy od wiosny ktoś dołączył?
Fundusz jest otwarty dla 11 państw, które mogą występować jako główni sponsorzy, główni uczestnicy ze statusem założyciela. W radzie funduszu mamy już – prócz Polski i Rumunii – przedstawiciela Czech.
To jest skomplikowany projekt. Nie wszędzie jest tak jak w Polsce, gdzie bank rozwoju sam dysponuje środkami i może samodzielnie zdecydować o przystąpieniu do takiego wehikułu. Są kraje, w których wymagana jest do tego decyzja rządu, a środki muszą być zagwarantowane w ustawie budżetowej. Niektóre kraje mają rozpisane ścieżki wydatkowania pieniędzy.
Za rok powinniśmy mieć zobowiązania do faktycznego wydatkowania środków na poziomie około miliarda euro. Docelowa wartość funduszu to 3–5 mld euro.
Wspomniała pani o inwestorach zewnętrznych. To będą międzynarodowe instytucje rozwoju jak EBOR czy EBI?
Międzynarodowe instytucje finansowe to druga grupa inwestorów. Będzie jeszcze trzecia – inwestorzy prywatni. Na świecie jest np. wiele funduszy emerytalnych, w Japonii czy Australii, które są gotowe zaangażować się w fundusze inwestycyjne, bo gwarantują im znacznie wyższą stopę zwrotu niż – powiedzmy – depozyty w jenach.
Oni nie będą mieli wpływu na decyzje dotyczące np. wyboru projektów do sfinansowania, ale będą zarabiać na udziale w funduszu. Na podstawie wyników naszego zaangażowania w funduszu Marguerite spodziewamy się, że będzie tu można liczyć na stopę zwrotu w granicach 7–9 proc. Choć mówimy o horyzoncie inwestycji rzędu nie trzech do pięciu, ale raczej 15 lat.
Wyboru projektów będą dokonywać kraje członkowie funduszu?
To będzie rola portfolio menedżerów.
Kto będzie pełnił tę rolę?
Jesteśmy w procesie negocjacyjnym. Nazw na razie nie mogę zdradzić. To będzie od jednego do trzech podmiotów z doświadczeniem międzynarodowym w prowadzeniu dużych projektów infrastrukturalnych.
Inwestorzy prywatni, o których pani mówi, często nie chcą finansować określonego rodzaju projektów. Na przykład energetyki konwencjonalnej. Czy to nie będzie przeszkoda?
Są sprawdzone mechanizmy „wygrodzenia” środków. Jeśli jakiś inwestor ma ograniczenia statutowe czy inne oczekiwania, a mielibyśmy np. do czynienia z finansowaniem gazociągu, to można w prosty sposób oddzielić jego środki.
A jeśli chodziłoby nie o gaz, ale o węgiel?
Polska przykłada ogromną wagę do tego, by budować inne źródła energii po to, by wychodzić sekwencyjnie z węgla. I dzisiaj nie jesteśmy wcale największym emitentem CO2.
W samej strategii funduszu jest zaś założenie, że inwestycje muszą dotyczyć przynajmniej dwóch państw lub wpływać znacząco na przynajmniej dwa państwa. Jestem też czasem pytana, czy ze środków funduszu będzie budowany Centralny Port Komunikacyjny. Odpowiedź brzmi: nie.
Kiedy fundusz faktycznie zacznie inwestować?
Projekty to już odpowiedzialność portfolio menedżerów. Oni będą je oceniać pod kątem zgodności ze strategią inwestycyjną i generowanej stopy zwrotu. Wszyscy chcielibyśmy, żeby projekty pojawiły się jak najszybciej, jeszcze przed osiągnięciem docelowej wielkości funduszu.
Czyli kiedy?
W ciągu najbliższych tygodni jesteśmy w stanie podpisać umowy z zarządzającymi. Oni mają już pewne pomysły projektów. Ale nie chcę o nich mówić przed podpisaniem umów. Chcemy przedstawić to w sposób profesjonalny. Wbicia pierwszej łopaty spodziewałabym się w I kw. przyszłego roku.
Pierwsze informacje były takie, że fundusz ma się angażować w infrastrukturalne projekty transportowe, energetyczne i cyfrowe. Które najpierw?
Transportowe będą najtrudniejsze. Gdybyśmy chcieli np. zbudować całkiem nową kolejową linię cargo łączącą porty na Bałtyku i Adriatyku, potrzebne byłoby zaangażowanie rządów. W energetyce możliwe byłoby np. finansowanie farm fotowoltaicznych, które byłyby wpięte do międzynarodowego systemu. Stosunkowo najprostsze wydają się projekty cyfrowe.
Czy Fundusz Trójmorza nie będzie konkurencją dla środków unijnych?
Takie zarzuty są zupełnie nieuprawnione. Spędziliśmy dziesiątki godzin, podróżując i przekonując, że fundusz będzie dla nich dobrym uzupełnieniem. Potrzeby inwestycyjne w regionie Trójmorza są szacowane na 600 mld euro. Pieniądze unijne sfinansują niewielką część tych potrzeb. Poza tym fundusz będzie angażował się w projekty realizowane na zasadach rynkowych. Koniec końców to będzie wręcz oznaczało, że jakaś część pieniędzy zostanie do dyspozycji rządów – dzięki funduszowi zapotrzebowanie na nie będzie mniejsze.