Mimo bardzo dobrej koniunktury w ciągu trzech ostatnich lat zadłużenie przedsiębiorców wobec firm leasingowych skokowo wzrosło. I wiele wskazuje na to, że nadal będzie się zwiększało.
Reklama
Według danych Krajowego Rejestru Długów prawie 7,3 tys. firm nie zapłaciło na czas rat leasingowych o wartości ok. 405 mln zł. Jeszcze w 2016 r. dłużników było 5,7 tys., a dług wynosił 305,2 mln zł. Obecny stan zadłużenia, choć o jedną trzecią większy, nie jest najwyższym poziomem w historii. W 2017 r. sięgał 461 mln zł.
Dane KRD to tylko część obrazu, bo rejestr jest jednym z pięciu biur informacji gospodarczej, ale pokazują pewien trend. Od 2016 r. nasza gospodarka szybko rośnie. Napędza ją popyt krajowy; do tej pory motorem była konsumpcja prywatna, co wzięło się głównie z rosnących dochodów. Leasing to ulubiony produkt firm małych i mikrofirm, często jednoosobowych działalności gospodarczych. Jest narzędziem do finansowania inwestycji, ale też indywidualni przedsiębiorcy w ten sposób finansują swoją konsumpcję.
Samochód wzięty w leasing jest wykorzystywany nie tylko w biznesie, lecz także do celów prywatnych – podobnie jak rachunek w banku, na którym prowadzi się firmowe rozliczenia i prywatne płatności. Dlatego w ostatnich latach odbiciem dobrej koniunktury w gospodarce był dynamiczny rozwój leasingu. Według zestawień Związku Polskiego Leasingu w 2016 r. wartość tak sfinansowanych aktywów wzrosła o jedną piątą, w 2017 r. – o prawie 16 proc., a rok temu – o 22 proc.
Duży wzrost zadłużenia wobec leasingodawców może być więc efektem skali: im większy ruch w interesie, tym proporcjonalnie więcej takich, którzy do rzetelnego opłacania rat mają luźny stosunek. Ale to tylko część prawdy. Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, powiązanej kapitałowo z KRD i zajmującej się dochodzeniem należności dla leasingodawców, tłumaczy, że dług ma swoją specyfikę. Firmy leasingowe dopiero w ostateczności zgłaszają go do baz dłużników i zlecają odzyskanie specjalistom. Wcześniej próbują się porozumieć z dłużnikiem, nakłonić go choćby do częściowej spłaty rat, aby przywrócić płynność umowy.
– Odebranie przedmiotu leasingu jest ostatecznością. W efekcie firmy dopisują do naszego rejestru tylko tych dłużników, którzy nie spłacają zobowiązań – mówi Kostecki. Co może oznaczać, że duży wzrost liczby nierzetelnych leasingobiorców nie jest jedynie proporcjonalny do większych obrotów w branży, ale może wynikać z zaostrzającej się konkurencji, czego katalizatorem jest właśnie dobra koniunktura. Gdy popyt jest duży, przedsiębiorcy robią wszystko, by mu sprostać.
– Dobra koniunktura wbrew pozorom sprzyja przyrostowi dłużników. Kiedy rośnie zapotrzebowanie na towary i usługi, powstają nowe firmy, a stare próbują zwiększać sprzedaż. Do tego potrzebują zewnętrznego finansowania – mówi prezes Kaczmarski Inkasso. W takich warunkach łatwo o błąd. Popełniają go leasingobiorcy, źle kalkulując inwestycję, ale i leasingodawcy, poluzowując kryteria udzielania leasingu, co jest częstą praktyką w czasie szybkiego wzrostu.
Zgłoszenie długu do windykacji to ze strony firmy leasingowej akt desperacji. Na ogół oznacza, że po drugiej stronie jest dłużnik, który nie zamierza się rozliczyć z umowy, co stawia leasingodawcę w dość trudnym położeniu. Firma windykacyjna może zająć leasingowany samochodów czy maszynę przemysłową, po czym przekazuje go firmie leasingowej.
– Leasingodawca musi sam zabezpieczyć auta lub maszyny, co jest pracochłonne i kosztowne. Trzeba je przemieścić i ulokować na strzeżonym parkingu lub w dozorowanej hali. Później leasingodawca szuka na nie kupca. O ile na zwindykowany sprzęt budowlany bez trudu można znaleźć chętnych, to trudniej o nabywcę na wysłużone auta flotowe czy specjalistyczne maszyny – tłumaczy Jakub Kostecki. Najtrudniej jest z urządzeniami przemysłowymi. Często są one konfigurowane według określonych parametrów technicznych dla konkretnego przedsiębiorstwa.
– Niełatwo znaleźć firmę, która kupi np. linię technologiczną z kopalni – mówi Kostecki. I zwraca uwagę, że przed firmami leasingowymi, zwłaszcza tymi, które oferują urządzenia przemysłowe, poważne wyzwanie. Powinny bardziej się przyłożyć do sprawdzania klientów. W gospodarce właśnie ruszyły inwestycje; według GUS w I kw. zwiększyły się o 12,6 proc. I według większości ekonomistów to jeszcze nie koniec, a gospodarka może w tym roku rozwijać się w tempie powyżej 4,5 proc. PKB, szybciej, niż wskazywały poprzednie prognozy.
To zapewne już przekłada się na rosnące zapotrzebowanie na usługi leasingodawców. Według Kosteckiego dotychczasowe doświadczenia firm leasingowych powinny skłaniać do większej czujności. – Dlatego coraz więcej z nich nie tylko sprawdza klientów przed zawarciem umowy, ale także monitoruje ich kondycję finansową w KRD już w trakcie trwania umowy. To dobre podejście, ponieważ pozwala na bieżąco reagować na symptomy świadczące o problemach klienta. Wtedy można jeszcze zareagować – uważa prezes Kaczmarski Inkasso.