Każdy lekarz wie, że prewencja kosztuje mniej niż leczenie. Podobnego zdania są również ekonomiści.
W tym duchu należy odczytywać wczorajszą obniżkę stóp procentowych w USA o 0,25 pkt proc. przez tamtejszy bank centralny, który mówi światu, że nie ma powodów do obaw, recesja nie grozi gospodarce i pacjent ma się nieźle. Cięcie ma więc charakter prewencyjny. To znaczy, że pomimo niezłych wskaźników gospodarczych, tj. dość solidnej dynamiki PKB w Stanach (w II kw. br. 2,1 proc., czyli więcej, niż prognozowali ekonomiści), rekordowo niskiego bezrobocia (3,7 proc. to poziom nienotowany od pół wieku) i nieprzerwanej hossy na giełdzie (indeksy w USA tylko w tym roku zyskały 20 proc.) Fed dostrzega wystarczająco dużo zagrożeń, aby mimo wszystko dać gospodarce trochę oddechu i zneutralizować majaczące za horyzontem zagrożenia.
Jest nim przede wszystkim globalne spowolnienie gospodarcze. Stojący na czele Fed Jerome Powell już podczas niedawnego przemówienia zasygnalizował, że największym zagrożeniem dla amerykańskiej gospodarki obecnie jest to, iż jest ściśle połączona z całym światem. I faktycznie, dokładnie to znajdziemy w uzasadnieniu decyzji o obniżce: dochodzi do niej „w świetle wpływu, jaki globalne wydarzenia mają na prognozy gospodarcze”.
Dowodem jest chociażby obcięcie globalnych prognoz wzrostu na ten rok przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy z 3,3 do 3,2 proc., co oznaczałoby najsłabszą dynamikę od 2009 r. Jedną z przyczyn jest fakt, że najwolniej od lat rozwijają się Chiny (chociaż i tak wiele krajów może tylko pomarzyć o tych 6 proc. wzrostu). Z Państwem Środka wiąże się również inne zagrożenie, czyli konflikt handlowy między Waszyngtonem a Pekinem, chociaż twardych dowodów wpływu na gospodarkę wciąż nie widać. Agencja Reuters donosiła w tym tygodniu, że z grona największych amerykańskich firm mniej obecnie skarży się na wojnę celną niż w ub.r., kiedy ta dopiero nabierała rozpędu.
Reklama
Do niepokojących sygnałów ekonomiści z Fed zaliczają również sytuację w przemyśle, mierzoną głównie za pomocą wskaźnika PMI – pokazującego (w skrócie), czy firmy mają więcej, czy mniej zamówień. PMI dla wielu krajów rozwiniętych przez ostatni rok kurczył się, także w Stanach. I chociaż w większości nowoczesne gospodarki – w tym Polska – oparte są na usługach, to sytuację w przemyśle można traktować jak papierek lakmusowy, ponieważ zamówienia zawsze spadają jeszcze zanim dojdzie do tąpnięcia. Fed martwi też inflacja, która obecnie ma w USA wartość 1,6 proc. Jej wzrost wyhamował (oficjalną polityką amerykańskiego banku jest dążenie do tego, żeby inflacja oscylowała wokół 2 proc.). Fed zostawił sobie jednocześnie przestrzeń do dalszych obniżek. ©℗