Kontrole inspekcji ochrony środowiska, która zażąda dostępu do podglądu z kamer rozmieszczonych m.in. w zakładach magazynowania odpadów, mogą zacząć się już jutro. W piątek wchodzą bowiem w życie niektóre przepisy znowelizowanej ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz.U. z 2019 r. poz. 1579), a wśród nich problematyczne dla branży regulacje dotyczące obowiązkowego zapewnienia dostępu do monitoringu.

Czasu na dostosowanie się do wymogów jest niewiele. A wątpliwości wręcz przeciwnie. Sytuację utrudnia też fakt, że ustawodawca nie przewidział żadnego okresu przejściowego. A za niewywiązanie się z obowiązków przygotował kary administracyjne od 5 tys. zł do 1 mln zł.

Poufnie, czyli jak?

To zła wiadomość dla branży, która ma dziś kłopot z interpretacją art. 25 ust. 6h ustawy nowelizującej. Stanowi on, że m.in. firmy prowadzące magazynowanie odpadów lub zarządzające składowiskiem zapewniają dostępność obrazu w czasie rzeczywistym wojewódzkiemu inspektorowi ochrony środowiska przez przekazanie informacji umożliwiających logowanie do wizyjnego systemu kontroli miejsca magazynowania lub składowania odpadów w sposób zapewniający zachowanie tych informacji w poufności.

Sęk w tym, że ustawa nie precyzuje już, co przez „zachowanie poufności” należy rozumieć. A także, jak w praktyce ma wyglądać przekazanie informacji: pocztą, bezpośrednio w siedzibie urzędu czy e-mailem? Czy w wiadomości należy podać adres IP, login i hasło? – zastanawiają się przedsiębiorcy, z którymi rozmawiamy. Nie kryją też, że rozwiązanie to budzi ich obawy o bezpieczeństwo danych.

– Co się stanie, jeżeli ktoś udostępni hasła albo wykorzysta dostęp do serwerów firm? Kto wtedy zostanie pociągnięty do odpowiedzialności? – zastanawia się Robert Wawrzonek z Remondis Electrorecycling sp. z o.o.

Tylko na żądanie?

Z naszych ustaleń wynika też, że część branży jest przekonana, iż stosowne dane do logowania będą musieli oni przekazać dopiero na żądanie inspektorów. Ci z kolei będą mogli korzystać z dostępu – a więc również występować o dane – tylko w dwóch przypadkach: kontroli, o której mowa w art. 9 ustawy o Inspekcji Ochrony Środowiska (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1355 ze zm.) oraz powzięcia uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa przeciwko środowisku.

W ocenie Agnieszki Misiejuk, radcy prawnego, jest to jednak błędna interpretacja. – Ze znowelizowanych przepisów ustawy o odpadach jasno wynika, że przedsiębiorcy, którzy magazynują lub składują określone w ustawie odpady, zobowiązani są do zapewnienia inspektorowi WIOŚ dostępności obrazu z monitoringu wizyjnego w czasie rzeczywistym, a zapewnienie tej odstępności odbyć się powinno poprzez przekazanie przez przedsiębiorców do WIOŚ informacji, która umożliwi zalogowanie się do wizyjnego systemu kontroli – wyjaśnia ekspertka. I dodaje, że z obowiązku tego należy wywiązać się już 6 września, bo wtedy właśnie wchodzą w życie sporne przepisy.

Monitorować, tylko co?

Innym naglącym dla wielu przedsiębiorców pytaniem jest: czy przekazując dane do logowania, należy zapewnić dostęp do obrazu z wszystkich kamer czy tylko miejsca magazynowania odpadów palnych?

Przypomnijmy, że powszechny monitoring zakładów ma w założeniu ograniczyć zagrożenie pożarowe, działając jak straszak. Widok i świadomość kamer ma odwieść podpalaczy od przestępstwa, gwarantując, że inspektorom i funkcjonariuszom uda się jednoznacznie ustalić sprawcę zdarzenia i towarzyszące temu okoliczności.

Stąd też pod okiem kamery mają znaleźć się odpady łatwopalne wymienione w dodanym do ustawy art. 25 ust. 6f o odpadach. Wymienione w niej są m.in. paliwo alternatywne, tekstylia, papier i tektura oraz tworzywa sztuczne. W tej wyliczance jest jednak jeden punkt, który nastręcza trudności interpretacyjnych. Chodzi o odpady wielomateriałowe, złożone z innych – wymienionych w poprzednich punktach – odpadów. W praktyce problem ten dotyczy recyklerów przetwarzających nietypowe, z punktu widzenia gospodarki komunalnej, śmieci jak np. zdezelowane samochody.

Dlaczego jest to problematyczne? Zależnie od interpretacji, auta wycofane z eksploatacji – złożone głównie z metalu, ale w pewnym stopniu również z innych materiałów, np. tapicerki – musiałyby czekać na recykling pod czujnym okiem kamer, podobnie jak np. stosy opon. A to w przypadku stacji demontażu, które obsługują dziesiątki takich aut, oznaczałoby nie lada wydatki.

Zdaniem Adama Małyszki, prezesa Stowarzyszenia Forum Recyklingu Pojazdów Samochodowych FORS, ideą ustawodawcy było zobowiązanie firmy do przekazania kodów dostępu do systemu monitoringu tam, gdzie rzeczywiście występuje zagrożenie pożarowe.

– W warunkach stacji demontażu mogą to być np. magazyny opon, tekstyliów, gumy czy tworzyw sztucznych takich jak np. zderzaki, czy zbiorniki po paliwie. Nie wydaje się, aby chodziło również o pojazdy wycofane z eksploatacji czy zużyty sprzęt elektryczny lub elektroniczny. Zdezelowany pojazd, który nadaje się już tylko na złom, nie jest łatwopalny. A na pewno nie jest bardziej podatny na ogień niż zwykły samochód na ulicy. Nie instalujemy jednak kamer nad każdym parkingiem i nie monitorujemy online w obawie, że któryś z nich stanie w płomieniach, a jeżeli już, to w obawie, że nam ktoś go ukradnie – mówi ekspert.

Podkreśla też, że legalnie działające firmy nie mają nic do ukrycia, chcą jednak wiedzieć, w jaki sposób wypełnić nieprecyzyjnie zapisane obowiązki, aby uniknąć dotkliwych sankcji karnych.

W oczekiwaniu na rozporządzenie

Nie pomaga też to, że obowiązki wobec przedsiębiorców określono w ustawie dość ogólnie, bo szczegóły miało doprecyzować rozporządzenie ministra środowiska. Prace nad nim się jednak przeciągają. Rządzący przekonują przy tym, że brak tego aktu „nie stanowi przeszkody do dostosowania do przepisów ustawy i prowadzenia wizyjnego systemu kontroli”.

– Do czasu przyjęcia rozporządzenia należy prowadzić monitoring spełniający ogólne wymagania określone w ustawie o odpadach – wyjaśniała Magda Gosk, dyrektor departamentu gospodarki odpadami w resorcie środowiska. W piśmie z 8 lutego br. podkreślała, że projekt rozporządzenia jest już na etapie przed notyfikacją techniczną, a czas trwania tej procedury wynosi ponad trzy miesiące.

Z naszych ostatnich ustaleń wynika jednak, że rozporządzenie może lada moment ujrzeć światło dzienne. Świadczy o tym informacja na stronie Rządowego Centrum Legislacyjnego, z której wynika, że rozporządzenie wpisano już do wykazu aktów prawnych oczekujących na publikację (pod pozycją nr 41 i z datą 2 września). Co ważne, na RCL zaznaczono, że najpóźniejszy termin publikacji to 16 września.

Branża i eksperci nie kryją zaskoczenia. Przewidywali, że w razie ewentualnych kontroli WIOŚ przyjdzie im odpowiadać na podstawie ogólnych, ale obowiązujących przepisów ustawy o odpadach, a nie nowych przepisów, na które nie zdążyli się jeszcze przygotować.

Etap legislacyjny

Przepisy wchodzą w życie 6 września 2019 r.

Czy program PPK odniesie sukces? Oto główne kryteria oceny