Idea szuka zewnętrznego inwestora. Getin Noble opracowuje nowy plan naprawy. Obecny główny właściciel w tym roku do nich nie dokłada.
– Na początku października złożymy do Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego nowy plan naprawy, o który byliśmy poproszeni. Dopiero po zatwierdzeniu tego dokumentu będziemy mówili więcej, jak to się będzie rozwijało – mówił na piątkowym spotkaniu z dziennikarzami Artur Klimczak, prezes Getin Noble Banku. Odnosił się do pytania DGP o zamiary dotyczące dokapitalizowania banku i ewentualnego udziału w nim Leszka Czarneckiego, głównego udziałowca.
Z informacji przekazanych przez bank wynika, że niedobór kapitału wynosił w połowie roku 1,6 mld zł. Tyle brakowało do spełniania wszystkich wymogów narzuconych przez krajowy nadzór. Według Macieja Kleczkiewicza, członka zarządu GNB, instytucja spełnia i to ze „znaczącymi buforami” wszystkie normy europejskie. W ten sposób finansista uzasadniał, dlaczego nie ma podstaw do zastosowania w przypadku GNB „przejęcia za złotówkę”. Mechanizm ten pozwala na szybkie przejęcie – i uratowanie w ten sposób – banku pogrążonego w kłopotach. Wprowadzono go na przełomie ubiegłego i tego roku. Niedługo po tym, jak na jaw wyszła rozmowa Leszka Czarneckiego z Markiem Chrzanowskim, byłym przewodniczącym KNF. Chrzanowski wspomniał w niej o „planie Zdzisława”, który sprowadzałby się właśnie do przejęcia banku. Chodziło o Zdzisława Sokala, poprzedniego prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.
Gdy wiosną ub.r. wyszły na jaw duże straty Getin Noble Banku, Leszek Czarnecki zagwarantował, że do końca 2019 r. instytucja zostanie dokapitalizowana kwotą rzędu miliarda złotych. W grę wchodziły nie tylko nowe emisje akcji, ale również sprzedaż długu z możliwością zamiany na akcje. W ub.r. zamknięto dwa podwyższenia kapitału – w sumie o 390 mln zł. Na ten rok planowano emisję akcji o wartości 100 mln zł, jednak dotychczas do niej nie doszło.
Reklama
Obejmowanie nowych emisji GNB wiąże się z natychmiastowymi stratami. Nominalna wartość akcji – czyli cena minimalna emisji – to 2,73 zł. Bieżący kurs akcji wynosi zaś ok. 0,4 zł.
W I półroczu Getin Noble Bank miał niemal ćwierć miliarda złotych straty przy 54 mld zł sumy bilansowej.

Reklama
Idea Bank, kontrolowany przez Leszka Czarneckiego za pośrednictwem giełdowego Getin Holdingu, stracił w pierwszej połowie roku 80 mln zł (w II kw. miał symboliczny zysk). Jego aktywa to 20,6 mld zł. Tu również są niedobory kapitału. Według zarządu, gdyby Idea połączyła się z innym bankiem, powinien on dysponować zapasem rzędu pół miliarda złotych. I to już w sytuacji, gdyby Idea Bank zdołał ograniczyć skalę działania. W planach jest pozbycie się wierzytelności leasingowych, które stanowią około połowy bilansu.
Idea ma szansę na pozyskanie zewnętrznego inwestora. W ubiegłym tygodniu bank informował o dopuszczeniu do szczegółowego badania ksiąg funduszu private equity. Jerzy Pruski, szef Idei, nie chciał nic mówić na temat potencjalnego inwestora. Nie chciał powiedzieć, czy w dokapitalizowaniu banku mógłby wziąć udział Czarnecki lub kontrolowane przez niego podmioty.
Opracowanie nowego planu naprawy Getin Noble Banku stało się konieczne w związku z konsekwencjami ubiegłorocznej „afery Chrzanowskiego”. Gdy wybuchła, oba banki kontrolowane przez Czarneckiego zmagały się z dużym odpływem depozytów. Musiały zaciągnąć ratunkowe pożyczki w Narodowym Banku Polskim i znacząco podwyższyć oprocentowanie. Dziś ich stawki są już niższe, ale podwyższone oprocentowanie wciąż odbija się na wynikach finansowych. – To, co działo się w listopadzie ubiegłego roku, cofnęło nas o rok w dochodzeniu do rentowności – stwierdził Artur Klimczak. W 2019 r. Getin Noble nie spodziewa się zysku, co oznacza, że będzie czwarty rok pod kreską.
Niedobór kapitału w GNB wynosił w połowie roku 1,6 mld zł
mBank bez niemieckiej matki
Pod koniec tego tygodnia ma być opublikowana nowa strategia Commerzbanku – drugiego pod względem skali działania gracza na niemieckim rynku. Ze wstępnych informacji wynika, że będzie ona przewidywała sprzedaż mBanku. Niemcy mają niemal 70 proc. jego akcji o wartości przekraczającej 9 mld zł. Pozyskane środki pozwolą na szybszą realizację nowej strategii instytucji z siedzibą we Frankfurcie.
„Sprzedaż prowadziłaby do zmniejszenia aktywów ważonych ryzykiem o ok. 17 mld euro i uwolnienia kapitału własnego w Commerzbanku. Planowana sprzedaż mBanku wymagałaby zgód regulatorów” – zaznaczył Commerzbank w piątkowym komunikacie prasowym.
Niemcy weszli do akcjonariatu polskiej firmy – wtedy działającej pod szyldem Banku Rozwoju Eksportu – w pierwszej połowie lat 90. W ostatnich latach byli raczej barierą dla rozwoju. Ponad 10 lat temu mBank otworzył oddziały w Czechach i na Słowacji. Szerzej wyjść za granicę nie mógł, bo musiałby konkurować ze spółką matką.