W żadnym przetargu zagranicznym, gdzie spotykamy firmy z Izraela, USA czy Rosji, nie spotkaliśmy jeszcze Polskiej Grupy Zbrojeniowej – mówi prezes WB Electronics Piotr Wojciechowski
ikona lupy />
Piotr Wojciechowski, prezes WB Electronics fot. materiały prasowe / DGP

Grupa WB specjalizuje się w produkcji bezzałogowców. Pod koniec ubiegłego roku MON za 800 mln zł zamówiło jednak tego typu statki powietrzne w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Nie żal panu takiego zlecenia?

Projekt Orlik został podpisany z pominięciem możliwości pozyskania oferty od spółki WB Electronics. Gdybyśmy przegrali w otwartym postępowaniu cenowo czy technicznie, to można by powiedzieć, że nie żal. To byłaby po prostu przegrana. Ale mamy do czynienia z sytuacją, w której ministerstwo obrony narodowej mimo naszych wielokrotnych próśb nie dopuściło nas do złożenia oferty w postępowaniu. I dlatego jest żal. Jednocześnie argumentacja MON o odmowie mówi, że nie chodzi o przesłanki przedmiotowe, ale podmiotowe.

Co to znaczy?

To jest dobre pytanie. Ja tego nie rozumiem. Dostaliśmy odpowiedź z resortu, że uzasadnienie decyzji podmiotowej nie może nam być przekazane bo jest niejawne. Na naszą argumentację, że mamy kancelarię niejawną i wszelkie środki do przetwarzania tego typu informacji, dostaliśmy odpowiedź, że mimo wszystko uzasadnienia tej decyzji nie można nam udostępnić.

Jak pan wyjaśni to, że polski podmiot, w którym skarb państwa ma udziały, nie zostaje dopuszczony do takiego postępowania organizowanego przez polskie ministerstwo obrony?

Gdybyśmy kontynuowali postępowanie, które rozpoczęto w 2014 r. i zakończono w 2016 r. przed ostatnim etapem złożenia oferty końcowej, to być może złożylibyśmy ofertę konkurencyjną i byśmy wygrali. Według naszych analiz nasza cena byłaby zdecydowanie niższa niż te 800 mln zł. Ta cena jest szokująca. Średni koszt jednego płatowca to 20 mln zł. Nasze płatowce systemu Łoś można kupić za kilka milionów złotych. Oczywiście nie znamy nowych wymagań, ale nie wydaje mi się, by zmieniły się aż tak by uzasadnić taką różnicę w cenie.

Trudno to zweryfikować.

Oczywiście, trudno zgadnąć jaki byłby wynik postępowania. Ale powtarzam: my nawet nie zostaliśmy do niego dopuszczeni. Warto też zauważyć, że w tamtym postępowaniu data dostawy była ustanowiona na rok 2017. Dziś mowa o roku 2022. My byliśmy w stanie dostarczyć system bezzałogowy klasy taktycznej o nazwie Orlik w 2017 r.

Nie zostaliście też dopuszczeni do przetargu na BMS, czyli system dowodzenia na polu walki. Pytaliście MON dlaczego?

Tak. I również powiedziano nam, że nie możemy zobaczyć uzasadnienia. Można opowiadać różne historie o tym, że w trakcie kryzysu czy wojny my nie będziemy gwarantować dostaw, ale to wierutna bzdura. Po pierwsze, Grupa WB podlega pod program mobilizacji gospodarki, a po drugie spółka podlega militaryzacji, czyli w czasie „W” przechodzi pod zarząd MON i staje się jednostką wojskową. Tak więc nie bardzo rozumiem w jaki sposób moglibyśmy nie zabezpieczać dostaw.

Niektórzy formułują w stosunku do was zarzuty, że roi się u was od byłych agentów i polityków.

Założyciele firmy są inżynierami, których całe zawodowe życie to rozwój technologii a nie polityka. Więcej niejasności jest jak słyszymy w spółkach skarbu państwa, co pokazują liczne afery i zatrzymania w ostatnim czasie, choćby właśnie byłych pracowników PGZ. U nas takich afer, ani zatrzymań nie było.

Nie zostaliście dopuszczeni do złożenia ofert na systemy Orlik i BMS. Teraz trwa postępowanie na bezzałogowce - system Wizjer. Składacie ofertę?

Ministerstwo obrony narodowej również nie przewiduje takiej możliwości. Wizjer to system klasy mini, taki jak nasz FlyEye. Wojsko Polskie ma już takie 22 zestawy, kilka zestawów mają również inne polskie instytucje zajmujące się bezpieczeństwem. W tym postępowaniu MON skazuje użytkowników znów tylko na ofertę Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Ale czemu MON nie chce byście chociaż złożyli ofertę?

Systemy FlyEye bardzo dobrze sprawdzają się na Ukrainie, skutecznie walczą przeciwko rosyjskim separatystom. Żaden z nich nie został przechwycony ani zestrzelony. Być może jakieś siły są zainteresowane tym by więcej tego sprzętu, który tak dobrze sprawdza się w warunkach wojny, nie znalazło się w Wojsku Polsku.

To nie brzmi poważnie, raczej jak jakaś teoria spiskowa.

Ale może czasem warto pospekulować. Postępowanie skierowane wyłącznie do PGZ nie służy bezpieczeństwu państwa, a eliminacji konkurencji dla PGZ, której w otwartym przetargu, by nie pokonała.

Cytuję MON: „Podpisanie umowy to rezultat podjęcia w 2016 roku decyzji o budowie przez PGZ kompetencji w zakresie projektowania i produkcji Bezzałogowych Statków Powietrznych”. Wydaje się, że to ma sens.

O ile jesteśmy na tyle bogatym krajem by kupować sprzęt niesłychanie drogi i co więcej gdy tego typu kompetencje są już w polskim przemyśle. Jest zespół, który produkuje, wymyśla, serwisuje bezzałogowce i szkoli w tej dziedzinie Wojsko Polskie od 10 lat. Taki zespół działa w ramach Grupy WB. Zakup Wizjera w aktualnie prowadzonym postępowaniu i przy ofercie PGZ opartej na kopii lub licencji Orbitera, izraelskiej firmy Aeronautics nie jest działaniem na rzecz zbudowania potencjału w Polsce, a tylko działaniem lobbystycznym w celu eliminacji z rynku Grupy WB, która dla izraelskich dostawców jest konkurentem na całym świecie. Jako prezes podmiotu, w którym 25 proc. udziałów ma Polski Fundusz Rozwoju i obywatel Polski, nie mogę spokojnie przyglądać się takim działaniom - na szkodę polskiego przemysłu, Skarbu Państwa i Sił Zbrojnych RP.

Na marginesie takie samo uzasadnienie jak pan przytoczył, zastosowano w decyzji o produkcji przez PGZ jednorękich bandytów ze znanym skutkiem. Z grafenem zdaje się skończyło się podobnie. A więc nie wystarczy że PGZ coś zadeklaruje, bo bez doświadczenia i kompetencji – możemy tylko marnować publiczne środki bez żadnej gwarancji, że ktoś te kompetencje zbuduje.

A to nie jest tak, że pan po prostu chce zdławić raczkującą jeszcze konkurencję w zarodku?

Patrząc na wysoką cenę, jaką proponuje PGZ, to nie jest to konkurencja. Poza tym zapraszam do badań porównawczych, do których nikt poza nami się nie kwapi. Dodam też, że w żadnym przetargu zagranicznym, gdzie spotykamy firmy z Izraela, USA czy Rosji, nie spotkaliśmy jeszcze PGZ. Dlatego stale zadaję sobie pytanie czego brakuje Grupie WB, aby mogła założyć konkurencyjną ofertę w postępowaniu Orlik, Wizjer czy BMS? Grupa WB udowadnia od lat swoje kompetencje, przedstawi międzynarodowe referencje, dobre technicznie rozwiązania i solidną sytuację ekonomiczną. Nie potrafię zaakceptować faktu, że większe znaczenie w oczach decydentów mają odpowiednio umocowani lobbyści, którzy tak potrafią namieszać w głowach polityków aby ci administracyjnie wykluczyli polski podmiot z możliwości złożenia oferty i w rezultacie za pośrednictwem PGZ sprzedają do MON jakiś wyrób prawie trzy razy drożej.

W przypadku projektu Wizjer sprawa jest dużo bardziej złożona - tu cały pomysł programu jest wadliwy. Jaki jest cel opracowywania systemu – o ewidentnie mniejszych niż Flyeye możliwościach, tak czy inaczej inspirowanego rozwiązaniami z Izraela, prowadzenia badań przez kilka kolejnych lat, kiedy na uzbrojeniu Wojska Polskiego znajdują się systemy FlyEye?

W moim przekonaniu jest to manipulacja kilku osób, które w celu zaspokojenia swoich ambicji, nie zważając na interes kraju, chcą po prostu sobie zarobić przez pobieranie dobrej pensji w PGZ i w tym celu zwodziły decydentów w PGZ i MON, że konieczne jest budowanie od początku kompetencji w budowie bezzałogowców mimo, że taki producent o udokumentowanych kompetencjach już w kraju jest.
Takie prowadzenie projektu Wizjer jest wobec polskiego podatnika działaniem karygodnym, jest brakiem szacunku dla wysiłku setek ludzi którzy pracują w Grupie WB wykonują bardzo dobrze swoją pracę budując systemy, które są eksportowane i używane w Polsce i wielu krajach świata. Mam czasem takie odczucie, że celem decyzji o eliminacji tych zespołów z programów Orlik i Wizjer jest zniszczenie tych osiągnięć, a realny interes w tym mają ośrodki zagraniczne.

Jesteście w pewnej części firmą państwową. W czasie tej transakcji mówiło się, że sprzedajecie 25 proc. udziałów PFR-owi by uciec spod topora ówczesnego ministra Antoniego Macierewicza. Chyba się nie udało. Mimo, że jesteście częściowo państwowi, to państwo dalej nie chce od was kupować.

To są nieuprawnione spekulacje. Na tę sytuację patrzę zupełnie inaczej. Jesteśmy istotnym elementem gospodarczym w państwie i w obronności, w związku z tym państwo w sposób naturalny chciało uzyskać jakiś wpływ i kontrolę nad działaniami spółki. A co więcej, zagwarantować by ta spółka mogła przeistoczyć się z podmiotu lokalnego w gracza globalnego. Stąd dokapitalizowanie. Nie mówimy tu o żadnym uciekaniu spod topora, a o racjonalnym działaniu państwa, które inwestuje w podmioty perspektywiczne. I to jest korzystne dla nas obywateli, gdy państwo chce mieć udziały w nowoczesnych, technologicznych spółkach. Oczywiście czy państwo w jakiś sposób jest w stanie dbać o swoje podmioty po to aby chronić je przed negatywnymi działaniami grup lobbystycznych, to jest już zupełnie inne pytanie.

Czy pana zdaniem skarb państwa powinien przemyśleć połączenie PGZ i Grupy WB?

To wymaga analiz. Jako akcjonariusz Grupy WB mam świadomość, że współpraca z PGZ może być dla obu podmiotów korzystna, podobnie jak była ona korzystna dla spółek które PGZ wchłonął.

Ale to nie skończy się tak, że Grupa WB „wybierze” sobie najlepsze spółki z PGZ, a reszta tych podmiotów zostanie zamknięta?

Duża grupa lobbystów, również w ramach PGZ, których pensje zależą od tego, że istnieje konflikt między PGZ a WB, na pewno byłaby z takiego połączenia niezadowolona i dlatego od lat rozpowszechniane są na ten temat różnego rodzaju głupoty.

Pan tak narzeka, ale przecież w ubiegłym roku Grupa WB miała rekordowe przychody, dobrze ponad 300 mln zł, i większość zamówień pochodziła z MON.

Myli się pan. Bezpośrednich zakupów z resortu mamy bardzo niewiele. My dostarczamy resortowi obrony pośrednio, w zleceniach gdzie współpracujemy ze spółkami PGZ. To nasz wspólny sukces – gdyż spółki PGZ i Grupa WB, potrafią wspólnie stworzyć produkty dobrze służące polskim żołnierzom, a jednocześnie konkurencyjne. I te produkty, czyli moździerze Rak, armatohaubice Krab pokazują, że ścisła współpraca polskiego przemysłu obronnego jest dla wszystkich interesariuszy bardzo korzystna. Poza tym według podziału obszarowego prawie 30 proc. naszych przychodów to eksport. Według podziału sektorowego 30 proc. to przychody z obszaru cywilnego. Choć rośniemy, to ten wzrost raczej napędzają produkty tworzone na eksport i w sektorach cywilnych, a nie przychody ze sprzedaży uzbrojenia w Polsce.

Rozmawiał Maciej Miłosz