Mimo szybkiego wzrostu konsumpcji i dochodów gospodarstw domowych hurtownie handlowe przechodzą trudne chwile. Dwóch na trzech ich odbiorców zalega z płatnościami dłużej niż dwa miesiące.
DGP
To dane z najnowszego badania małych i średnich firm, zleconego przez Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor. Wynika z niego, że handel przoduje pod względem skali zatorów płatniczych. 63,2 proc. respondentów z tej branży sygnalizuje, że ich kontrahenci zalegają z zapłatą dłużej niż 60 dni. W transporcie, znajdującym się na drugim miejscu tego zestawienia, należności opóźnione o dwa miesiące i dłużej sygnalizuje 54,7 proc. firm. Z tym, że w tej branży sytuacja się poprawia: jeszcze w I kw. przedsiębiorców borykających się z tak dużym przeterminowaniem faktur było 61,6 proc. W handlu mamy zaś wyraźne pogorszenie.
Jak to możliwe, skoro konsumpcja prywatna w tym roku przyspiesza, rosną płace, a bezrobocie jest na rekordowo niskim poziomie? Teoretycznie to powinno być doskonałe podłoże do wzrostu rentowności w handlu.
Reklama
Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu, tłumaczy jednak, że nie każdy w handlowym łańcuchu dostaw jest w stanie dużo ugrać na poprawiającej się koniunkturze. I akurat małe i średnie hurtownie są w dość trudnej sytuacji. Bo producenci właśnie ich kosztem próbują osiągnąć wyższe marże na swoich produktach. Nie mogą tego zrobić w relacjach z silnymi na rynku sieciami dyskontowymi. Jednocześnie najważniejszy klient hurtowni, czyli mały i średni sklep, też ma zwykle problem z płynnością, próbując nawiązać walkę konkurencyjną z sieciami handlowymi oferującymi niższe ceny. A z badań BIG InfoMonitora wynika, że najczęstsza przyczyna opóźnienia w zapłacie to właśnie problemy z płynnością, na ten powód wskazuje ponad 58 proc. pytanych firm.
Inna odpowiedź na pytanie, dlaczego rentowność handlu nie poprawia się mimo dobrej koniunktury, może być ukryta w danych o inflacji.
Wzrost konsumpcji przyspieszył z 3,9 proc. w I kw. do 4,4 proc. w II kw., a dochody gospodarstw domowych – według szacunków ekonomistów ING Banku Śląskiego – mogły wzrosnąć nawet o 9 proc., ale nie przełożyło się to na jakiś istotny wzrost sprzedaży detalicznej. Zdaniem ekspertów banku stało się tak dlatego, że duża część pieniędzy jest wydawana na usługi, na co pośrednim dowodem może być szybki wzrost cen usług. W lipcu były one droższe o 4,2 proc. niż rok wcześniej. Ogólny wskaźnik inflacji wyniósł 2,8 proc. Potwierdzeniem tezy o „mocnych” usługach może być zresztą również raport BIG InforMonitora, który wskazuje, że problem z ponad dwumiesięcznymi zaległościami ma ledwie 38 proc. firm usługowych.
Jednak z badania wynika, że to nie branża usługowa ma najmniejszy problem z zatorami, ale budownictwo. Sytuacja w budowlance pod tym względem poprawiła się skokowo, bo jeszcze w I kw. 64,3 proc. małych i średnich przedsiębiorców skarżyło się na zaległości powyżej 60 dni. W III kw. ten odsetek to już tylko 32,6 proc. To da się wytłumaczyć bardzo dobrą koniunkturą, przynajmniej w niektórych segmentach branży. Przykład to budownictwo mieszkaniowe. Popyt nie maleje, na co wskazują choćby dane o wzroście wartości udzielanych przez banki kredytów mieszkaniowych. Według Biura Informacji Kredytowej przy niewielkim wzroście liczby takich kredytów (o 1,2 proc. w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku) wyraźnie zwiększyła się ich wartość (13,2 proc.). O tym, że wyraźna poprawa płynności w budowlance to właśnie efekt dużego popytu na usługi branży, jest przekonany Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Pozycja małych i średnich firm na tym rynku się wzmocniła: w budownictwie, jak w całej gospodarce, zaczyna brakować rąk do pracy, więc duże firmy muszą dbać o dobre relacje z podwykonawcami.
Potwierdza to Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Przywołuje badania GUS, z których wynika, że najwyższą rentowność mają małe i średnie firmy, które korzystają z ograniczonych mocy wytwórczych na krajowym rynku budowlanym i, działając jako podwykonawcy, potrafią wynegocjować atrakcyjne wynagrodzenie za zrealizowane prace. Ale, zastrzega Kaźmierczak, sytuacja w branży nie jest jednorodna. Duże firmy, głównie te, które realizują duże kontrakty infrastrukturalne, balansują na granicy płynności.